Muzeum Zerwanych Związków

Relikwie po miłości. Fenomen chorwackiego Muzeum Zerwanych Związków [InspirAkcje]

Muzea i immersja

Jak intymne historie stały się fundamentem jednej z najgłośniejszych atrakcji Zagrzebia?

Macie w domu szufladę, do której boicie się zaglądać? To tam zazwyczaj lądują rzeczy po ludziach, którzy zniknęli z naszego życia: bilety do kina, stary zegarek, list, którego nie potrafimy wyrzucić, choć wiemy, że powinniśmy. Niektórzy nazwą to bałaganem – w Zagrzebiu nazywają to historią, a z tych detali stworzyli jedno z najbardziej poruszających miejsc na mapie Europy.

InspirAkcje to cykl prezentujący wyjątkowe miejsca, innowacyjne inicjatywy i niecodzienne wydarzenia z całego świata. Pokazujemy projekty, które mogą stać się inspiracją dla szerokiego sektora leisure. To przestrzeń do czerpania pomysłów, odkrywania trendów i budowania świeżych perspektyw. 
Chcesz podzielić się swoim pomysłem? Napisz do nas!

.

Historia pisana przedmiotami

Wszystko zaczęło się od… kiepskiego żartu. W 2006 roku Olinka Vištica i Dražen Grubišić – dwoje artystów, którzy właśnie przechodzili przez bolesne rozstanie – zaczęli przekornie zastanawiać się, co zrobić z przedmiotami, które po sobie zostawili. Pierwsza myśl? Wyrzucić do śmieci. A co, gdyby jednak zamienić te „szczątki” miłości w… sztukę? 

Tak narodziło się Muzeum Zerwanych Związków (Museum of Broken Relationships) w Zagrzebiu – miejsce, które stało się domem dla ciekawego kontrastu – pięknych, ale bolesnych wspomnień. Z czasem lokalny projekt rozrósł się do globalnej skali, znajdując w 2010 roku swój stały dom w samym sercu tej chorwackiej miejscowości.

Dziś ta placówka to coś znacznie więcej niż zbiór przedmiotów. To emocjonalne archiwum, w którym każdy eksponat – od pluszowego Snoopy’ego, aż po siekierę do rąbania mebli – staje się totemem utraconej historii. 

Muzeum Zerwanych Związków
Fot. Facebook – Museum of Broken Relationships

Dlaczego to miejsce tak przyciąga? Bo – powiedzmy sobie szczerze – wszyscy mamy takie „fantomowe kończyny”. Te małe, codzienne drobiazgi, które trzymamy w szufladach latami – bilety do kina, niedoczytane książki, pamiątki – kiedyś znaczyły dla nas więcej niż dużo.  Dziś, patrząc na nie, czujemy tylko ukłucie w sercu. 

Muzeum Zerwanych Związków daje im drugie życie. I – co ważne – to nie jest miejsce budowane w gabinetach historyków sztuki. To pomysł, który jako społeczeństwo tworzymy wspólnie. Każdy z nas może zostać darczyńcą, dokładając swoją cegiełkę do tej globalnej mozaiki uczuć. 

Dzięki temu, że ekspozycję tworzą ludzie z różnych zakątków świata, muzeum zdejmuje z przekazanych przedmiotów ciężar osobistej tragedii i zmienia sposób, w jaki na nie patrzymy. 

To co? Gotowi, żeby zajrzeć do szuflad, do których zazwyczaj boimy się zaglądać? 

Od siekiery po ekspres do kawy

Wystawa w Zagrzebiu to coś, co poruszy nawet najbardziej odpornych emocjonalnie gości. Nie bez powodu zwiedzający opisują to miejsce jako “prawdziwy rollercoaster emocji”. Każda sala Muzeum Zerwanych Związków jest jak osobna (i naprawdę intymna) przestrzeń wyznań. I uwierzcie – zaskakuje tu niemal wszystko – od banalnych bibelotów po artefakty, które w normalnych okolicznościach nigdy nie trafiłyby do muzealnej gabloty. 

Jednym z ciekawszych “eksponatów” jest siekiera, która trafiła do chorwackiego muzeum aż z Berlina. To narzędzie, którego pewien mężczyzna użył w akcie emocjonalnego kryzysu, żeby porąbać meble pozostawione przez dziewczynę, gdy ta odeszła do kogoś innego. 

To jeden z tych elementów wystawy, obok którego nikt nie przechodzi obojętnie. Choć na pierwszy rzut oka można interpretować go na multum różnych sposobów, to po zapoznaniu się z jego historią czuć fizyczny ciężar emocji i desperacką próbę „wycięcia” wspomnień z własnej codzienności.

Muzeum Zerwanych Związków
Fot. Facebook – Museum of Broken Relationships

Tuż obok – w pozornym spokoju – stoi ekspres do kawy z jeszcze innego zakątka świata – Paryża. A historia właścicielki jest chyba jeszcze bardziej dojmująca – używała go przez dwie dekady, z przyzwyczajenia parząc mu kawę, którą tak bardzo lubił.  

