Jednym z moich ulubionych miejsc, do których czuję nieodpartą chęć powrotu, są wioski przygód Karlsa. Czy to już uzależnienie? Chwilę po wizycie czuję syndrom odstawienia i smutek z opuszczenia, i jednocześnie nie mogę się doczekać kolejnej wizyty. Brzmi niepokojąco. Kwoty, które zostawiam w ich sklepach, nie świadczą o racjonalnym podejściu do zakupów. Ale jak to się dzieje? I dlaczego?
Taki jest Karls Erlebnis-Dorf
W Karls Erlebnis-Dorf zderza się zupełnie niespotykany koncept, w którym rozrywka jest tylko jedną z części doświadczenia. To miejsce, w którym czujemy się, jakbyśmy pojechali na farmę, na wieś. Ale – co ważne – nie na taką wieś, jaką pamiętamy z dzieciństwa w Polsce, tylko na farmę jak z amerykańskich filmów, która prawdopodobnie nigdy, nigdzie nie istniała. Karls Erlebnis-Dorf jest natomiast idealnym wyobrażeniem o tym, jak mogłaby wyglądać. Chcielibyśmy, żeby właśnie tak wyglądało życie na wsi, na farmie u babci. W Karls Erlebnis-Dorf taka koncepcja ma głęboki sens.

To park, do którego wchodzi się za darmo, przyciąga więc tłumy ludzi w każdym wieku. Bariera wejścia nie istnieje. Nikt nie może zatem ominąć ogromnej hali, w której wyrabiane są – na oczach odwiedzających – dżemy, popcorn, czekolada i wiele innych produktów. W produkcji możemy uczestniczyć, a następnie kupić te twory zapakowane w retro opakowania.

W hali znajdziemy też wiejskie gastro oraz tysiące metrów kwadratowych półek z własnymi produktami i asortymentem do użytku domowego. To takie połączenie Home&You, manufaktury słodyczy i sklepu z babcinymi przyprawami.
Wygląd parku jest niesamowicie konsekwentny pod względem designu i spójny poprzez proponowaną ofertę. Konsekwencja i dbałość o szczegóły powodują, że autentycznie wchodzimy do innego świata. Jakbyśmy byli w kreskówce, w stylistyce wiejskiej. Tematem przewodnim jest tu truskawka, która przewija się tu i ówdzie.

Jednym z obowiązkowych punktów programu w Karlsie są także toalety. Te w hali, gdzie lampy zrobione są ze szczotek do toalet, wyglądające surowo, sprawiają, że usta otwierają nam się w geście zdziwienia – jakie pokłady kreatywności mieli twórcy i jednocześnie jak udało im się tak wiele kontrowersyjnych elementów wystroju uczynić autentycznie zachwycającymi. Tak jest na każdym kroku.
Scenografia jest tutaj najmocniejszym punktem programu. Po spędzeniu kilku godzin w Karlsie, gdzie dzieci mogą skorzystać z jednego z wielu placów zabaw za darmo, zostajecie otoczeni jego niesamowitą magią, tak że nie będziecie w stanie wyjść stamtąd bez choćby jednej małej siatki produktów.

Ja podczas każdej kolejnej wizyty jadę tam z listą: dżemy w sześciu smakach, przyprawy do makaronów, żeliwne podstawki w kształcie truskawki – to tylko wierzchołek góry lodowej tego, co kupuję zawsze w Karlsie. A do tego dochodzi mnóstwo rzeczy w ciągle aktualizowanym asortymencie.

Wioska Karlsa: nie tylko farma i truskawki
Karls to także karuzele czy kolejki, na które wykupuje się osobne żetony. Mamy tu też zagrody z prawdziwymi zwierzętami, myszami, kolejne gastronomiczne punkty, które same w sobie już swoim wyglądem stanowią atrakcję. Poziom immersyjności, w który wciąga cię świat Karlsa – choć na innym poziomie – jest porównywalny z tym disneyowskim. A może nawet, ze względu na mniejszą powierzchnię i brak poczucia wielkoskalowości, jest bardziej autentyczny.

Robert Dahl, właściciel konceptu, którego dziadek dał imię pod miejsce, był – podobnie jak wspomniany senior oraz ojciec – rolnikiem i plantatorem truskawek. Z chęci ich sprzedaży narodził się cały koncept wiosek, które w jego założeniu mają być dostępne dla każdego Niemca w odległości nie większej niż 2 godziny jazdy od miejsca zamieszkania.
Czy to się uda? Wiosek Karlsa jest w tej chwili już siedem, a kolejne dwie są w budowie. Najbliżej Polski jest ta, którą odwiedziłem w Koserow, 40 minut od Świnoujścia, oraz druga – położona pod Berlinem w Elstal. Każda jest inna, a jednak znajomo podobna.

Przy niektórych obiektach, jak np. w Rövershagen, możemy zamieszkać w hotelu Alles Paletti, którego tematem przewodnim są… palety. Na ulicach Berlina można też spotkać truskawkowe budki, które są przedłużeniem kompleksu i sprzedają truskawki, stanowiąc jednocześnie doskonałą reklamę dla samych wiosek.
Karls, przynajmniej dla mnie, jest doskonały. Polecam każdemu wizytę w tym koncepcie. Mnie kupili, a w przerwach od planowania kolejnych zagród dla rabkolandowych owieczek Irenek śnią mi się one przeskakujące przez płoty Karlsa. No cóż – każdy ma takie sny, na jakie zasługuje.













