Wesołe miasteczko w 1929 roku

Pierwszy rollercoaster w Polsce i skargi na demoralizację. Tak wesołe miasteczko z 1929 roku zapisało się w historii

Parki rozrywki

Częścią dorobku, którym w 1929 roku chwaliła się Polska, była raczkująca wtedy oferta rozrywkowa. Okazją stała się Powszechna Wystawa Krajowa.

Wiosną i latem 1929 roku przez Poznań przewinęły się miliony osób. Okazją była organizowana tu Powszechna Wystawa Krajowa. Przedsięwzięcie na niespotykaną wtedy skalę. „Wystawa‎ ‎ta‎ ‎przedstawić‎ ‎ma całokształt‎ ‎twórczości‎ ‎narodowej‎ ‎w‎ ‎dziedzinie‎ ‎kultury,‎ ‎sztuki‎ ‎i‎ ‎nauki,‎ ‎przemysłu,‎ ‎handlu‎ ‎i‎ ‎rolnictwa,‎ ‎oraz‎ ‎opieki‎ ‎społecznej,‎ ‎wychowania‎ fizycznego,‎ ‎higjeny‎ ‎i‎ ‎sportów,‎ ‎ze‎ ‎szczególnem‎ ‎uwzględnieniem‎ ‎dorobku‎ ‎dziesięciolecia‎ ‎niepodległości” – czytamy w oficjalnym przewodniku po wystawie. Częścią dorobku, którym chwaliła się Polska, była raczkująca wtedy oferta rozrywkowa. A jej częścią stało się wybudowane w Poznaniu wesołe miasteczko. Z kilku powodów na stałe zapisało się w historii branży rozrywki rodzinnej w Polsce.

To tutaj narodziło się „wesołe miasteczko”

Źródła mówią, że Powszechną Wystawę Krajową odwiedziło 4,5 miliona gości, głównie Polaków. O rozmachu i frekwencji niech świadczy proste porównanie: w 1929 roku cała ludność Polski liczyła 31 milionów osób. W Poznaniu nie zabrakło też gości ze świata. Wiadomo, ze na wystawę przyjechało minimum 200 tys. obcokrajowców (m.in. 90 tys. Niemców, 80 tys. Czechosłowaków, 10 tys. przedstawicieli amerykańskiej Polonii). Były delegacje rządowe oraz niemal 1 tys. dziennikarzy.

Fot. Biblioteka Narodowa / Polona / Teren Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu

Ze środków Poznania na wystawę zwaną potem potocznie PeWuKą przeznaczono 15 mln ówczesnych złotówek. To – w zależności od sposobu przeliczenia – ok. 90 mln zł na dzisiejsze warunki. Do tego kredyty. Miasto zainwestowało wówczas 30 mln zł w projekty bezpośrednio lub pośrednio związane z wystawą. Szacuje się, że wystawa mogła kosztować łącznie nawet 100 mln zł. Pieniędzy nie żałowano bo – jak czytamy w oficjalnych materiałach organizatorów PWK z 1929 roku – wystawa miała być nie tylko magnesem dla gości, ale też ważnym elementem strategii promocji Polski na świecie. „Jeden‎ ‎dzień‎ ‎spędzony‎ ‎na‎ ‎Wystawie‎ ‎żywiej‎ ‎przemówi‎ ‎do‎ ‎zagranicznego‎ ‎kupca‎ ‎lub‎ ‎uczonego,‎ ‎niż‎ ‎sucha‎ ‎statystyka,‎ ‎lub‎ ‎gołosłowna‎ ‎reklama” – argumentowano.

