Każdego roku sektor muzealny w Polsce rozwija skrzydła m.in. dzięki coraz efektywniejszemu finansowaniu, unowocześnianiu wystaw oraz bogatej i unikatowej ekspozycji. Świetnym przykładem miejsca, które prezentuje oryginalną tożsamość i zbiory jest Muzeum Hutnictwa w Chorzowie. Z Dyrektorem instytucji – Tomaszem Owocem – mieliśmy okazję porozmawiać o genezie i charakterze muzeum, jego finansowej stronie oraz konkurowaniu o odwiedzających na lokalnym rynku. Tekst to skarbnica wiedzy, dlatego gorąco zachęcamy do jego lektury.
Kamil Lech: – Czy Muzeum Hutnictwa w Chorzowie jest jedyną instytucją muzealną w Europie poświęconą tematyce hutnictwa żelaza i stali?
Tomasz Owoc: – W Polsce tak, ale w Europie nie do końca. Jeśli chodzi o hutnictwo żelaza i stali, to warto wspomnieć m.in. o niemieckim Zagłębiu Saary. W przeszłości zlikwidowano tam zakład hutniczy, a kilka lat później, dzięki inicjatywie społecznej, wpisano go na listę UNESCO. Oczywiście jeżeli chodzi o stricte hutnictwo, to tych instytucji muzealnych jest niewiele. Może kilka miejsc w całej Europie.
Z kolei w Polsce jesteśmy jedynym muzeum zajmującym się tematyką hutnictwa żelaza i stali doby rewolucji przemysłowej. Co prawda mamy też inne instytucje jak: Muzeum Hutnictwa Cynku w Katowicach, ale to już hutnictwo metali nieżelaznych. W Ostrowcu Świętokrzyskim działa Centrum Tradycji Hutnictwa, gdzie na dwóch kondygnacjach dawnego Zakładowego Domu Kultury Huty im. Marcelego Nowotki przygotowano piętro ekspozycji dotyczące historii hutnictwa. Natomiast jeśli chodzi o skalę i tematykę, jesteśmy unikatowi i tak naprawdę pierwsi w Polsce.
– Państwa muzeum istnieje od 2019 roku. W jakich okolicznościach powstało?
– Zacznijmy od lokalizacji, która jest dość kluczowa, aby odpowiedzieć na to pytanie. Znajdujemy się w budynku dawnej elektrowni Huty Królewskiej przy ul. Metalowców, a obiekt jest własnością miasta Chorzów. Jesteśmy samorządową jednostką kultury miasta, a samo muzeum powołano w 2019 roku. Ekspozycja została otwarta w listopadzie 2021 roku, a kilka miesięcy później instytucja połączyła się z Muzeum Miejskim. Funkcjonujemy już ponad 6 lat, ale tak naprawdę kontynuujemy historię dziedzictwa liczącą ponad 100 lat.
Sam pomysł stworzenia muzeum pojawił się już w latach dwutysięcznych, kiedy rozkwitł Ruch Autonomii Śląska, który wchodził w skład rządu lokalnego sejmiku. Jego przedstawiciele mieli pomysł, aby wyeksponować dziedzictwo industrialne. Architekt i konserwator zabytków Henryk Mercik był jednym z pierwszych inicjatorów i pomysłodawców powstania muzeum. Reszta przyszła z upływem czasu aż przełomowy okazał się wspomniany rok 2019.

– Jaki był koszt budowy muzeum?
– Inwestycja kosztowała 32 mln zł i została dofinansowana ze środków unijnych. W tej kwocie zamknęła się m.in. realizacja ekspozycji stałej – 1,5 mln zł. Środki obejmowały też adaptację zabytkowego budynku dawnej elektrowni Huty Królewskiej. Bez funduszy zewnętrznych i finansowania z Unii Europejskiej miasto nie byłoby w stanie zrealizować tej inwestycji.
– Jak wygląda i co prezentuje muzeum?
