Park Gigantei

Park Gigantei sześć lat po starcie. Tak budowano atrakcję turystyczną od zera [ROZMOWA]

Parki rozrywki

Rozmowa z Agnieszką Koralewską, właścicielką Gigantei – Karkonoskiego Parku Ducha Gór w Piechowicach.

Czy łatwo prowadzi się park tematyczny i czy każdy się do tego nadaje? W obu przypadkach odpowiedź brzmi: nie. Aby odnieść sukces, na pewno trzeba znaleźć ciekawy pomysł, połączyć go z pasją oraz ciężką pracą. Jednym z niezwykle interesujących projektów, który stale rozwija skrzydła, i który wyrósł na zamiłowaniu do Karkonoszy jest Park Gigantei. Rozmawiamy z właścicielką kompleksu – Agnieszką Koralewską. Wywiad to skarbnica wiedzy na temat tworzenia, prowadzenia i zarządzania tego typu miejscem.

Kamil Lech: – Jakim miejsce jest Gigantei i od kiedy park istnieje?

– Jesteśmy rodzinnym parkiem tematycznym łączącym edukację z rozrywką. Opowiadamy o historii, przyrodzie i kulturze Karkonoszy, czemu służy ścieżka edukacyjna odzwierciedlająca teren od Przełęczy Okraj po wodospad Kamieńczyka. Powstaliśmy 4 lipca 2020 roku, czyli… w szczycie pandemii. (śmiech)

Park Gigantei
Fot. Park Gigantei (Park powstał 4 lipca 2020 roku)

Początki były ciężkie, gdyż nieprzewidywalność i ograniczenia zadziałały negatywnie na rynek turystyczny. Odpadły nam grupy szkolne i grupy zorganizowane. Turystyka miała wciśnięty hamulec. Rządowe tarcze wsparcia też nas nie objęły – nie skorzystaliśmy z nich, bo nie mogliśmy udowodnić strat względem wcześniejszych lat. Dopiero z upływem czasu, gdy grupy się do nas odzywały, to park zgodnie z rygorami pandemicznymi był udostępniany na wyłączność. Chodziło o dystans i restrykcje.

Także czas pandemii był ciężki, ale na szczęście udało się go przetrwać, wejść w rytm i obecnie cały czas działamy, przyciągając coraz więcej gości.

– Z jakich miejsc, stref i atrakcji składa się Gigantei?

– W parku znajdziemy ścieżkę edukacyjną, w której przedstawiamy 12 charakterystycznych miejsc w Karkonoszach, począwszy od ich wschodnich granic jak np. Przełęcz Okraj czy Skalny Stół, poprzez Śnieżkę, Śnieżne Kotły, po Wodospad Kamieńczyka.

Po drodze spacerujemy wśród gigantycznych owadów i ich strażników, podziwiamy piękno przyrody oraz odkrywamy tajemnice Karkonoszy. Świetnie sprawdza się tutaj gra terenowa, którą „nasi odkrywcy” otrzymują przy zakupie biletu. Jest to zestaw pytań, rebusów, zadań, który wykonujemy podczas zwiedzania, a wszystkie informacje potrzebne do rozwiązania znajdują się w parku, czy to na tablicach edukacyjnych, czy już w samych strefach tematycznych.

Naszym celem jest wzmacnianie więzów rodzinnych poprzez wspólną zabawę bez względu na wiek.

Park Gigantei
Fot. Park Gigantei (W Parku znajdują się olbrzymie figury)

– Dla Państwa narracji ważna jest historia, w tym przypadku historia chemika Olo, który przez przypadek powiększył owady. Storytelling jest ważnym środkiem wyrazu dla gości?

– Tak, to istotny element. Z mężem jesteśmy pomysłodawcami parku, ale twórcą legendy Gigantei jest sam mąż – Filip Koralewski – który jako pedagog nie mógł nie wyjaśnić dzieciom, „dlaczego ta mrówka jest taka duża?’’ Dzieci zadają mnóstwo pytań i takie z pewnością padłoby przy pierwszej okazji. (śmiech) Historia dodaje również element magii, pojawia się postać legendarnego Ducha Gór i oczywiście nasz szalony chemik – twórca całego zamieszania w Karkonoszach…

– Kto projektował figury i scenografię w parku? Jaki jest koszt stworzenia rzeźb?