To, jak ważna była wystawa dla ówczesnej Polski i jej gospodarki, mówi też inny cytat z oficjalnego przewodnika po PWK:

„Z‎ ‎tych‎ ‎wszystkich‎ ‎względów‎ ‎zwiedzenie‎ ‎Powszechnej Wystawy‎ ‎Krajowej‎ ‎winno‎ ‎stać‎ ‎się‎ ‎najświętszym‎ ‎obowiązkiem narodowym‎ ‎każdego‎ ‎obywatela‎ ‎Rzeczypospolitej.‎ ‎Wszyscy winni‎ ‎spieszyć‎ ‎na‎ ‎PWK, ‎by‎ ‎przy‎ ‎wielkim‎ ‎pomniku‎ ‎naszego twórczego‎ ‎dorobku,‎ ‎uczyć‎ ‎się,‎ ‎poznawać‎ ‎i‎ ‎kochać‎ ‎kraj‎ ‎swój i ‎budować‎ ‎w‎ ‎sobie‎ ‎wiarę‎ ‎w‎ ‎moc‎ ‎i‎ ‎potęgę‎ ‎Polski.”

Tak też się stało. PeWuKa była wydarzeniem, którego skali i rozmachu mogliby pozazdrościć nawet organizatorzy wydarzeń w XXI wieku. Przypomnijmy, że wystawę – przynajmniej statystycznie – odwiedził co dziesiąty Polak. Dla wielu z nich był to pierwszy w życiu kontakt z doświadczeniami tego rodzaju. Wśród tych niezliczonych atrakcji, jakie można było zobaczyć w Poznaniu, była też strefa rozrywki. To wtedy po raz pierwszy w Polsce – według wszelkich dostępnych źródeł – użyto nazw „park rozrywkowy” i „wesołe miasteczko” do opisania lunparku.

Wesołe miasteczko: „państwo beztroski i śmiechu”

Powszechna Wystawa Krajowa odbywała się na terenie o powierzchni 600 tys. m kw. Stanęło tam ‎76 zupełnie nowych budynków‎ ‎stałych‎ ‎i‎ ‎kilkadziesiąt‎ ‎pawilonów‎ ‎sezonowych. Cały teren podzielono zaś na pięć stref: od „A” do „E”.

Fot. Biblioteka Narodowa / Polona

Na terenie „A” znajdowały się m.in. strefy promujące przemysł, w tym‎ ‎pawilony‎ ‎górnictwa,‎ ‎hutnictwa,‎ ‎maszyn,‎ ‎przemysłu‎ ‎metalowego,‎ ‎monopoli‎ ‎państwowych,‎ ‎przemysłu‎ ‎skórniczego,‎ ‎włókienniczego i ‎konfekcyjnego‎. Teren „B” obejmował strefy rządowe i samorządowe.‎ Promowano tu państwowe przedsięwzięcia: ‎Bank Polski, komunikację,‎ ‎przemysł ‎lotniczy ‎i‎ ‎samochodowy,‎ ‎sztukę ‎i‎ ‎naukę. W strefie‎ „C”‎ zorganizowano‎ ‎wystawę‎ ‎poczt‎ ‎i‎ ‎telegrafów,‎ ‎morską,‎ ‎uzdrowisk,‎ ‎pracy‎ ‎kobiet.

Fot. Biblioteka Narodowa / Polona

Teren „D” zajmowały natomiast przedsiębiorstwa handlowe oraz rzemieślnicy.

Dla branży rozrywkowej najważniejsza była strefa „E”. Na ponad 340 tys. m kw. promowano tu rolnictwo, leśnictwo i związane z nimi gałęzie przemysłu. Oprócz tego, to właśnie w strefie „E” postawiono na nowe i emocjonujące doświadczenia. Oprócz areny sportowej z krytą trybuną na 4 tysiące widzów, to tutaj powstał – jak czytamy w oficjalnych materiałach – „park rozrywkowy”. Chodzi o lunapark, który nazwano „wesołym miasteczkiem”. W oficjalnych materiałach strefę tę opisywano także jako „państwo beztroski i śmiechu”.