– Zacznijmy od tego, że zajmujemy powierzchnię 2800 mkw. Na ekspozycji, gdzie odnajdziemy kilkaset eksponatów dominują wielkie młoty kuźnicze. Służyły one w hutach do kucia różnego rodzaju wyrobów. Pochodzą z przełomu XIX i XX wieku i ważą po… kilkanaście ton! Mamy też wielkie koło zamachowe, w miejscu, gdzie walcowano m.in. pręty. Motyw podobnego koła z naszej huty wykorzystano w obrazie Adolfa von Menzla „Współcześni cyklopi”. To pierwszy wielkoformatowy obraz w nurcie realizmu i podstawa ikonografii końca XIX wieku. Co ciekawe, Adolf von Menzel przyjechał do huty „Królewskiej” osobiście i wykonał kilkadziesiąt szkiców, które następnie wykorzystał do swojej pracy.

– Kluczowa jest przestrzeń ekspozycyjna obejmująca wystawę stałą „Królestwo Żelaza”…
– Wystawa liczy 800 mkw. powierzchni. Opowiadamy tam historię hutnictwa przez pryzmat ludzi, którzy pracowali w hucie. Nie chcieliśmy koncentrować się wyłącznie na technicznym aspekcie przemysłu. Prace nad wystawą stałą rozpoczęliśmy od projektu „Mów mi huto”, gdzie nagrano opowiadania i relacje 35 hutników i hutniczek. Ich historie stały się podstawą do przygotowania opowieści. One wyznaczają rytm oprowadzania. Cała wystawa składa się z 4 stref. Na przykład prolog – miejsce dostępne nieodpłatnie. To opowieść stricte o historii miasta i wszystkich zakładach przemysłowych.
Mamy także inne strefy, a po jednej z nich „oprowadza” Przetopek, mały chłopiec pracujący w hucie. Ta postać nawiązuje do XIX i XX wieku, kiedy dzieci były… zatrudniane w hutnictwie! Nie wszyscy o tym wiedzą, ale tak kiedyś wyglądały realia. Nasz Przetopek w zabawny sposób oprowadza najmłodszych po wystawie. Podczas wizyty w muzeum przechodzimy także przez szereg różnych zagadnień, jak np. kuźnie, walcownie, BHP, wyroby, dom i rodzina, czas po pracy itp. Jest też np. opowieść o Świętym Florianie, który kojarzy się głównie ze strażą pożarną, a jest też tradycyjnym patronem hutników. Muzeum porusza różne tematy, także te mniej oczywiste.
– Podobno część dawnych hutników zostało przewodnikami w muzeum?
– Dokładnie tak. Można u nas wysłuchać opowieści osób, które pracowały na terenie zakładu. Dzięki temu poznajemy ciekawe historie, wczuwamy się w emocje pracowników i możemy poruszać tematy, które nie zawsze odnajdziemy w podręcznikach. Nasi przewodnicy posługują się językiem wzbogaconym o słownictwo mowy hutniczej. Stworzyliśmy nawet specjalny słownik „Hutniczo mowa. Słownik socjolektu hutniczego”, będący próbą zebrania i opisania języka pracowników hut. Chodzi o ich żargon, komendy, żarty czy przydomki. Mamy też materiały edukacyjne poszerzające wiedzę, a wiele elementów dorobku zawdzięczamy właśnie dawnym pracownikom.
– Posiadają Państwo ekspozycje niezwiązane z tematyką hutniczą. Podobno „hitem” jest ważący kilkadziesiąt kilogramów cios mamuta…
– Zgadza się. Ze względu na to, że zostaliśmy połączeni z Muzeum Miejskim, posiadamy dużo obiektów i eksponatów, które nijak kojarzą się z hutnictwem. (śmiech) W zbiorach znajdziemy np. największą kolekcję starodruków z XV–XVIII wieku. Mamy pierwsze wydania dzieł Erazma z Rotterdamu, sagi islandzkie, encyklopedię z przełomu XVI i XVII wieku.
Wspomnę też o zbiorach numizmatycznych – czołowej kolekcji, jednej z 10 najlepszych w kraju. To zbiory obecnie nieprezentowane odwiedzającym, lecz w przyszłości chcemy je udostępnić online. Jednym z najbardziej spektakularnych eksponatów w kolekcji jest wspomniany cios mamuta. Rzeczywiście waży kilkadziesiąt kilogramów i stanowi dowód obecności mamutów na ziemiach dzisiejszego Śląska.
– Jakie nowoczesne technologie znajdziemy w muzeum? Chodzi o ekrany dotykowe, AI, VR itp.
