Ars Old Car

Siła mikroatrakcji. Muzeum Ars Old Car udowadnia, że emocje są ważniejsze od skali [InspirAkcje]

Muzea i immersja

Małe muzeum, wielkie emocje i bardzo osobista opowieść o motoryzacji.

Branża atrakcji to nie tylko wielkoskalowe i wielomilionowe inwestycje. Obok parków rozrywki, immersyjnych centrów multimedialnych i rozbudowanych muzeów narracyjnych, coraz mocniej wybrzmiewają mikroatrakcje – kameralne, autorskie projekty, które wygrywają nie rozmachem, ale pomysłem i relacją z gościem. Takim miejscem jest muzeum Als Old Car w Wolicy (woj. świętokrzyskie), które – od momentu powstania – przyciąga pomysłowością, przewrotnością i poczuciem humoru.

InspirAkcje to cykl prezentujący wyjątkowe miejsca, innowacyjne inicjatywy i niecodzienne wydarzenia z całego świata. Pokazujemy projekty, które mogą stać się inspiracją dla szerokiego sektora leisure. To przestrzeń do czerpania pomysłów, odkrywania trendów i budowania świeżych perspektyw. 
Chcesz podzielić się swoim pomysłem? Napisz do nas!

Samochody jako pretekst, nie cel

Ars Old Car – czyli Muzeum Motoryzacji w Wolicy pod Chęcinami – to niewielkie miejsce rodzinne, ale jednocześnie wyróżniające się zaskakująco dojrzałym sposobem projektowania doświadczenia odwiedzających. To muzeum, które nie konkuruje liczbą eksponatów, ale jakością kontaktu. I robi to w sposób, który dla branży atrakcji może być zaskakująco inspirujący, choć jego historia wywodzi się z niczego innego, niż z pasji.

Za Ars Old Car stoi klasyczna, a zarazem bardzo współczesna historia hobby, które przestało mieścić się w garażu. Robert Stawecki – inżynier budownictwa, projektant wnętrz i mieszkaniec Wolicy – przez lata kolekcjonował zabytkowe samochody, z Citroënem 2CV jako głównym obiektem zainteresowań.

Ars Old Car
Fot. Ars Old Car

Miłość do „Kaczki” nie była przypadkowa. Jej źródłem była popkultura – kultowa seria filmów o „Żandarmie z Saint-Tropez” – oraz osobiste doświadczenia motoryzacyjne. Pierwszy Citroën 2CV trafił do kolekcji w 2016 roku. Potem pojawiły się kolejne auta, gadżety, archiwalia, pamiątki.

Moment przełomowy nastąpił wtedy, kiedy kolekcja zaczęła żyć własnym życiem. Samochody – zamiast jeździć – stały. A pasja – zamiast się rozwijać – zamykała się w czterech ścianach. Decyzja o otwarciu muzeum była więc nie tyle biznesowym planem, co naturalnym krokiem ewolucji hobby w ofertę doświadczeń.

Doświadczenie oparte na relacji

Już po kilku minutach spędzonych w tym sentymentalnym, oprawionym w kolory i kontrasty miejscu pod Chęcinami staje się jasne, że muzealna narracja, do której jesteśmy przyzwyczajeni, została tu świadomie odstawiona na bok. Eksponaty Ars Old Car nie są ustawione w hierarchii (bo takiej tutaj po prostu nie ma), nie dominują też tablice z danymi technicznymi. Zamiast tego, na każdym etapie poznawania świata motoryzacji w wolickim muzeum obecna jest rozmowa, kontakt i dopasowanie historii do odbiorcy.

Jak podkreśla w rozmowie z Parkmag Anna Stawecka z Ars Old Car – aby zrozumieć fenomen tego niewielkiego miejsca, trzeba je doświadczyć na własnej skórze.

Stawiamy na klimat, autentyczność i kontakt z ludźmi. Każdą grupę „czytamy” na bieżąco – obserwujemy, co ich wciąga a co mniej i dopasowujemy opowieść oraz tempo. Dzięki temu nawet osoby, które na co dzień nie interesują się motoryzacją, wychodzą z poczuciem, że poznały nie tylko auto, ale też dobrą historię – zaznacza Anna Stawecka z wolickiego Muzeum Motoryzacji.

Ars Old Car
Fot. Ars Old Car

To podejście jest dziś niezwykle aktualne z perspektywy rynku atrakcji. Zamiast jednego, „sztywnego” scenariusza – żywa narracja, reagująca na emocje i dynamikę grupy. To model znany z najlepszych muzeów narracyjnych i centrów doświadczeń, z jedną różnicą – tu zastosowany w skali mikro. I to połączenie okazało się być kluczem do sukcesu w budowaniu osobistych, ale dynamicznych doświadczeń.