Fot. Biblioteka Narodowa / Polona/ Wesołe miasteczko na PWK w Poznaniu

Zamiast „lunaparku” – „wesołe miasteczko”

To właśnie wtedy Poznaniu ukuto termin „wesołe miasteczko”. O tym, jak bardzo wpływowe było to wydarzenie, świadczy fakt, jak szybko nazwa ta przyjęła się w mowie potocznej i zaczęła funkcjonować jako synonim „lunaparku”. Frekwencja zrobiła swoje i to oczywiste dziś sformułowanie poszło w świat. Potem, w okresie międzywojennym, „wesołe miasteczka” ogłaszano już na afiszach w Warszawie (dla lunaparków na Służewcu oraz Polu Mokotowskim), Łodzi, Krakowie. W PRL-u zaś jeszcze mocniej utrwaliła się dla objazdowych lunaparków. A nawet i stałych miejsc, bo w 1956 roku powstało przecież Śląskie Wesołe Miasteczko, dziś Legendia.

Wesołe miasteczko w Poznaniu ruszyło wraz z otwarciem Powszechnej Wystawy Krajowej. Pierwsi szeregowi goście przekroczyli bramy wydarzenia 16 maja 1929 r. chwilę po 12:00. O ile kasy biletowe w strefach od „A” do „D” były czynne od 9:00 do 22:00, to z uwagi na rozrywkowy charakter obszaru „E”, tu godziny otwarcia były inne. Wejściówki przy kasach strefy z wesołym miasteczkiem można było kupić aż do godziny 1:00 w nocy.

Fot. Biblioteka Narodowa / Mapa terenu „E” z wesołym miasteczkiem

Wesołe miasteczko miało też inne „przywileje”. Pawilony wystawowe na terenie PWK w szczycie lata zamykane były o 19:00. Tereny zewnętrzne można było zwiedzać do północy. O 23:00 goście wystawy słyszeli już sygnał przez megafony (była to jeszcze duża nowość), który przypominał o konieczności opuszczenia terenu. Tymczasem w wesołym miasteczku i kilku przyległych zabawa często dopiero się rozkręcała. Niektóre źródła podają, że goście wystawy bawili się do 4:00 nad ranem, choć raczej już poza terenem PeWuKi.

Lunapark pod Panem Twardowskim

Jak podają źródła, pełna i oficjalna nazwa lunaparku PeWuKi to „Wesołe miasteczko pod Panem Twardowskim”. To dlatego, że bramę główną do lunaparku zdobiła rzeźba bohatera znanego z polskiej legendy o konszachtach z diabłem i Księżycu.

Fot. Pewuka.pl

Wejściówką na teren wesołego miasteczka w Poznaniu był bilet na PWK. Bilet normalny kosztował ówczesne 4 zł. Dla porównania, w tym czasie w Polsce bochenek chleba kosztował średnio 0,3 zł, litr mleka 0,25 zł, a kilogram cukru 1 zł. Były też wejściówki ulgowe (rodziny, od pięciu osób, płaciły po 2 zł od osoby, podobnie jak wycieczki grupowe od 25 osób).

O ile wstęp do wesołego miasteczka dostępny był w ramach biletu, to korzystanie z atrakcji mogło wiązać się z dodatkowymi opłatami.

Fot. Biblioteka Narodowa / Polona / Oficjalny plakat PWK autorstwa Stanisława Rybki

Przy‎ ‎organizacji‎ terenu ‎rozrywek‎ ‎dyrekcja‎ ‎PeWuKi „‎natknęła‎ ‎się‎ ‎na‎ ‎poważne‎ ‎trudności,‎ ‎dział‎ ‎ten‎ ‎bowiem‎ ‎stoi‎ ‎w‎ ‎Polsce‎ ‎na‎ ‎dość‎ ‎niskim‎ ‎poziomie” – przyznawali organizatorzy w oficjalnych materiałach. Realizatorem budowy wesołego miasteczka w Poznaniu była firma Ruprecht z Monachium. Podobno poprzedzono to wizytacją podobnych obiektów w Berlinie, Kopenhadze, Amsterdamie, Rotterdamie, Brukseli, Paryżu, Mediolanie i Wiedniu.