– Pomysł był nasz, a samo wykonanie oraz opracowanie projektu to inwencja firmy zewnętrznej, przy stałej konsultacji z nami. Rzeźby zostały wykonane przez absolwentów i doktorantów z ASP w Krakowie. To pojedyncze egzemplarze, żadne odlewy. Każdy eksponat został wykonany specjalnie dla nas, co oznacza, że nie znajdziemy nigdzie indziej podobnego modelu.

Jeśli chodzi o wielkość rzeźb, to liczą one od 1,5 do 5 metrów. Największy jest owad-gąsienica. Gdy tworzyliśmy eksponaty, to na tamten czas wyprodukowanie jednej figury na zamówienie kosztowało 10–12 tys. zł. Jednak pamiętajmy o kontekście – koszty pracy były dwukrotnie niższe niż teraz! Podrożały materiały, gdyż po drodze pojawiły się zawirowania gospodarcze i społeczne.

.

Ilu gości odwiedza Gigantei?

– Funkcjonujemy od końca kwietnia do października i odwiedzają nas osoby indywidualne, grupy szkolne, seniorzy. Z roku na rok obserwujemy wzrost liczby wizyt gości. Jeśli chodzi o frekwencję, to w ostatnim roku przyjechało do nas kilkadziesiąt grup w okresie wiosennym. W lipcu i sierpniu gościliśmy parę tysięcy osób. Mamy nadzieję, że frekwencja się nie obniży i cały czas będzie wzrostowa.

Park Gigantei
Fot. Park Gigantei (Każdego roku park odwiedza coraz więcej gości)

– Jak wyglądają i przebiegają warsztaty edukacyjne?

– Pakiety zajęć dla grup to czterogodzinne spotkania z przewodnikiem, warsztatami, ogniskiem, integracją itp. Realizujemy warsztaty plastyczne i topograficzne. Zajęcia plastyczne polegają na tym, że dzieci lub dorośli tworzą własne pamiątki w postaci drewnianych magnesików. Warsztaty topograficzne to praca z kompasem na bazie mapy naszego parku. To także orientowanie się w kierunkach – wschód, zachód – odszukiwanie eksponatów, wskazywanie ich położenia, nauka stopni geograficznych itp.

Zainteresowanie topografią obserwujemy już u przedszkolaków. Ogólnie staramy się stawiać na edukację i kontakt z przyrodą. Ważne jest także ograniczanie elektroniki. Z roku na rok przyjmując grupy zorganizowane, widzimy skalę problemu. Dzieci mają kłopot ze zwykłym czytaniem, rozumieniem tekstu i słuchaniem poleceń. Wiele badań na temat wpływu ekranu na neurony potwierdza, że dzieci zbyt intensywnie sięgają po telefony. Rolą naszego parku jest pokazanie innej strony zabawy i spędzania wolnego czasu – poprzez kontakt z naturą i ruch na świeżym powietrzu.

A goście z Niemiec i Czech przyjeżdżają do parku? Znajdujecie się Państwo niedaleko granicy z tymi krajami, jak wielu turystów odwiedza Gigantei?

– Jeśli chodzi o Czechów, to rzeczywiście gościmy ich całkiem sporo. Mówiąc o turystach indywidualnych, to stanowią oni około 25-30 proc. wszystkich odwiedzających. Gości z Niemiec jest mniej, ale też przyjeżdżają. Ale tak naprawdę, przyjmuje osoby z całego świata – nawet z Argentyny, USA, Japonii. To świadczy o tym, jak duża różnorodność podróżnych odwiedza Dolny Śląsk i region Karkonoszy. Nasz region skrywa ogromny potencjał, w związku z czym zachęca do turystyki.

– Park Gigantei otwiera się w kwietniu. Co sprawia największą trudność w przygotowaniach przed startem sezonu?