Humor, interakcja i „motoryzacja w wersji soft”

Czymś, co bezwzględnie wyróżnia Ars Old Car na tle innych obiektów rekreacyjnych jest sposób, w jaki budowana jest relacja z gościem. Motoryzacja retro – często postrzegana jako domena ciekawa dla węższego grona pasjonatów – zostaje tu świadomie „rozbrojona” naturalnym humorem, imponującym dystansem i wciągającą zabawą – nawet dla dorosłych! Zamiast specyficznego języka technicznego pojawia się lekkość, a zamiast biernego zwiedzania – aktywne uczestnictwo.

Jak podkreśla Anna Stawecka, nuda jest tu po prostu niedozwolona. – Mamy sporo quizów i konkursów motoryzacyjnych. Goście mogą sprawdzić swoje umiejętności, pośmiać się i trochę porywalizować – ale zdrowo! Nudy u nas na pewno nie ma, bo prowadzący zwyczajnie na nią nie pozwala. Wciąga w interakcję na każdym etapie i sprawia, że każdy czuje się częścią opowieści – dodaje.

Ars Old Car
Fot. Ars Old Car

To rozwiązanie, które z perspektywy projektowania atrakcji jest niezwykle cenne i często to właśnie ono decyduje o sukcesie, ubierając wizytę w muzeum w pewnego rodzaju osobiste doświadczenie – za każdym razem inne. Ars Old Car nie próbuje edukować „ponad głowami” odbiorców. Zamiast tego zaprasza ich do gry, w której wiedza, emocje i zabawa, po prostu przenikają się naturalnie.

Ważnym elementem tej strategii jest też świadome poszerzanie grupy docelowej. Muzeum nie zrzesza wyłącznie fanów „starej” motoryzacji (choć tych jest naprawdę sporo), ale też całe rodziny, pary, seniorów i osoby, które z samochodami nie mają na co dzień wiele wspólnego. – Mamy też „motoryzację w wersji soft” – nasze auta z włóczki, które przyciągają uwagę zwłaszcza żeńskiej części odwiedzających. To taki detal, który świetnie przełamuje schemat i od razu robi klimat – zaznacza Anna Stawecka w rozmowie z Parkmag.pl.

Ars Old Car
Fot. Ars Old Car

Ten niepozorny zabieg działa wręcz doskonale, trochę jak narracyjny „bezpiecznik”. Pozwala wejść w świat motoryzacji bez presji wiedzy i kompetencji, a to właśnie takie drobne, wręcz emocjonalne punkty styku często decydują o przywiązaniu do rzeczy niematerialnych.

„Kaczka” jako emocjonalny nośnik historii

Absolutnie nieodłączną postacią wolickiego muzeum od momentu jego powstania pozostaje Citroën 2CV – samochód, który w Ars Old Car nie funkcjonuje jedynie jako eksponat, ale jako… pełnoprawny bohater opowieści! Jego forma, historia i silne popkulturowe konotacje działają na gości niemal natychmiastowo, uruchamiając emocje, skojarzenia i osobiste wspomnienia.

– W 2CV można wsiąść z tyłu i sprawdzić jego legendarne, miękkie zawieszenie – wtedy pojawia się punkt programu pt. „bujanie Kaczki” – dużo śmiechu, świetne zdjęcia i radość niemal jak u dzieci. Jednocześnie dbamy o samochód: zabezpieczamy tapicerkę i pilnujemy liczby osób – opowiada Parkmagowi Anna Stawecka.

Ars Old Car
Fot. Ars Old Car

To właśnie od pierwszego, wymarzonego egzemplarza – żółto-czarnego Citroëna 2CV Charleston z 1978 roku, pozyskanego przez właściciela w 2016 roku – zaczęła się cała historia muzeum. To ten samochód stał się impulsem do dalszego kolekcjonowania i punktem wyjścia dla idei, która z czasem przerodziła się w otwartą dla publiczności przestrzeń doświadczeń.

Z czasem do „Kaczki” dołączyły inne wersje 2CV, ale też kolejne auta. To m. in. Citroën BL Traction Avant z 1947 roku – model o zupełnie innym, bardziej filmowym charakterze, kojarzony z kinem wojennym i gangsterskim, czy klasyczny przykłady polskiej motoryzacji – jak Fiat 126p. W muzeum można podziwiać również autentycznego Żuka strażackiego, który jeszcze do 2015 roku służył w jednej z jednostek. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich tych pojazdów jest jednak to, że – paradoksalnie – miały znaleźć się jak najdalej od garażu. Zamiast zamkniętej, prywatnej kolekcji pojawił się pomysł, by oddać je w ręce historii i emocji szerszego grona odbiorców.

Ars Old Car
Fot. Ars Old Car

To jednak „Kaczka” wywołuje w gościach najszczersze reakcje i bez wątpienia jest sercem wolickiego Ars Old Car.