Ostatecznie wesołe miasteczko zajęło 30 tys. m kw. z terenu PWK mierzącego łącznie ponad 600 tys. m kw. Jak czytamy w przewodniku po PWK, „zakontraktowane‎ ‎atrakcje‎ ‎są‎ ‎nadzwyczaj‎ ‎oryginalne,‎ ‎u‎ ‎nas nieznane,‎ ‎a‎ ‎pomysłowością‎ ‎swoją‎ ‎potrafią‎ ‎przyciągnąć‎ ‎tłumy publiczności‎ ‎do‎ ‎Wesołego‎ ‎Miasteczka.‎ ‎Ich‎ ‎poziom‎ ‎daje‎ ‎gwarancję,‎ ‎że‎ ‎nasz‎ ‎Lunapark‎ ‎wystawowy‎ ‎w‎ ‎niczem‎ ‎ustępować‎ ‎nie będzie‎ ‎tego‎ ‎rodzaju‎ ‎imprezom‎ ‎zagranicznym„.

Atrakcje AD 1929: rollercoaster, wróżbici i „dziki osioł”

Dyrekcja wystawy pochwaliła się, że „wystawowy park rozrywkowy zorganizowany został ‎tak‎ ‎pomysłowo,‎ ‎że‎ ‎nawet‎ ‎zwolennicy‎ ‎najbardziej‎ ‎wyszukanych‎ ‎zabaw‎ ‎spotkają‎ ‎tam‎ ‎nieznane sobie‎ ‎rewelacje”. Głównych atrakcji było tu kilkanaście, ale zwiezienie na miejsce wszystkich urządzeń i dekoracji wymagało – jak podawała prasa – stu wagonów kolejowych.

Najbardziej widowiskową przejażdżką w wesołym miasteczku na Powszechna Wystawie Krajowej była kolejka górska. Był to pierwszy tego typu obiekt zbudowany w Polsce i jeden z największych w ówczesnej Europie. A nawet i dziś mógłby robić wrażenie. „Jej rozpiętość‎ ‎wynosi ‎92‎ ‎metry,‎ ‎a‎ ‎długość‎ ‎toru‎ ‎około‎ ‎2‎ ‎kilometrów” – czytamy o kolejce w przewodniku po PWK.

Fot. Biblioteka Narodowa / Widok na wesołe miasteczko na PWK

Nie mniej okazała była ‎duża zjeżdżalnia‎ ‎wodna. ‎”Z‎ ‎wielkiej‎ ‎pochyłości‎ ‎zsuwać‎ ‎się‎ ‎będą‎ ‎szybko‎ ‎łódki-wagoniki,‎ ‎by‎ ‎u‎ ‎stóp‎ ‎jej opaść‎ ‎łagodnie‎ ‎na‎ ‎fale‎ ‎sporego‎ ‎jeziorka‎ ‎i‎ ‎siłą‎ ‎rozpędu pożeglować‎ ‎aż‎ ‎do‎ ‎przeciwległego‎ ‎brzegu” – opisywała przejażdżkę dyrekcja wystawy.

Fot. Biblioteka Narodowa / Polona / Widok na fragment kolejki górskiej na PWK

Przewodnik po PWK zachęcał też do korzystania z innych atrakcji. „Amatorzy‎ ‎silnych‎ ‎wrażeń‎ ‎lotniczych‎ ‎znajdą‎ ‎sposobność wypróbowania‎ ‎swych‎ ‎nerwów‎ ‎w‎ ‎balonie‎ ‎wirującym,‎ ‎sensacyjnej‎ ‎nowości‎ ‎wprowadzonej‎ ‎niedawno‎ ‎w‎ ‎parkach‎ ‎amerykańskich,‎ ‎lub‎ ‎też‎ ‎na‎ ‎karuzeli‎ ‎lotniczej.‎ ‎Karuzela‎ ‎ta,‎ ‎wysokości 24‎ ‎metrów,‎ ‎posiadać‎ ‎będzie‎ ‎rozwieszone‎ ‎dokoła‎ ‎na‎ ‎linach‎ ‎małe‎ ‎łódeczki-samoloty,‎ ‎których‎ ‎pasażerowie,‎ ‎mknąc‎ ‎naprzód‎ ‎szybkim‎ ‎ruchem‎ ‎obrotowym,‎ ‎to‎ ‎wznosić‎ ‎się‎ ‎będą‎ ‎wysoko,‎ ‎to‎ ‎znów błyskawicznie‎ ‎opadać‎ ‎w‎ ‎dół” – podawano.