Agnieszka Koralewska: – Każdego roku otwarcie parku planujemy na tydzień przed weekendem majowym. W tym sezonie będzie to więc sobota 25 kwietnia. W dużym stopniu wpływ na nasze przygotowania ma pogoda, która jak wiadomo jest różna (śmiech). Jako że znajdujemy się u podnóża Karkonoszy, to w kwietniu czasami przychodzą przymrozki. Dlatego np. nie jesteśmy w stanie dostosować i uruchomić wielu elementów parku wcześniej.

Mamy strefy wodne, a w nich instalacje, których włączenie wymaga dodatnich temperatur. Mróz mógłby im zaszkodzić. Powierzchnia parku to hektar terenu, więc zawsze rozpoczynamy od przygotowania całego obszaru. Chodzi o jego porządkowanie, zadbanie o roślinność, sprzątanie. Sprawdzamy też sprzęt elektroniczny oraz inne urządzenia.

Te prace rozpoczynamy pod koniec marca. Uruchomienie systemu wodospadów, stawów i stref wodnych zostawiamy na ostatnie dni kwietnia. Na sam start. Wtedy, kiedy mamy pewność, że śniegu już nie będzie. Oczywiście nie da się wszystkiego zaplanować w 100 proc., ale to względnie bezpieczny termin.

– Odkładanie niektórych przygotowań na ostatnią chwilę może też wiązać się z ryzykiem awarii. Zdarzało się już tak u Państwa?

– Dokładnie tak. Zaraz przed wizytą gości może zdarzyć się usterka systemu w wodzie lub awaria terminalu płatniczego i kasy. Takie sytuacje obserwowaliśmy już np. przed weekendem majowym! (śmiech) A to oczywiście logistyczny problem, bo człowiek jest przyzwyczajony do płatności blikiem lub kartą. Gotówkę posiadamy coraz rzadziej. Jako ciekawostkę dodam, że są dni, kiedy w parku 100 proc. płatności realizowanych jest właśnie kartą! Więc sprawny system płatniczy to podstawa.

– Bywa, że otwierają Państwo park także w październiku. Czy często zdarza się, że przez niskie temperatury i deszcze grupy wycieczkowe odwołują wizyty?

– Jeśli chodzi o grupy szkolne, to najczęściej, gdy termin jest już potwierdzony i rezerwacja została przyjęta, to przyjeżdżają one do nas bez względu na pogodę. Warsztaty organizujemy pod dachem, więc dzieci nie znajdują się cały czas na zewnątrz. Mamy też specjalne miejsce, gdzie można się schronić przed opadami deszczu. Ścieżkę, którą przechodzimy z przewodnikiem, pokonujemy w ciągu godziny. Z reguły udaje się więc pogodzić tę część wizyty ze złymi warunkami na zewnątrz. Sami goście także są przygotowani na zmienną pogodę, w końcu październik to nie okres letni.

– Ile kosztują bilety wstępu do Gigantei?

– Bilet normalny kosztuje 42 zł, a ulgowy 39 zł. Mamy też Bilet rodzinny 2+1 w cenie 115 zł oraz Bilet rodzinny 2+2 za 150 zł. Ponadto oferujemy Bilet specjalny za symboliczną złotówkę dla dzieci do 3 lat. Jeśli chodzi o Bilety rodzinne, to tych kombinacji jest znacznie więcej, a wszystkie szczegółowe informacje dostępne są na naszej stronie internetowej.  

Park Gigantei
Fot. Park Gigantei (W tym sezonie park otwiera się pod koniec kwietnia)

– Dlaczego nie sprzedajecie Państwo biletów drogą online?

– Wycofaliśmy się ze sprzedaży biletów online, bo ta forma się u nas zwyczajnie nie sprawdziła. Jeśli bilety były kupowane online, to najczęściej… pół godziny przed wejściem na teren parku. To nie miało sensu. Tym bardziej że kupując bilet online i tak w efekcie trzeba było podejść do kasy i pokazać wejściówkę.

Nie zaobserwowaliśmy także, aby drogą internetową goście kupowali bilety np. na 5-6 dni przed wizytą. Idea mijała się więc z celem. A należy pamiętać, że koszty obsługi całej infrastruktury systemu biletowego były bardzo wysokie.

– Park istnieje od sześciu lat. Ile kosztowało jego wybudowanie przed pandemią, kiedy czasy do inwestowania wydawały się spokojniejsze?