2CV? Wystarczy go zobaczyć, żeby uśmiech pojawił się sam – sprawdzone nie tylko u nas, ale i na ulicy, gdy nim jeździemy. Tego naprawdę nie da się w pełni opisać – tu po prostu trzeba być. Najlepiej zobaczyć „Kaczkę” na żywo, bo ona ma swój własny urok osobisty – podkreśla Anna Stawecka w rozmowie z Parkmag.

Z perspektywy branży atrakcji to przykład doskonałego wykorzystania istniejącego „kapitału kulturowego”. Ars Old Car nie próbuje budować sztucznej narracji wokół obiektu – zamiast tego wydobywa to, co już w nim tkwi: nostalgię, lekkość, autoironię i uniwersalny urok, który sprawia, że „Kaczka” przestaje być samochodem, a zaczyna być wielowymiarowym doświadczeniem – innym dla każdego.

Analog kontra cyfrowy? Tu wygrywa synergia

Poza różnorodnymi eksponatami, wolickie muzeum przygotowało dla swoich gości coś jeszcze. Jednym z najmocniejszych elementów oferty Ars Old Car jest umiejętne łączenie doświadczeń analogowych z technologią. I to w sposób daleki od oczywistych, schematycznych rozwiązań.

Bezapelacyjnym faworytem odwiedzających pozostaje przejażdżka zabytkowym Żukiem strażackim – doświadczenie intensywne, głośne, pachnące benzyną i wywołujące autentyczne emocje.

Ars Old Car
Fot. Ars Old Car

Gdy pytamy gości, co było najlepsze, Żuk bardzo często wygrywa. Dla starszych to sentymentalna podróż do czasów młodości, a dla młodszych wejście do świata „pojazdów, które miały dźwięk, zapach i… temperament”. Tu naprawdę czuć benzynę, słychać blachę, a start z miejsca potrafi wywołać taki pisk radości, że niesie się po okolicy – mówi Parkmagowi Anna Stawecka.

To doświadczenie staje się poniekąd naturalnym kontrapunktem dla strefy VR, która – co istotne – nie została potraktowana przez muzeum jako „technologiczny fajerwerk”, ale jako narzędzie narracyjne i promocyjne. – VR to w 100% pomysł i realizacja naszych synów. Zaczęli od interaktywnej przejażdżki 2CV z Siostrą Clotilde – z zadaniami i poleceniami – ale szybko wyszło, że dla wielu osób – zwłaszcza starszych – taka forma bywa zbyt wymagająca i zajmuje więcej czasu, niż planowaliśmy – dodaje Anna Stawecka.

Fot. Ars Old Car

Efektem tej obserwacji było stworzenie bardziej kontemplacyjnych, ale nadal angażujących scenariuszy VR – m.in. zwiedzania ruin Willi Hempla w nietypowej, niemal filmowej perspektywie. Jak opisuje Anna Stawecka, wnętrza zwiedza się w nietypowy sposób – z perspektywy „szczura”, więc pomieszczenia wydają się ogromne i robią świetne wrażenie.

Kulminacją tej ścieżki jest wirtualny lot balonem nad Chęcinami. – Goście oglądają atrakcje gminy z lotu ptaka i często komentują „o, tu już byliśmy!” albo „nie wiedziałem, że to istnieje”. Czyli VR nie tylko bawi – on też sprytnie zachęca do odkrywania okolicy – mówi Anna Stawecka.

To przykład technologii wykorzystanej nie dla samego efektu, ale jako świetnego narzędzia budowania kontekstu miejsca i regionu.

Mikroatrakcja z dużym potencjałem inspiracyjnym

Wolickie Ars Old Car doskonale wpisuje się w rosnący trend mikroatrakcji – miejsc kameralnych, autorskich i silnie osadzonych w osobowości twórców. To projekt, który nie próbuje skalować się za wszelką cenę, ale konsekwentnie rozwija swoją ofertę, reagując na potrzeby gości i testując nowe formaty.

Dla branży leisure to ważny sygnał: immersja nie zawsze wymaga wielkich hal, setek ekranów i milionowych budżetów. Czasem wystarczy spójna wizja, autentyczność i odwaga, by opowiedzieć historię po swojemu.

Nasze muzeum “żyje” – auta  jeżdżą na rajdy, zloty i nasze własne przejażdżki. Dlatego nie traktujemy ich jak „eksponatów muzealnych”, tylko jak bohaterów, których można poznać z bliska.  W skrócie: dajemy gościom prawdziwe, fizyczne doświadczenie – ale tak, żeby historia nie ucierpiała, tylko dostała kolejny rozdział – podkreśla Anna Stawecka.

Ars Old Car udowadnia, że dobrze opowiedziana pasja może stać się pełnoprawnym produktem leisure. A często to właśnie takie miejsca wyróżniają się i inspirują najmocniej.

Czytaj także

Newsletter