Uwielbiam parki rozrywki – zarówno te wielkie, jak i zupełnie małe. Lubię też odwiedzać przydrożne atrakcje, które często są dziwne, kiczowate i z pewnością nikt nigdy na nie czekał … ale przez to są właśnie absolutnie fantastyczne. Podczas naszej ostatniej podróży do USA postawiliśmy właśnie na takie miejsca. Disneyland, Universal Studios czy Six Flags są oczywiście imponujące. Ale „najwyższy termometr świata”, betonowe dinozaury, podziurawiony samochód, w którym zginęli Bonnie i Clyde, tajemnicza mumia, największa rzeźba pistacji albo papryczki chili – to jest dokładnie to, co lubimy najbardziej. No i oczywiście… kosmici. To właśnie oni byli naszym głównym celem, bo miejsce, do którego zmierzaliśmy, nazywa się… Roswell.
Kosmici już po drodze
Zanim jednak dotarliśmy do Roswell, szybko okazało się, że „atrakcji w temacie” jest znacznie więcej.
Pierwszym przystankiem było Outpost 51 Museum, zlokalizowane kilka kilometrów od Las Vegas. Kilka sal wypełnionych figurami, scenkami, planszami i informacjami o UFO. Miejsce powstało w 2025 roku, ale wygląda jak żywcem wyjęte z lat 60. – bardzo retro, bardzo low-costowo i z niepowtarzalnym klimatem. Szczerze? Ten surowy charakter bywa ciekawszy niż niejedna miliardowa atrakcja w Disneylandzie!

Kolejnym punktem był kultowy sklep Alien Fresh Jerky. Jerky to popularna w USA przekąska z suszonej wołowiny – tutaj rzekomo produkowana z kosmitów uciekających ze Strefy 51 i rozjechanych przez samochody. Brzmi kontrowersyjnie, ale… wersja z chili jest naprawdę znakomita (sprawdzone!). Nie wiem, czy taki temat przyjąłby się w Polsce, ale na amerykańskiej pustyni działa doskonale.

Alien vs Dinosaur – historia świata na nowo
Jedną z największych niespodzianek była ogromna wystawa Alien vs Dinosaur, zlokalizowana… przy zwykłej stacji benzynowej. Według tej ekspozycji Ziemia 65 milionów lat temu była polem bitwy między kosmitami a dinozaurami. Wygrali kosmici (spoiler!) i od tamtej pory dyskretnie wpływają na losy naszej planety.

Cała historia opowiedziana jest za pomocą figur, filmów, schematów i diagramów. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nic o tej atrakcji wcześniej nie wiedzieliśmy – nie wiedzieliśmy nawet, że istnieje.
Za to wzdłuż drogi stało ponad 200 billboardów, które skutecznie nas tam zaprowadziły. Tak — reklama outdoorowa naprawdę działa.
Roswell – mekka UFO
Do Roswell jechaliśmy bez wielkich oczekiwań, nastawieni głównie na ładny, kosmiczny kicz. Jako właściciele Kosmicznego Rancza oczywiście lubimy temat UFO, ale do tej pory twardo obstawaliśmy przy tym, że jedynymi kosmitami na Ziemi są nasi bohaterowie: Tina, Ton i KosMiś. Choć… wizyta w Roswell lekko zachwiała tą pewnością…

Na miejscu okazało się, że miasto aż kipi od ufologicznych atrakcji — od czystego kiczu po całkiem zaawansowane, immersyjne doświadczenia. Bez problemu można tu spędzić cały dzień świetnej zabawy. Prawie wszystko skupione jest wokół jednej głównej ulicy: atrakcje, sklepy z pamiątkami, kawiarnie, bary i restauracje. Centrum Roswell działa trochę jak mały park rozrywki w wersji miejskiej.
International UFO Museum & Research Center
Głównym punktem wizyty jest International UFO Museum and Research Center, prowadzone przez fundację non-profit. Muzeum bardzo szczegółowo opisuje incydent z 1947 roku – raporty, zdjęcia, dokumenty – ale robi to spokojnie, bez nachalnego przekonywania kogokolwiek do wiary
w UFO.

