Rodzice i nauczyciele w Polsce coraz częściej biją na alarm z powodu zjawiska „przebodźcowania” u dzieci. Branża atrakcji proponuje odpowiedź: stara się tworzyć takie rozwiązania, by spędzanie wolnego czasu było receptą na ten problem. Sprawdzamy, czym tak naprawdę jest „przebodźcowanie” i jak może wyglądać oferta, która pomaga zwalczać jego skutki.

Gdy goście uciekają od hałasu

Temat przebodźcowania pojawia się znacznie częściej, niż zakładaliśmy przy otwarciu naszego parku. Prawie zawsze wychodzi od gości, a nie od nas – przyznaje w rozmowie z Parkmag.pl Joanna Pośpiech z „zielonego” parku tematycznego Las Odkrywców niedaleko Lublina. – Rodzice rzadko używają jednak słowa „przebodźcowanie”. Słyszymy od nich na przykład: „szukaliśmy miejsca bez muzyki z głośników i migających świateł” – dodaje.

Goście nie muszą zatem mówić wprost o problemie „przebodźcowania”. Wystarczy, że sygnalizują, czego chcieliby uniknąć podczas spędzania wolnego czasu w rodzinnym gronie. A gdy zamiast poszukiwania wysokich rollercoasterów czy karuzel akcentują potrzebę odpoczynku i ciszy, najczęściej oznacza to zmęczenie intensywnymi doświadczeniami na co dzień. Zarówno w szkole i pracy, jak i w czasie wolnym.

Przebodźcowanie: co to jest?

– Przebodźcowanie – jeśli już uznać to pojęcie – to stan psychofizjologicznego przeciążenia, w którym ilość, intensywność lub czas trwania bodźców sensorycznych, emocjonalnych lub poznawczych przekracza aktualne zdolności danego układu nerwowego do ich przefiltrowania, przetworzenia i zintegrowania – tłumaczy dr Magdalena Śniegulska, adiunktka w Katedrze Psychologii Poznawczej, Rozwoju i Edukacji SWPS oraz koordynatorka specjalności Psychologia Edukacyjna: Rozwój i Zdrowie Psychiczne.

Jak jednak zwraca uwagę ekspertka, ludzie bardzo różnią się między sobą zapotrzebowaniem na stymulację, wrażliwością na bodźce i sposobem reagowania na nie.

– Warto więc najpierw zaobserwować swoje dziecko i ocenić te jego cechy, zanim pomyślimy o tzw. przebodźcowaniu – zaznacza.

Fot.  Caleb Oquendo / Pexels

Przebodźcowanie i mechanizmy mózgu

Określenie „przebodźcowanie” może błędnie sugerować zaburzenie działania układu nerwowego.

– Nie bardzo lubię to określenie, bo sugeruje jakiś rodzaj patologii – zaznacza w komentarzu dla Parkmag.pl dr Magdalena Śniegulska.

Naukowczyni z Uniwersytetu SWPS zwraca bowiem uwagę, że mózg na co dzień musi ignorować bodźce, które nie są istotne w danej chwili.

Pomaga w tym habituacja, czyli przyzwyczajenie –  najprostsza forma uczenia się. Reakcja na powtarzalny bodziec słabnie lub zanika, jeśli nie niesie on nagrody ani zagrożenia. Przykład? Gdy zakładamy rano T-shirt, po pewnym czasie przestajemy czuć na ciele jego materiał. Przestajemy słyszeć tykanie zegara. A osoby, które mieszkają niedaleko torów, nie słyszą hałasu pociągów.

– Gdyby nie habituacja, nasz układ nerwowy szybko uległby przeładowaniu sensorycznemu – podkreśla dr Śniegulska.

Mózg zużywa dużo energii na przetwarzanie sygnałów. Ignorowanie bezpiecznego tła pozwala mu skupić uwagę na tym, co nowe, nietypowe lub potencjalnie niebezpieczne. Jeśli jednak rytm albo ton tykania zegara nagle się zmieni, mózg natychmiast to wychwyci. To zjawisko nazywa się dyshabituacją.

Ludzie różnią się również wrażliwością sensoryczną i reaktywnością. Osoby z niskim progiem wrażliwości zauważają słabe sygnały, takie jak kapiący kran, tykanie zegarka z drugiego pokoju czy drażniąca w skórę metka koszulki. Osoby wysoko reaktywne silniej reagują na bodźce i wolniej się do nich przyzwyczajają.

– Układ nerwowy o niskiej wydolności szybciej wychwytuje słabe bodźce, ale też szybciej ulega przebodźcowaniu – dodaje ekspertka.

CZYTAJ TAKŻE: Różnorodność się opłaca. Sektor atrakcji odkrywa potencjał neuroatypowych pracowników

Dlaczego dzieci czują się przebodźcowane?