Fot. Biblioteka Narodowa / Polona

Chwalono się„dzikimi osłami”. To – jak opisywał przewodnik – „specjalnie skonstruowane auta, przyozdobione z przodu oślą głową, a zdolne wykonywać takie harce, jak np. stawanie dęba na tylnych lub przednich kołach, rzucanie się w bok”. Wesołe miasteczko oferowało też autodrom, diabelski młyn, strzelnice, a nawet hipodrom. Organizatorzy zapewnili wzloty balonem, kinoteatry, gabinety luster, magii, wróżb i tajemnic.

Fot. Biblioteka Narodowa / Wesołe miasteczko na PWK w Poznaniu

Do tego oferowano szereg mniejszych atrakcji. W‎ ofercie przewidziano‎ ‎np. wystawę‎ ‎figur zwierząt‎ („‎wyprawiających‎ ‎niezwykle‎ ‎komiczne‎ ‎grymasy”), ‎”latające‎ ‎fotele” czy ‎krzesła‎ ‎na‎ ‎sprężynach‎ ‎wpadające‎ ‎co‎ ‎chwila‎ w „groźne‎ ‎drgania”. Osobliwą przestrzenią towarzyszącą wesołemu miasteczku była etniczna wioska afrykańska, zwana w oficjalnych materiałach z lat 20. XX wieku „wioską murzyńską”.

Fot. Biblioteka Narodowa / Polona / Przewodnik po PWK

Między fine dining a demoralizcją

Na terenie wesołego miasteczka w strefie „E” oraz wokół niego skupiono też bardzo bogatą ofertę gastronomiczną. Organizatorzy starali się zapewnić coś dla każdego portfela.

„Na‎ ‎szczególne‎ ‎wyróżnienie‎ ‎zasługuje‎ ‎luksusowa‎ ‎restauracja‎ ‎na‎ ‎terenie‎ wesołego miasteczka, połączona‎ ‎z‎ ‎dancingiem‎ ‎i‎ ‎występami‎ ‎pierwszorzędnych‎ ‎sił‎ ‎artystycznych‎ ,‎ ‎o‎ ‎powierzchni‎ ‎2 tys. m kw‎.,‎ ‎na‎ ‎około‎ ‎500‎ ‎osób” – zachęcał przewodnik. Była ponadto „Restauracja Wykwintna” na 400 osób czy restauracja „Belweder” na 2 tysiące.

Przygotowano też coś dla mniej zamożnych gości. Wokół wesołego miasteczka działały tzw. „tanie kuchnie”, które dziennie były w stanie wydać 2 tysiące obiadów w cenie niższej niż w podobnych lokalach w Poznaniu nawet poza strefą wystawy. Były też paszteciarnie (chwalące się 80. rodzajami pasztecików), pieczarkarnie i innego rodzaju drobniejsza gastronomia.

Na terenie PWK do dyspozycji były też automaty z jedzeniem i napojami.

Po wrzuceniu odpowiedniej monety otrzyma każdy – zależnie od życzenia – zakąski, napoje, owoce. Jest to urządzenie higieniczne i proste w manipulacji” – zapewniali gości organizatorzy.

W wolnostojących kioskach sprzedawcy mieli „owoce, lody, parówki i wodę sodową”. Popularne były herbaciarnie i rozlewnie mleka.

Fot. Biblioteka Narodowa / Polona / Wesołe miasteczko na PWK w 1929 roku

Część oferty gastronomicznej wesołego miasteczka stała się zarzewiem konfliktu ze środowiskami, które zarzucały PeWuCe i lunaparkowi demoralizację. Chodziło o liczne piwiarnie i podobno „wszechobecne” napoje alkoholowe. Jeszcze w 1929 roku nakładem Polskiego Towarzystwa Walki z Alkoholizmem „Trzeźwość” z Warszawy ukazała się publikacja zatytułowana „Trucicielstwo na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu”.