– Na ekspozycji posiadamy sporo multimediów obsługiwanych przez dotyk, dzięki czemu zwiedzający wchodzą w interakcję z wystawą stałą. Aczkolwiek ważne dla nas było to, aby goście mieli kontakt z oryginałami, w tym oryginalnymi przedmiotami. Najbardziej spektakularnym elementem wystawy jest pokaz w kinie multisensorycznym, gdzie możemy poznać historię hutnictwa podczas 10-minutowej opowieści – zapachowo, wzrokowo i czuciowo. To zanurzenie się w immersji. Jednak należy podkreślić, że ważny jest dla nas kontakt gościa z autentycznym obiektem naszej epoki. To coś nie do zastąpienia.
– Kto jest Państwa gościem i jak wygląda sezonowość?
– Jeśli chodzi o odwiedzających, to około 50 proc. gości stanowią grupy zorganizowane – młodzież szkolna. Sezonowość widać w okresie ferii, a także podczas wakacji i urlopów. Wtedy obserwujemy wzrost frekwencji. W trakcie roku kalendarzowego przygotowujemy kluczowe wydarzenia, dokładnie wtedy, kiedy jest najwięcej odwiedzających. To dzień patrona – Świętego Floriana – w okolicach 4 maja. FlorianFest, czyli święto rodzinne połączone z warsztatami i opowieścią o hutnictwie. Dużym wydarzeniem jest też Noc Muzeów. Ten cykl wpisał się na stałe w krajobraz inicjatyw muzealnych i jednorazowo przyciąga wielu odwiedzających. Frekwencja dopisuje również podczas święta Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego – Industriada w czerwcu. To główne wydarzenia w roku skupiające uwagę. Mamy też imprezy koncertowo-metalowe np. Chorzowska Huta Kultury, gdzie występują artyści z cięższym brzmieniem. Szukamy różnych rozwiązań.
– Ilu gości rocznie odwiedza muzeum i jaki jest stosunek wycieczek grupowych do wizyt indywidualnych?
– Rocznie odwiedza nas około 20-30 tys. osób. To właśnie goście indywidualni oraz grupowi np. szkoły. Przyjeżdżają z różnych miejscowości, głównie ze Śląska. Jeśli chodzi o odsetek wycieczek, to w trakcie roku gościmy około 250 grup zorganizowanych. To oczywiście uśredniona liczba.

– Ile kosztują bilety wstępu?
– Mamy bardzo dużo różnych opcji cenowych. Wspomnę np., że zwiedzanie indywidualne bez usługi przewodnika kosztuje 21 zł (bilet normalny) i 15 zł (bilet ulgowy). Zwiedzanie grupowe z przewodnikiem dla 10-26 osób to wydatek 28 zł (bilet normalny) i 24 zł (bilet ulgowy). Usługa przewodnika dla grup zorganizowanych to 160 zł. Honorujemy zniżki np. -50 proc. z Chorzowską Kartą Mieszkańca czy Katowicką Kartą Mieszkańca. Nasze ceny nie są wygórowane, staramy się być dostępni.
– Jak dużo klientów kupuje bilety drogą online, a jak dużo stacjonarnie?
– Preferujemy sprzedaż i rezerwację biletów online, ponieważ organizujemy wiele wydarzeń bezpłatnych, na które np. należy pobrać darmową wejściówkę. Obecnie zdecydowana większość biletów jest dystrybuowana online. Na przykład koncert z okazji dnia metalowca 28 marca.

– Średni koszt utrzymania muzeum to 1,4 mln zł rocznie. Czy obiekt jest w stanie sam na siebie zarobić, czy niezbędna jest pomoc samorządu?
– Budżet muzeum wynosi około 4 mln zł rocznie. Całościowo można szacować, że kwota ok. 3,5 mln zł przeznaczana jest na funkcjonowanie instytucji – w tym na wynagrodzenia pracowników, utrzymanie etatów oraz realizację działań statutowych. Większa część tych środków pochodzi z dotacji podmiotowej zapewnianej przez organizatora, czyli przez samorząd. Instytucje kultury mają tę specyfikę, że pełnią przede wszystkim misję publiczną, a nie są nastawione na osiąganie zysku komercyjnego. Samorząd w praktyce dopłaca do każdego odwiedzającego, aby umożliwić dostęp do kultury i dziedzictwa.