W przypadku dzieci może więc zdarzyć się tak, że niedojrzała jeszcze kora przedczołowa zostaje przeciążona. Wtedy kontrolę nad zachowaniem przejmuje układ limbiczny, aktywując reakcję stresową: „walcz, uciekaj lub zamroź się” (fight, flight, freeze).

Przyczyny i źródła przebodźcowania:

  • Środowisko fizyczne: hałas, np. dzwonki szkolne i tłum, jaskrawe światło fluorescencyjne, silne zapachy, natłok np. zabawek interaktywnych, ale i miejsc odwiedzanych, zwiedzanych, oglądanych.
  • Środowisko społeczne i emocjonalne: pośpiech, brak przewidywalności w planie dnia, przeładowany grafik zajęć szkolnych, przedszkolnych i pozalekcyjnych, napięcia w relacjach rodzicielskich czy szkolnych.
  • Bodźce cyfrowe i media społecznościowe: szybki montaż, powiadomienia czy presja rówieśnicza w sieci mogą powodować wzrost napięcia emocjonalnego i tzw. zmęczenie informacyjne.

Jak rozpoznać przebodźcowanie u dzieci?

Przeciążenie bodźcami nie zawsze objawia się w ten sam sposób. U jednych dzieci może prowadzić do gwałtownych emocji, u innych — do wycofania i trudności z reakcją na otoczenie. Dlatego rodzice i nauczyciele powinni zwracać uwagę zarówno na zmianę zachowania, jak i sygnały fizyczne oraz problemy z koncentracją.

Jak nauczyciel lub rodzic może rozpoznać przeciążenie?

Behawioralne i emocjonalne

  • Meltdown (wybuch emocjonalny): nagły wybuch złości, płaczu lub agresji. Jak podkreśla prof. Baryła-Matejczuk (2023), nie jest to objaw „przekory” czy „złego wychowania”, lecz biologiczne załamanie możliwości samoregulacji.
  • Shutdown (wycofanie/odcięcie): apatia, zapatrzenie w jeden punkt, brak reakcji na polecenia — mózg odłącza dopływ dalszych bodźców.
  • Autostymulacja (stimming): machanie rączkami, kołysanie się, obgryzanie paznokci, nawykowe nawijanie włosów.

Somatyczne (fizyczne)

  • Bóle brzucha i głowy, nudności, przyspieszony oddech, zaciskanie piąstek, rozszerzone źrenice, nagły spadek energii.

Poznawcze

  • Zmęczenie uwagi kierowanej (Directed Attention Fatigue): niemożność skupienia się na prostym zadaniu, gubienie wątku, błędy wynikające z rozkojarzenia.

Przebodźcowanie może mieć długofalowe skutki

– Długotrwałe lub nawracające przebywanie w stanie „przebodźcowania” bez możliwości regeneracji może powodować określone skutki – podkreśla dr Magdalena Śniegulska z SWPS.

– Badania (Kurczewska i in., 2024) wskazują, że osoby o wysokiej wrażliwości, doświadczające stałego „przebodźcowania” w dzieciństwie, są w dorosłym życiu znacznie bardziej narażone na stany lękowe, depresję oraz wypalenie emocjonalne – dodaje.

Dziecko przebodźcowane
Fot. Anna Khromova / Unsplash

Ekspertka zwraca też uwagę, że dzieci często „przebodźcowane” bywają błędnie etykietowane przez otoczenie jako „niegrzeczne”, „agresywne”, „lękliwe” lub „nietowarzyskie”.

– Kara za reakcje wynikające z przeciążenia układu nerwowego prowadzi do naruszenia ich poczucia własnej wartości – mówi dr Magdalena Śniegulska. – Stały wyrzut kortyzolu i adrenaliny obciąża układ krążenia, prowadzi do zaburzeń snu, w tym trudności z zasypianiem i wybudzania się, oraz obniżenia odporności immunologicznej.

Mogą też, jak dodaje ekspertka, pojawić się napięcia brzucha, nawracające bóle głowy bez przyczyn organicznych czy zaburzenia łaknienia.

Jak pomóc przebodźcowanemu dziecku?

Małe dziecko nie uspokoi się samo, gdy jego mózg jest w stanie alarmu. Potrzebuje np. spokoju, ale też obniżonego głosu i opanowania opiekuna. Pomóc może przejście do cichego miejsca, przyciemnienie światła oraz ograniczenie liczby zadawanych pytań.

Jak zwraca uwagę dr Magdalena Śniegulska, cenna jest stałość i przewidywalność: wprowadzenie jasnych rutyn zmniejsza obciążenie poznawcze związane z niepewnością.

A co ze sposobami gospodarowania czasem wolnym? Nawet możliwość zagrania w grę na telefonie może dawać ukojenie, ale szczególnie atrakcyjna może być możliwość kontaktu z naturą.

