Coraz więcej parków rozrywki w Polsce zmierza w kierunku tworzenia miejsc zielonych, ekologicznych, zgodnych z rytmem natury. Oczekują tego goście odwiedzający atrakcje, wymusza to trend europejski, a przedsiębiorcy widzą w takim podejściu szanse. To, dlaczego zjawisko „eco-themingu” staje się coraz popularniejsze, wyjaśniamy w artykule.
W tym artykule:
Ekologia już nie tylko chwytem marketingowym
Jeszcze kilkanaście lat temu przepis na stworzenie idealnego parku rozrywki opierał się głównie na budowaniu rollercoasterów (im wyższych, tym lepiej), a przy tym kreowaniu wizerunku miejsca kolorowego oraz głośnego (w przenośni i dosłownie).
W Europie popularne obiekty nierzadko stanowiące branżowe benchmarki prześcigały się w rywalizacji na długość torów, wysokość kolejek czy liczbę atrakcji. Dziś to element nadal ważny (dla wielu osób wręcz kluczowy), lecz jednocześnie, ze względu na zmieniającej się preferencje gości, w siłę rośnie nowy trend.
Parki tematyczne, ale także parki miniatur, parki linowe czy ogólnie rzecz biorąc atrakcje outdoorowe, zaczynają zrzucać „betonowy pancerz” na rzecz tworzenia „zielonych płuc”. Pod tym zdaniem kryje się pojęcie eco-entertainment (zielonej rozrywki), które kilka lat temu było raczej zabiegiem marketingowym (w duchu CRS-owej strategii) wykorzystywanym na potrzeby budowania wizerunku. Dziś bywa rdzeniem i sednem tworzenia parków, projektowania wystroju obiektów i samych atrakcji.
To stara i zarazem nowa koncepcja, ale w dzisiejszym wydaniu – obudowana w zmienioną formę. Jest widoczna m.in. w brytyjskim GreenWood Family Parku, francuskim Terra Botanica czy niemieckim Erlebnisberg Kappe.

Jak tłumaczy w rozmowie z portalem Parkmag.pl dr Agata Warchalska-Troll z Instytutu Nauk o Środowisku UJ w Krakowie, popularność form wypoczynku realizowanych blisko natury jest… i czymś nowym, i nienowym.
W ocenie badaczki „wypoczynek na wsi, który w ostatnich dekadach zyskał miano agroturystki, to przecież coś bardzo starego – bogaci ludzie od niepamiętnych czasów budowali wiejskie rezydencje, wyjazdy na wieś czy do uzdrowisk stawały się tym bardziej popularne, im większa część naszego społeczeństwa mieszkała w miastach.”
– Turystyka górska czy ruch harcerski, rozwijające się w kraju od lat międzywojennych, to formy rekreacji blisko natury. Trend nie jest więc nowy, choć zapewne można zaryzykować twierdzenie, że pewne mody się przeplatają. Po czasie „boomu” na głośne centra rozrywki wracamy do form bliższych przyrodzie – tłumaczy dr Agata Warchalska-Troll.

Chcemy odpoczywać inaczej
Skąd ta mała rewolucja? To – po pierwsze – efekt zmiany nawyków konsumenckich.
Społeczeństwo jest przebodźcowane, często „zagalopowane” pędem życia miejskiego. W związku z tym szukamy autentycznych form wypoczynku, a tego typu „doznania” oferują miejsca znajdujące się przy lasach, jeziorach, na polanach i w rezerwatach.
Ubiegłoroczne badanie „Majówka w stylu slow life” serwisu Prezentmarzeń pokazuje, że 40 proc. Polaków odczuwa większy spokój i relaks na łonie natury. To silny argument „za” jeśli chodzi o spędzanie wolnego czasu właśnie poza krzykliwymi miejscami.
Po drugie, rośnie świadomość ekologiczna. Nowe pokolenie rodziców-milenialsów docenia, gdy przedsiębiorca segreguje odpady, inwestuje w odnawialne źródła energii, tworzy atrakcje z materiałów naturalnych – drewna, kamieni, skał.
I wreszcie po trzecie, komfort w rozrywce jest naprawdę ważny. Drewno jest bezpieczniejsze niż metal, drzewo lepiej zacienia przestrzeń latem, a szpaler kwiatów przyjemniej wygląda niż posadzka betonowa. To eco-theming pełną gębą. W efekcie takiego podejścia konsumenta do rozrywki coraz częściej ekologia przestaje być kosztem dla przedsiębiorcy.

Jakie można wskazać nowe tendencje, które na pewno wspierają nurt rekreacji blisko natury?
Zdaniem dr Agaty Warchalskiej-Troll, chodzi o zmiany klimatu i rosnącą świadomość tego problemu w społeczeństwie. Jak tłumaczy, „polskie miasta – a w miastach i wokół nich, w strefach podmiejskich, wciąż mieszka nas coraz więcej i przegrzewamy się latem.”

– Od kilku lat w dyskursie medialnym funkcjonuje hasło „betonozy”, czyli mody na usuwanie drzew i trawników z miejskich placów, skwerów oraz ulic na rzecz powierzchni betonowych i asfaltowych. Wielki opór społeczny, jaki powstał w odpowiedzi na tę praktykę, to także wołanie o rekreację w zieleni – w cieniu drzew, by choć trochę odseparować się od miejskiego zgiełku i zanieczyszczeń – podkreśla.