Koszty inwestycyjne wzrosły nam już w trakcie realizacji inwestycji. Prace budowlane – np. poprowadzenia ścieżek, aranżacja stref – jeszcze w 2018 roku, czyli przed pandemią, zostały wycenione na około 800 tys. zł wraz z eksponatami. W czasie budowy wartość materiałów wzrosła. Używaliśmy kamienia, drewna, czyli surowców naturalnych, więc finalnie trzeba było mierzyć się z dużym kosztem. Cena to jedno, a drugie to dostępność. To nie jest tak, że w prosty sposób wybiera się materiał i go zamawia. To bardziej złożony proces.

My na terenie parku zgromadziliśmy 500 ton kamienia naturalnego. Pozyskanie kruszcu było skomplikowane. Po pierwsze chodziło o to, aby kamień pochodził z regionu Karkonoszy, a po drugie, aby w danym miejscu znajdowała się jego odpowiednia ilość. Mieliśmy trochę szczęścia, bo akurat u podnóża Karkonoszy wysadzano skały. Udało się więc kupić ten materiał. Oczywiście to też wiązało się z dużym wydatkiem.

Mówiąc najogólniej, w pewnym momencie człowiek już przestaje liczyć koszty (śmiech), Mając jako główny cel ukończenie projektu, jakim w naszym przypadku była budowa parku, dążyliśmy do tego, aby domknąć cały proces. Były kredyty, pożyczki rodzinne itp.

Koszt odtworzenia budowy parku na dzień dzisiejszy byłby liczony w milionach złotych. Mimo że może wydawać się, że to taki „zwykły ogród”. Jego stworzenie wymagało dużego finansowania.

– Czy w 2018 roku udało się wesprzeć zewnętrznymi środkami np. unijnymi?

– Nie otrzymaliśmy żadnego wsparcia unijnego, cała inwestycja była realizowana ze środków własnych. Nie uzyskaliśmy żadnych dotacji – ani rządowych, ani samorządowych. Dlatego na początku było nam trudno. Może też dlatego, nasze ceny biletów nie należą do najniższych, ale i najwyższych. Pozycjonujemy się gdzieś w środku.

Czy przygotowując biznesplan, analizowali Państwo np. prognozowany ruch turystyczny w regionie? To ważny element przed rozpoczęciem procesu budowania atrakcji turystycznej?

– Trzeba było opracować biznesplan, oszacować kierunki i cele projektu, określić grupę docelową, koszty i zwrot inwestycji. Początkowo stwierdziliśmy, że zwrot inwestycji nastąpi do 10 lat. Z upływem czasu i nadejściem pandemii okazało się, że nasza tabelka z liczbami przewróciła się do góry nogami.(śmiech) Gdy park był gotowy w 75 proc., strona finansowa wyglądała inaczej, niż wstępnie zakładaliśmy.

Pandemia zmieniła zasady gry, co wpłynęło na naszą działalność i założenia finansowe. Jednak cały czas istniejemy, staramy się rozwijać, widzimy większą frekwencję. To nas napędza.

Park Gigantei
Fot. Park Gigantei (Park został zbudowany z naturalnych materiałów np. drewna, kamienia itp.)

– Jakie mają Państwo plany na rozwój Gigantei?

– Planów jest dużo, ale trzeba twardo stąpać po ziemi. Otwieramy nową strefę Gigantei Hobby Horse. Planujemy też organizować w przyszłości część zawodów hobby hors’ingu. Na pewno chcemy dopiąć tę strefę, która praktycznie została już uruchomiona w sezonie 2025. Teraz zostanie dopracowana.

W przyszłości chcemy też wybudować osadę dla dzieci, aby gości mogli wejść do domku, wczuć się w odpowiedni nastrój i wykonywać określone zadania. Chodzi o interakcję dla najmłodszych. Także plany istnieją, trzeba je zrealizować i cały czas rozwijać Gigantei. Wierzymy, że uda się to zrobić.

Rozmawiał Kamil Lech

Park Gigantei
Fot. Park Gigantei (Na zdjęciu: Agnieszka Koralewska)

Czytaj także

Newsletter