Jak podaje ekspertka SWPS, są badania, które pokazują, że już 15–20 minut kontaktu z naturą obniża poziom tętna, ciśnienia krwi i kortyzolu w ślinie, aktywując przywspółczulny układ nerwowy, odpowiedzialny za odpoczynek i trawienie.

Na tym nie koniec, bo sposobów, w jakie operatorzy atrakcji mogą stworzyć komfortowe środowisko, jest więcej.

Ciche i zielone strefy to korzyść dla wszystkich

Parki rozrywki czy rodzinne centra atrakcji dostarczają silnej, intensywnej stymulacji (hard fascination). Dla wielu dzieci po 1–2 godzinach prowadzi to do przekroczenia progu tolerancji bodźców – zwraca uwagę dr Magdalena Śniegulska.

Można temu zapobiec. 

Jak zaznacza ekspertka, tworzenie cichych stref (quiet zones, sensory rooms) w miejscach rekreacji rodzinnej to przełomowe rozwiązanie wspierające dobrostan psychiczny dzieci, poparte koncepcją wrażliwości środowiskowej.

CZYTAJ TAKŻE: Julinek, Elfland, Korzonek. Parki rozrywki zielenieją na naszych oczach

Przede wszystkim obecność cichej strefy otoczonej zielenią umożliwia mikroprzerwę — wyciszenie układu nerwowego w trakcie wizyty. Po 15 minutach w cichym azylu dziecko jest w stanie powrócić do zabawy w stanie równowagi emocjonalnej.

Badania nad wrażliwością środowiskową opisują zjawisko Vantage Sensitivity. Oznacza ono sytuację, w której dzieci o wysokiej wrażliwości sensorycznej cierpią w trudnym, przeładowanym środowisku silniej niż inne, ale jednocześnie czerpią proporcjonalnie większe i głębsze korzyści ze środowiska wspierającego i dostosowanego.

Brak cichej strefy w parkach rozrywki może oznaczać w przypadku silnego przebodźcowania i zmęczenia np. gwałtowny wybuch emocjonalny (meltdown) oraz konieczność przerwania zabawy.

Atrakcje, które nie narzucają tempa

Potwierdzają to operatorzy parków, którzy blisko współpracują z rodzicami, szkołami i nauczycielami.

O tym, czy dziecko może swobodnie i komfortowo korzystać z atrakcji, decydują przede wszystkim trzy kwestie – podpowiada Joanna Pośpiech z parku Las Odkrywców. Nie dotyczą one jednak tego, co oferuje dana instalacja, lecz tego, czego wymaga od dziecka.

Pierwszą jest brak narzuconego tempa. Atrakcja bez kolejki, sygnału kończącego przejażdżkę czy operatora popędzającego do kolejnego punktu pozostawia dziecku decyzję o tym, co robi i jak długo chce się tym zajmować.

– U nas najlepiej widać to przy strefie wodnej i przy tunelach, gdzie jedno dziecko spędza dwadzieścia minut, a inne dwie godziny, i obie sytuacje są w porządku – mówi Joanna Pośpiech.

Jak podkreśla, ma to znaczenie, ponieważ przeciążenie bodźcami wiąże się w dużej mierze z utratą kontroli nad tym, co dociera do dziecka. Atrakcja, która nie narzuca rytmu, może tę kontrolę oddawać.

Drugim ważnym elementem są wspomniane przez ekspertkę SWPS strefy wycofania. Joanna Pośpiech wskazuje, że w rozmowach o parkach mówi się o nich stosunkowo rzadko, choć właśnie one należą do najważniejszych przestrzeni.

– Chodzi o miejsca, gdzie da się usiąść, położyć albo po prostu zniknąć na kwadrans, miejsca rozmieszczone przy atrakcjach, a nie tylko przy gastronomii – wyjaśnia. – Dziecko, które ma dokąd odejść, kiedy poczuje się przytłoczone, wróci do zabawy po kilkunastu minutach, których potrzebowało na wyciszenie.

Trzecia kwestia dotyczy nie tyle liczby bodźców, ile ich charakteru. Las nie jest środowiskiem ubogim w bodźce. Dzieje się w nim wiele, ale żaden z nich nie wymaga natychmiastowej reakcji

– Sala zabaw czy park z głośnymi atrakcjami działa odwrotnie, bo każdy bodziec czegoś od dziecka chce – zauważa Joanna Pośpiech.

W tym kontekście przywołuje teorię regeneracji uwagi Stephena Kaplana. Środowisko naturalne przyciąga uwagę w sposób miękki i mimochodem, dzięki czemu uwaga kierowana – męcząca i wyczerpywalna – ma czas na regenerację.