Polscy przedsiębiorcy robią to dobrze
W naszym kraju nie brakuje miejsc turystycznych i parków rozrywki, które albo posiadają strefy i atrakcje wykonane z naturalnych materiałów, albo są niemal całkowicie „zielone”, a nawet „eko”. W tym segmencie z pewnością znajduje się istniejący od lipca 2021 roku Elfland w m. Nekla.
Jak twierdzi sam właściciel obiektu Marc Keller, jego park jest ekologiczny od A do Z. Zbudowany został z naturalnego drewna robinii akacjowej, ponadto stawia na odnawialne źródła energii np. panele fotowoltaiczne. Rodziny nie znajdą tam asfaltu i kostki, tylko piasek, korę drzewną, żwir czy kamienie.
– Do tego pod hasłem ekologii kryje się sam styl korzystania z parku. W Elflandzie nie ma rollercoasterów. Tu cieszymy się spokojem i naturą – mówił kiedyś Marc Keller.
Inny przykład? Mikrokosmos w Ujeździe k. Tomaszowa Mazowieckiego. Miejsce, gdzie znajdziemy rzeźby owadów, a przy tym duży ogród botaniczny z tysiącem roślin. Trasy w parku wysypane zostały drobno mieloną korą i pełno przy nich naturalnych elementów.
– Nie ma u nas muzyki, automatów, karuzel, nie ma też kostki brukowej i komercji. Jest za to zapach środowiska, wsi, są ścieżki, drzewa i te elementy przypadają ludziom do gustu – mówił nam Łukasz Wagner, właściciel Parku Mikrokosmos.
Natura ważna jest także w Parku Korzonek (m. Konopiska), gdzie stosowane są materiały z surowców naturalnych, głównie drewna. Nie brakuje tam drzew, kwiatów, mini zoo i pasiek. W ocenie właściciela obiektu Asteniusza Myśliwca ambicją jest, aby „zostać zieloną kropką na mapie Polski.”

Pozytywny trend
Podobnie sytuacja ma się w innych parkach rozrywki i atrakcjach w Polsce. W wielu przypadkach, w mniejszym lub większym stopniu, obiekty posiadają wspólny „naturalny” mianownik. W gronie „zielonych” parków znajduje się m.in.:
- Julinek Park (Leszno);
- Park Gigantei (Piechowice);
- Gród Pobiedziska (Pobiedziska);
- Farma Alexa (Charbrowo);
- Nowa Holandia (Elbląg);
- Magiczne Ogrody (Trzcianki);
- I wiele więcej.
Część z parków, od początku stawiało na naturę i eksponowanie walorów przyrodniczych, a niektóre obiekty obserwowały, rozwijały się i ewaluowały w duchu tzw. projektowania biofilnego. To filozofia projektowania skupiająca się na wykorzystaniu naturalnych elementów – naturalnego światła, a także roślin, drewna, wody.

„Zielono mi”, bo to się opłaca?
Przedsiębiorcy nie zmierzają w stronę natury wyłącznie z pobudek altruistycznych. A przynajmniej nie wszyscy. Za „zieloną rewolucją” stoi niekiedy ekonomia. Przykład?
Parki rozrywki zużywają często ogromne ilości energii i wody. Panele fotowoltaiczne lub zbiorniki retencyjne na deszczówkę to oszczędność, a w efekcie zysk. Ponadto wybudowanie rollercoastera może być nieporównywalnie droższe niż stworzenie łąki kwietnej czy placu zabaw z drewna.
W dobie rosnących kosztów pracy, wysokich rachunków, cen materiałów i rygorystycznych przepisów unijnych, inwestycja w ekologiczne rozwiązania, niekiedy zwyczajnie może się opłacać.
Opłacać może się także kompostowanie, zacienianie terenu drzewostanem, promowanie naturalnych materiałów, segregacja odpadów czy upcykling atrakcji (tj. ponowne wykorzystanie). Parkom rozrywki i atrakcjom tematycznym „bywa też zielono” ze względu na „green procurement”, czyli kupowanie towarów i zamawianie usług o minimalnym negatywnym wpływie na środowisko.

Przyszłość polskiej rozrywki jest zielona?
– Po traumie pandemii, w dobie konfliktów i napięć, ale także rosnącej świadomości dewastacji środowiska wskutek masowej turystyki, wypoczynek godzinę czy dwie godziny drogi od domu, w trochę „nieodkrytym” zakątku Polski, może być coraz bardziej poszukiwany – wyjaśnia dr Agata Warchalskia-Troll.
Skala inwestowania w „zielone atrakcje” zdaje się wprost udowadniać, że to nie chwilowa moda, a trwały megatrend, który redefiniuje pojęcie „czasu wolnego”. Polska branża rozrywki dała wyraźny kredyt zaufania „green entertainment”. Co ważne, parki rozrywki w Polsce zielenieją na naszych oczach, jednocześnie udowadniając, że wysoka jakość usług może iść w parze z szacunkiem do środowiska. Dla gości, na samym końcu, oznacza to piękniejsze i zdrowsze miejsca do wypoczynku, a dla samej branży – stabilną i zrównoważoną przyszłość oraz uznanie w oczach klienta.