„Większe firmy wódczane i piwne mają swoje własne kjoski i pawilony, a przy wesołym miasteczku pod niebosiężnymi wieżami z flaszek rozsiadły się najpoważniejsze firmy: Winkelhausen, Baczewski, Rektyfikacja Warszawska i Akwawit. I tu, na otwartym polu, na oczach władz odbywa się masowa sprzedaż alkoholu w niedzielę, jako też dzieciom” – czytamy w broszurze.

Z mocną krytyką spotkały się też hasła widoczne w pobliskim pawilonie piwowarów i browarników, takie jak „Pijcie piwo – piwo to zdrowie”, „Piwo orzeźwia” i „Piwo poprawia apetyt”. Organizatorom PWK zarzucano sprzedaż alkoholu nieletnim oraz łamanie obowiązującego wtedy prawa o zakazie sprzedaży alkoholu w niedziele. Do historii zapisały się jednak ostatecznie „wesołe miasteczka”, a nie oskarżenia o „trucicielstwo”.

Fot. Biblioteka Narodowa / Polona / Jeden z pawilonów na Powszechnej Wystawie Krajowej w 1929 roku

Lunapark w Poznaniu przyciągał tłumy gości, ale przypomnijmy, że wesołe miasteczko było tylko częścią oferty rozrywkowej PWK w strefie „E”. Dużo działo się też w sąsiedniej arenie, przeznaczonej na widowiska i pokazy specjalne. Odbywały się tu dancingi, spektakle teatralne, kabaretey, koncerty, pokazy i pojedynki sportowe, samochodowe i motocyklowe, a nawet pokazy z udziałem psów: policyjnych, myśliwskich i psów-asystentów dla osób niewidomych. Zabezpieczono się nawet przed pogodą, bo na wypadek deszczu postawiono halę na ponad 10 tysięcy widzów.

Niektóre dni działania wesołego miasteczka wieńczono ponadto pokazami sztucznych ogni. Zabawa mogła trwać do późna, bo teren oświetlono tysiącami silnych lampek elektrycznych.

Fot. Biblioteka Narodowa / Polona / Widok na Powszechną Wystawę Krajową w 1929 roku

PWK: lunaparkowe dziedzictwo żywe do dziś

Powszechna Wystawa Krajowa w Poznaniu trwała łącznie 138 dni i zakończyła się 30 września 1929 roku. Efekt PR-owy był znakomity.

Według źródeł, po zakończeniu PWK w światowej prasie ukazało się ponad 60 tysięcy publikacji na temat wystawy oraz samej Polski. Jeden z niemieckich publicystów uznał PWK za „największą wystawą bieżącego stulecia”. „Dokonała ona przewrotu w historii wystaw na świecie. Na wystawie nie zastosowano dawnych suchych form wystawowych, wszystko podane jest w łatwej i lekkiej formie dla każdego dostępnej” – napisał.

Samo zaś miasteczko – pomimo tego, że polski sektor rodzinnej rozrywki nie był jeszcze rozwinięty – nie miało się czego wstydzić przed Europą i resztą świata.

Fot. Biblioteka Narodowa / Polona / Pawilon przemysłu wódczanego na PWK w 1929 r.

Jako przestrzeń tymczasowa, wesołe miasteczko zostało zdemontowane zaraz po zakończeniu wystawy. Kolejka górska firmy Ruprecht, wraz z diabelskim młynem i innymi atrakcjami, zniknęły z Poznania. Nie ma wzmianek o ich ponownym montażu gdziekolwiek w Polsce czy za granicą.

To, co po PeWuCe zostało w branży rodzinnej rozrywki w Polsce, jest jednak czymś bardziej trwałym. Wdzięczne brzmienie nazwy „wesołe miasteczko” zostało z nami do dziś.

Fot. Biblioteka Narodowa / Polona / Goście PWK w Poznaniu w 1929 r.

Czytaj także

Newsletter