Las Odkrywców
Fot. Las Odkrywców

Znaczenie ma także sama przestrzeń. Ta sama liczba dzieci w zamkniętej sali oraz na terenie na świeżym powietrzu oznacza dwa różne doświadczenia. Zagęszczenie jest bowiem bodźcem samo w sobie, a naturalne otoczenie pozwala rozproszyć odwiedzających po całym terenie. Daje więcej swobody.

Ścieżka gościa, która nie narzuca tempa

Atrakcje to jedno, ale znaczenie ma także sam sposób zwiedzania i „bycia” w miejscu oferującym przestrzeń do spędzania czasu wolnego.

W przypadku rodzin, Las Odkrywców celowo nie wyznacza jednej, standardowej trasy zwiedzania. Goście mogą korzystać z mapy parku, która sugeruje kolejność odwiedzania poszczególnych miejsc, ale nie muszą podążać wyznaczoną ścieżką. W ramach biletu nie obowiązuje również limit czasu.

– Rodzina wchodzi do parku i idzie tam, gdzie chce. Dla dziecka, które ma już za dużo bodźców, program dnia jest kolejnym bodźcem, bo wymaga dostosowania się do cudzego rytmu – mówi Joanna Pośpiech.

Jak zaznacza, choć każda rodzina układa pobyt po swojemu, dni często mają podobny przebieg. Nieco inaczej wygląda organizacja wizyt grup szkolnych.

Dla nich park proponuje zaplanowaną ścieżkę, podzieloną na trzy części. Jak wyjaśnia Joanna Pośpiech, klasa szkolna potrzebuje ram. Pozostawienie trzydzieściorga dzieci bez określonego planu w nieznanym terenie oznaczałoby nie swobodę, ale chaos, który może być kolejną formą przeciążenia.

– Zaczynamy od edukacyjnej wyprawy z przewodnikiem, podczas której dzieci poznają las wszystkimi zmysłami. Potem przechodzimy do manualnych warsztatów, czyli do momentu na pobrudzenie rąk i pracę własną, a na koniec zostawiamy czas na swobodne odkrywanie – opisuje Joanna Pośpiech.

Kolejność tych etapów jest celowa.

Najpierw uwaga dzieci jest kierowana przez przewodnika, następnie otrzymują zadanie wymagające skupienia na jednej rzeczy. Dopiero na końcu mogą swobodnie korzystać z przestrzeni, gdy są na tyle wyciszone, aby taka forma aktywności im służyła.

Może cię zainteresować:

Zielony park przyjazny dla wszystkich

Podsumowując, w przypadku dzieci borykających się z przebodźcowaniem, spokojne strefy w parku rozrywki mogą być alternatywą dla miejsc, które dokładają gościom kolejnych intensywnych bodźców.

Na co dzień mierzą się one z ekranami, hałasem i nadmiarem silnych wrażeń, a park pełen muzyki z głośników, migających świateł, kolejek, dmuchańców i napiętego programu może jedynie przedłużać ten stan.

Przestrzeń oparta na naturze daje natomiast możliwość odpoczynku od zgiełku i wyboru własnego tempa swobodnej zabawy. Co ważne, jedno nie wyklucza drugiego: duże parki, także te pełne nowoczesnych i widowiskowych atrakcji, również mogą zaplanować i zagospodarować przestrzeń na strefy spokojniejsze.

Warto pamiętać też, że park sprzyjający osobom przebodźcowanym to tak naprawdę park dostępny dla wszystkich. Jak podkreśla dr Magdalena Śniegulska z SWPS, tworzenie takich miejsc sprawia, że przestrzenie publiczne i rekreacyjne stają się dostępne dla dzieci:

  • z wysoką wrażliwością (WWO/SPS),
  • ze spektrum autyzmu (ASD),
  • z ADHD oraz zaburzeniami przetwarzania sensorycznego (SPD).

Dzięki temu dzieci te nie są wykluczane z życia społecznego i kulturalnego, a ich rodzice unikają poczucia bezradności i wstydu.

Znaczenie ma także doświadczenie rodziców, opiekunów bądź nauczycieli towarzyszących dziecku.

Podczas wizyty w atrakcjach turystycznych dorosły często nie tylko „towarzyszy jest przy dziecku, lecz także wciąż czuwa i pilnuje kolejek, czasu, wydatków czy rzeczy osobistych. Jego zmęczenie oraz napięcie mogą wpływać na samopoczucie dziecka. Spokojniejsza, mniej wymagająca przestrzeń sprzyja więc całej rodzinie. Słowem: spokojny dorosły może oznaczać również spokojniejsze dziecko.

Nie bez powodu szkoły i nauczyciele planujący pobyt w parku rozrywki najczęściej pytają operatorów o to, czy dzieci oraz opiekunowie będą mieli gdzie usiąść i po prostu odpocząć.

Fot. Jessica Rockowitz / Unsplash