Aby muzeum mogło utrzymywać się wyłącznie z wpływów z biletów, przychody musiałyby być około piętnastokrotnie wyższe niż obecnie, co w realiach instytucji muzealnej jest bardzo trudne do osiągnięcia. Jednocześnie muzeum opiekuje się bardzo bogatą kolekcją eksponatów i dzieł. To ponad 100 tys. obiektów. Konserwacja, zabezpieczanie i przechowywanie tych zbiorów wiąże się z dużymi nakładami finansowymi. W tym roku uzyskaliśmy dotację Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na konserwację najstarszej barokowej rzeźby Świętego Floriana na Śląsku. Są to działania niezwykle ważne dla ochrony dziedzictwa, jednaknie generują bezpośrednich przychodów, które mogłyby pokryć bieżące koszty funkcjonowania instytucji np. opłaty rachunków.
– Jak konkuruje się z prywatnymi muzeami oraz komercyjnymi atrakcjami w regionie?
– Nie jest to łatwe i wymaga od nas stałej obecności na rynku czasu wolnego. Duże znaczenie ma dla mnie współpraca z innymi instytucjami oraz funkcjonowanie w ramach Szlaku Zabytków Techniki, który jest ważną marką w regionie. Jesteśmy stosunkowo niewielką placówką – zespół liczy około 20 osób – dlatego przyciąganie odwiedzających bywa wyzwaniem. Dodatkowo w mieście pojawiły się problemy komunikacyjne: z powodu złego stanu infrastruktury zamknięto drogę krajową nr 79, co utrudnia dojazd. To tylko jeden z przykładów trudności, z jakimi musimy się mierzyć.

– Jakie korzyści biznesowe daje partnerom i firmom współpraca z muzeum?
– To głównie korzyści społeczne i wizerunkowe. Od lat współpracujemy np. z największą firmą hutniczą w kraju – ArcelorMittal Poland. Posiadamy też ogród społeczny, gdzie sadzimy i pielęgnujemy zieleń w przestrzeni około muzeum. Społeczna Odpowiedzialność Biznesu jest dla nas ważna. W ramach partnerstwa promujemy na wewnętrznych kanałach zaprzyjaźnione firmy. Ponadto prowadzimy działalność związaną z wynajmem przestrzeni. Posiadamy salę na 200 osób. To przestrzeń eventowa, w której w ramach partnerstwa mamy możliwość negocjacji stawek.
– Jak rysują się plany na przyszłość muzeum pod kątem inwestycji, finansów i frekwencji?
– Jeśli chodzi o inwestycje, to zależy nam na tym, aby wielkie młoty na wystawie stałej można było uruchomić i stworzyć produkt turystyczny polegający na pokazach dla gości. Obecnie oferujemy pokaz małego młota dla grup zorganizowanych oraz „szychtę z kowalem”, podczas której można zobaczyć, jak wygląda kucie na młocie sprężarkowym. Chcielibyśmy wprowadzić duże młoty w ruch, co byłoby wartościowe pod względem historycznym i efektowne dla odwiedzających. Czekamy teraz na decyzję o dofinansowaniu tego zadania ze środków ministerialnych. Rozmawiamy o kwocie około 0,5 mln zł. To koszty przewyższające nasz budżet i obecne możliwości finansowe.

– Inne cele do realizacji?
– Dużym wyzwaniem jest zapewnienie odpowiedniej powierzchni magazynowej dla muzeum. Przechowujemy sporo eksponatów. Chcielibyśmy też zwiększyć działalność wystawienniczą. Jesteśmy w trakcie realizacji projektu „Hutnicze Centrum Dowodzenia” dla dzieci i młodzieży, gdzie w formie escape roomu będzie można poznać procesy i działalność w hucie. Trzeba będzie rozwiązać zagadki, aby huta mogła funkcjonować. W tym roku przygotujemy ten format. Miasto pozyskało na ten cel 1 mln zł ze środków zewnętrznych. Jeśli chodzi o cele frekwencyjne, to chciałbym, aby każdego roku odwiedzało nas około 30 tys. osób. To bardzo dobry poziom, z którego jesteśmy zadowoleni.
Rozmawiał Kamil Lech