Potem, pewnego dnia, on już nie kochał kawy, którą mu robiłam… A potem też nie kochał mnie” – wyznaje kobieta w opisie. 

Maszyna trafiła do piwnicy, gdzie przez lata stała się cichym, zakurzonym świadkiem wypalenia uczucia, którego nie dało się już naprawić. I – co ważne – nie była już tylko urządzeniem kuchennym, a sercem historii, z którą wielu się utożsamia.

Oprócz tych dużych, znaczących elementów wystawy są też takie, które (choć zupełnie niepozorne) zmuszają do zatrzymania się na dłużej. Przecież czasem to jeden drobny szczegół sprawia, że nogi aż wrastają w ziemię. 

Tak też jest w przypadku eksponatu, który gabarytami prawie w ogóle nie przyciąga ludzkiego spojrzenia. Ale mimo wszystko – pocztówka z Erywania, na której ktoś odręcznie pomalował niebo niebieskim markerem tylko po to, żeby wyglądało na pogodniejsze, to jeden z najbardziej uczuciowych elementów wystawy. 

Jej historia? To pamiątka po kimś, kto kochał za bardzo. Na tyle, że gdy tradycja ormiańska stanęła na drodze do szczęścia, chłopak wybrał ostateczność i zjechał autem z klifu. Ta mała, zupełnie niepozorna kartka, przeleżała w szufladzie 70 lat, będąc jedynym świadkiem tamtej tragedii. 

Muzeum Zerwanych Związków
Fot. Facebook – Museum of Broken Relationships

W Muzeum Zerwanych Związków takie pamiątki spotyka się na każdym kroku. Każda z nich niesie ze sobą historię, którą – w zależności od własnych doświadczeń i wrażliwości – można interpretować na dziesiątki sposobów. To, co dla jednego jest tylko starym świstkiem papieru, dla innego staje się lustrem, w którym odbijają się jego własne przeżycia, błędy czy niedokończone rozmowy. I to właśnie tu tkwi magia tego niecodziennego miejsca.

Muzealnictwo, jakiego nie uczą na studiach

Jak podkreślają sami goście, w Muzeum Zerwanych Związków szybko zapomina się o klasycznej definicji „wielkiej edukacji”. Wręcz przeciwnie – tutaj nauka o świecie odbywa się przez empatię i człowieczeństwo. Nie liczą się daty bitew, techniki malarskie czy chronologia epok. To miejsce jest anarchiczne, czasami wręcz do bólu szczere i momentami przerażająco intymne. 

Na wystawie znajdziecie nawet puszyste kajdanki, dredy, a nawet „dwudziestosiedmioletni strup z rany mojej pierwszej miłości”. Niecodzienne, prawda? Choć dla postronnego gościa brzmi to co najmniej dziwnie (a może nawet i obrzydliwie), tutaj – przefiltrowane przez czyjąś tęsknotę i ból – staje się (nomen omen) dziwnie znajome. 

Ktoś uznał ten kawałek biologicznego odpadu za świętość, której nie wolno wyrzucić. Ktoś inny zdecydował, że klucz do serca – z wbudowanym otwieraczem do butelek – warto przekazać światu, by historia miłości, mimo tragicznej śmierci partnera, nie rozpłynęła się w niebycie.

Muzeum Zerwanych Związków
Fot. Facebook – Museum of Broken Relationships

To właśnie tutaj kryje się największy fenomen chorwackiego Muzeum Zerwanych Związków. Wszystko sprowadza się do jednego – twórcą wystawy może być każdy z nas. To jeden wspólny projekt ludzi, których na co dzień dzieli absolutnie wszystko – od wyznania i poglądów politycznych, po kod pocztowy czy stan konta. To też jeden wspólny projekt ludzi, których łączy jedno – człowieczeństwo.

W jednej gablocie może leżeć drogi gadżet z nowojorskiego biurowca, a tuż obok wyblakły list z małej ormiańskiej wioski. Wszystko równie osobiste i… po prostu ludzkie. To muzeum w swojej najczystszej, nieskażonej i niedopracowanej postaci jest dowodem na to, że choć często dzieli nas wiele różnic, w obliczu złamanego serca wszyscy mówimy dokładnie tym samym, uniwersalnym językiem.

To ważne, bo jako społeczeństwo dostajemy gotowe scenariusze na śluby, awanse czy narodziny, ale nikt nie wręcza nam instrukcji obsługi „upadku”. Nie mamy rytuałów na pożegnania – nikt nie gratuluje nam odwagi, żeby odejść, i mało kto wie, jak o tym rozmawiać bez skrępowania. Muzeum Zerwanych Związków robi to w naprawdę emocjonalny sposób – i (jak na razie) jako jedyny taki koncept na świecie!

Może cię zainteresować:

Czytaj także

Newsletter