kidulting

Dorośli do zabawy! Jak kidulting zmienia branżę atrakcji [InspirAkcje]

Inne

Czy dzieciństwo może być dziś jedną z najbardziej dochodowych atrakcji?

„Wydorośleć” – kiedyś brzmiało jak plan na życie. Dziś coraz więcej dorosłych robi dokładnie odwrotnie. I branża atrakcji szybko to zauważyła. Rollercoastery, automaty arcade czy światy znane z gier to już nie tylko zabawa dla najmłodszych. Napędzani nostalgią i chęcią na odrobinę luzu, dorośli coraz śmielej wkraczają w ten świat. Tak rodzi się kidulting – zjawisko, które dla wielu jest po prostu wielką frajdą, a dla biznesu okazuje się być coraz większym źródłem zysków.

InspirAkcje to cykl prezentujący wyjątkowe miejsca, innowacyjne inicjatywy i niecodzienne wydarzenia z całego świata. Pokazujemy projekty, które mogą stać się inspiracją dla szerokiego sektora leisure. To przestrzeń do czerpania pomysłów, odkrywania trendów i budowania świeżych perspektyw. 
Chcesz podzielić się swoim pomysłem? Napisz do nas!

Emocje z dzieciństwa w zaktualizowanej wersji

Jeszcze kilka lat temu nikt nie pomyślałby, że dorośli będą ustawiać się w kolejkach nie tylko po kawę specialty, ale też po przejażdżkę w świecie Mario, partię Pac-Mana czy po to, żeby posterować prawdziwą koparką. Dziś wspomnienia z dzieciństwa sprzedają bilety, napędzają merchandising i przyciągają dorosłych do miejsc, które kojarzą się z sentymentem i nostalgią. 

To niecodzienne zjawisko ma nawet swoją nazwę – kidulting, czyli połączenie słów „kid” i „adult”. Cały fenomen polega na tym, że dorośli coraz chętniej wracają do tego, co kiedyś sprawiało im czystą frajdę. Do rzeczy prostych – bajek, gier, automatów arcade, kolorowych światów i emocji, które nie wymagają instrukcji obsługi. 

I nie zawsze chodzi tylko o sentyment, choć to zdecydowanie największa siła napędowa. Czasem to zwyczajna potrzeba złapania oddechu od codzienności. Bądźmy szczerzy – przecież każdy chciałby czasem móc zwolnić, zapomnieć o presji i po prostu… wyluzować. Bez dzieci jako wymówki. Bez poczucia, że „nie wypada”.

.

Rynek rozrywki bardzo szybko znalazł w tym potencjał na nowe możliwości. Od największych i najbardziej cenionych obiektów rozrywkowych, po te stawiające na bardziej kameralny klimat – kidulting staje się dziś coraz bardziej wszechobecny. Dziś nieco sentymentalna (i równie często infantylizowana) oferta dla dorosłych nie jest już niczym dziwnym. Często wręcz przeciwnie – jest sporą zachętą, z której korzysta więcej i więcej osób. 

Powrót do lat 80., 90. czy początku lat 2000. działa jak emocjonalny skrót – wystarczy znajoma muzyka, automat do gier albo postać z dzieciństwa, żeby ekspresowo uruchomić wspomnienia.

To właśnie dlatego rośnie popularność atrakcji wykorzystujących znane marki, stare konsole, stylistykę retro czy kultowe motywy z popkultury. Dla operatorów to szansa na zbudowanie produktu, który trafia do emocji, a nie tylko do potrzeby „spędzenia czasu”.

Nostalgia z przyciskiem „start”

Jednym z ciekawszych przykładów kidultingu jest The Nostalgia Box w australijskim Perth. To interaktywne muzeum gier wideo, które zamiast (wszystkim dobrze znanego) „proszę nie dotykać” mówi raczej: „usiądź i zagraj”. 

W przestrzeni w Northbridge zgromadzono ponad 100 konsol i urządzeń z lat 70., 80., 90., ale też z początku 2000. Uwierzcie, że to prawdziwa podróż przez historię elektronicznej rozrywki, która reaktywuje wspomnienia nawet w tych najbardziej odpornych. Wszystko dlatego, że ekspozycja jest dokładnie przemyślana i przygotowana “etapami”.

kidulting
Fot. Perth

Wystawy prowadzą gości chronologicznie przez kolejne dekady. Od prostych maszyn typu Pong, przez kultowe Nintendo, Segę i pierwsze PlayStation, aż po sprzęt, na którym wychowało się całe pokolenie dzisiejszych 30- i 40-latków. Każda konsola to przede wszystkim eksponat, ale też mały (choć jednocześnie wielki) wehikuł czasu. 