Obok rekonstrukcji zdarzeń są tu wystawy popkulturowe (kosmici w filmach), scenki z autopsji oraz część bardziej naukowa poświęcona historii podboju kosmosu.
Największe wrażenie robi jednak biblioteka: tysiące książek, nagrań audio-video oraz setki segregatorów z relacjami kontaktów z kosmitami, wycinkami prasowymi z całego świata, raportami NASA i dokumentami wojskowymi. Fan UFO mógłby spędzić tu tydzień — i dobrze, że my nie mieliśmy tyle czasu, bo po tej lekturze naprawdę zaczęlibyśmy wierzyć, że oni są wśród nas.

VR, LEGO i piękny kicz
Kolejne atrakcje miały już wyraźnie rozrywkowy, popkulturowy charakter.
Spaceport Roswell to chyba najbardziej nowoczesna z nich. W skrócie: film oglądany w goglach VR, ale z kapitalną oprawą. Dekoracje, rozsuwane drzwi, pre-show, a samo miejsce zakładania gogli przypomina wnętrze statku kosmicznego. Film opowiada historię incydentu w Roswell… z punktu widzenia kosmitów. To przecież oni się rozbili, a potem zostali porwani przez ludzi i poddani eksperymentom. Świetny pomysł!
Tuż obok znajduje się BrickTown: Alien Attack! — wystawa LEGO z ogromną dioramą przedstawiającą atak UFO na miasto. Zdecydowanie warto.

Jeszcze bardziej „chałupnicze”, ale absolutnie genialne są Spacewalk and Blacklight Adventure oraz Alien Zone. To spacerowe atrakcje pełne korytarzy, scenek i fluorescencyjnych dekoracji.

Jest mnóstwo miejsc do robienia zabawnych zdjęć. Estetyka rodem z niskobudżetowych filmów klasy C — tak brzydkie, że aż piękne. Wspaniałe. Polecamy z całego serca.
Roswell Space Toy Museum
Uzupełnieniem wizyty jest Roswell Space Toy Museum — niesamowita, prywatna kolekcja zabawek o tematyce kosmicznej, wyprodukowanych do lat 60. Blaszane rakiety, UFO, figurki, opakowania. Prawdziwa podróż do Ameryki sprzed 70 lat.

Rozmawiałem chwilę z właścicielem i zasugerowałem, że przy odrobinie poszukiwań mógłby znaleźć także zabawki kosmiczne z ZSRR, które byłyby świetnym uzupełnieniem kolekcji. Czy posłucha? Sprawdzę przy kolejnej wizycie.
Miasto, do którego chce się wracać
A samo Roswell? Naprawdę ładne, przyjazne miasto. Oczywiście pełne motywów UFO: dekoracje, murale, figury, nazwy miejsc. Tematyzowane motele i restauracje — nawet lokalny McDonald ma kształt spodka UFO.

Chętnie wrócimy tam na dłużej, może przy okazji corocznego UFO Festival — kilkudniowej imprezy przyciągającej tłumy entuzjastów tematu.
Podsumowanie
Roswell okazało się zaskakująco dobrym przystankiem podczas podróży po USA. Oczywiście nie jako jedyne miejsce, ale jako element większej wyprawy. Po drodze byliśmy otoczeni pięknem amerykańskiej przyrody, odwiedzaliśmy parki narodowe, muzea samochodowe i kosmiczne (w tym grób pierwszego „kosmonauty” — szympansa Hama), spaliśmy i jedliśmy w małych miasteczkach.
I właśnie tam nadal czuć ten retro klimat, który lubimy najbardziej.
W podróży uczestniczyli: Tomasz i Franciszek Wielemborek z parku Kosmiczne Ranczo