Wystarczy usłyszeć znajomy dźwięk startowy albo zobaczyć pikselowego hydraulika, żeby wrócić do czasów, kiedy to największym problemem było… przejście na kolejny poziom.

Największe emocje w australijskim The Nostalgia Box budzi jednak strefa gry. To tam rozbrzmiewają dźwięki klasyków takich jak Space Invaders czy Super Mario Bros., a pamięć mięśniowa wraca w mgieniu oka, przypominając układ przycisków i dawne odruchy. Obok siebie grają rodziny, grupy znajomych i osoby, które przyszły „tylko zobaczyć”, a – jak się okazuje – zostają na dłużej. I wcale nie tak łatwo im wyjść!

Dig World, czyli dziecięce marzenie w wersji XXL

No dobrze. Ale co z tymi, których marzeniem dzieciństwa był raczej „Bob Budowniczy” niż „Super Mario”? Okazuje się, że i dla nich znalazło się miejsce, w którym mogą cofnąć się do beztroskich czasów. I to całkiem dosłownie! 

Dig World w Teksasie to miejsce, gdzie dziecięcy zachwyt maszynami budowlanymi zmienia się w świetną zabawę nie tylko dzieci, ale też dorosłych. Zamiast joysticka – dźwignie. Zamiast pikseli – piach, beton i prawdziwe (naprawdę wielkie!) maszyny. 

I wygląda na to, że chętnych nie brakuje. Jeszcze przed otwarciem parking zapełnia się pickupami i SUV-ami, z których wyskakują podekscytowane dzieci… i ich równie podekscytowani rodzice, a nawet dziadkowie! Moment później każdy chce sprawdzić, jak to jest nacisnąć wszystkie możliwe dźwignie. 

kidulting
Fot. Dig World

Bo – choć to miejsce powstało z myślą o najmłodszych – dorośli bardzo szybko przypominają sobie, że kiedyś też marzyli o „pracowaniu” na budowie. I – jak zaznaczają pracownicy – często to właśnie oni spędzają przy maszynach najwięcej czasu, całkowicie zapominając o roli „tylko opiekuna”.

Sam park powstał przy wsparciu ekspertów z wydziału nauk o budownictwie Texas A&M University. Oficjalnie chodzi o to, żeby zachęcać dzieci do zainteresowania branżą budowlaną. Nieoficjalnie? To po prostu plac zabaw dla wszystkich, którzy na widok koparki nadal robią wielkie oczy.

A atrakcji jest tu całkiem sporo. Największy hit to bez wątpienia tor ładowarek o sterowaniu burtowym, gdzie można samodzielnie prowadzić maszynę przypominającą trochę samochód zderzakowy w wersji budowlanej. W kolejnych strefach tempo nie zwalnia – mini koparki pozwalają nabierać i przenosić piasek, a w „mini ex games” precyzja idzie w ruch razem z hakami, które podnoszą tony cegieł i innych materiałów budowlanych. 

Krótko mówiąc: jeśli kiedyś chciało się przekopać pół ogródka bez konsekwencji, to tutaj można spełnić to marzenie. Bez żadnych konsekwencji!

Dzieciństwo na sklepowej półce

Jeśli myśleliście, że kidulting kończy się przy wyjściu z atrakcji, to jesteście w błędzie. Czasem dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa. Skoro można wrócić do dzieciństwa na rollercoasterze albo za sterami koparki, to czemu nie zabrać kawałka tej frajdy do domu?

Jak się okazuje, dorośli robią to naprawdę bardzo chętnie. Według danych NPD Group segment kidultingu w handlu urósł w Europie o około miliard euro w latach 2019-2022, podczas gdy sprzedaż tradycyjnych zabawek dla dzieci spadła. Figurki kolekcjonerskie, planszówki, retro konsole, LEGO dla dorosłych czy gadżety z filmów i gier coraz częściej trafiają nie do dziecięcych pokojów, ale na półki 30- i 40-latków.

Nic więc dziwnego, że branża handlowa coraz śmielej otwiera się na nowe możliwości. Wystarczy zajrzeć do Faraos Cigarer w Kopenhadze – to nie jest zwykły sklep, tylko małe (ale jakże bogate!) królestwo dla fanów mangi, planszówek, RPG, figurek i kostiumów. Każdy punkt specjalizuje się w innej kategorii, a regularne turnieje i wydarzenia sprawiają, że zakupy to po prostu ogromna frajda.

kidulting
Fot. Unsplash / Victoriano Izquierdo

Podobnie działa Forbidden Planet w Nowym Jorku – legenda Greenwich Village to obowiązkowy przystanek dla fanów komiksów, science fiction, anime i popkultury. Można tam kupić limitowane figurki, plakaty, koszulki czy kolekcjonerskie wydania komiksów, ale równie łatwo… po prostu przepaść na dwie godziny.

Z kolei w hiszpański Reino de Juguetes, które można znaleźć chociażby w Barcelonie, to dowód na to, że Harry Potter, Pokémon, Funko czy Disney nie mają daty ważności. Hasło „powrót do przeszłości” działa tu wyjątkowo skutecznie.

A w Polsce? Tu też jest sporo niespodzianek! Wystarczy spojrzeć na gdański Rebel, który z małego sklepu w piwnicy w środk miasta wyrósł na jednego z największych graczy na rynku planszówek i kolekcjonerskiej rozrywki. Turnieje, sesje RPG i wydarzenia pokazują, że nawet zwykły sklep może dziś działać jak uzależniająca miniatrakcja.

Retro, które wyszło na miasto

Kidulting coraz mocniej widać także w formatach rozrywkowych projektowanych przede wszystkim z myślą o dorosłych. Takich, które czerpią z nostalgii, popkultury i dziecięcych wspomnień, ale podają je w konkretniej, w bardziej „dorosłej” formie.

Na mapie tego typu atrakcji coraz częściej widać trend retro, który pojawia się np. w escape roomach. Te miejsca – zamiast klasycznych scenariuszy – zaczynają bardziej odważnie stawiać na sentyment zamknięty w czterech ścianach. 

Pokoje inspirowane latami 80. i 90., dawnymi wypożyczalniami VHS, salonami gier, starymi komputerami czy klimatem retro science fiction pozwalają nie tylko rozwiązywać zagadki, ale też na chwilę wrócić do świata znanego z dzieciństwa. To nowoczesność połączona z nostalgią – i produkt, który z każdym dniem zdobywa więcej wielbicieli.

kidulting
Fot. Unsplash / Louie Castro-Garcia

Podobnie działają arcade bary, czyli miejsca, w których joystick spotyka się z drinkiem. W USA i Wielkiej Brytanii lokale łączące klasyczny bar z automatami arcade, pinballami i retro konsolami to obecnie jeden z najpopularniejszych pomysłów na wieczorne wyjścia. I nie ma się co dziwić – to trochę pub, trochę sala gier i trochę podróż do czasów, gdy największą ambicją było wpisanie swojego nicku do rankingu. Połączenie, które idealnie balansuje dwa skrajne światy.

Co ciekawe, w niektórych obiektach ten trend idzie jeszcze dalej. Coraz częściej spotykamy tzw. adult nights – specjalne wydarzenia organizowane przez parki rozrywki, aquaparki, muzea, centra nauki, a czasem też właśnie arcade bary czy escape roomy. Wstęp mają tylko dorośli. Bez dzieci, bez szkolnych wycieczek i bez rodzinnego gwaru – za to z muzyką, dodatkowymi animacjami, wieczornym zwiedzaniem czy specjalnym menu.

I nie bez powodu – dorośli coraz częściej chcą wracać do dziecięcej zabawy, ale już na własnych zasadach.

Dzieciństwo jako nowy segment rynku

Dziś hasło „dla całej rodziny” nie oznacza już wyłącznie „dla dzieci i ich opiekunów”. To już coś znacznie ciekawszego – oferta dla dorosłych, którzy chcą się pobawić, złapać oddech i na moment wrócić do beztroskich lat dzieciństwa.

I branża świetnie to rozumie. Jedni budują światy Mario, inni stawiają automaty arcade obok baru, jeszcze inni organizują noce bez dzieci, retro eventy albo sprzedają kolekcjonerskie gadżety, które wyglądają „zupełnie jak te z dzieciństwa”… tylko kosztują trochę więcej. Kiddulting to już nie tylko dodatek. W wielu miejscach te też ważny element strategii i nostalgiczny sposób na przyciągnięcie nowej grupy odbiorców. 

To też emocje, które bardzo dobrze się sprzedają – często o wiele lepiej, niż zaawansowane rozwiązania, które pochłaniają niemałe koszta. Może warto więc od czasu do czasu dać dojść do głosu swojemu wewnętrznemu dziecku?

kidulting
Fot. Unsplash / septcommercial

Czytaj także

Newsletter