Ostatnio mój telefon urywa się od ofert firm, które jak grzyby po deszczu wyrastają z propozycją „ratowania płynności finansowej” parków rozrywki. Luty to w naszej branży poligon doświadczalny – miesiąc niskiej frekwencji i wysokich kosztów przygotowań do sezonu. Trudno planować wielkie inwestycje, gdy pensja minimalna i ZUS po raz kolejny szybują w górę. Zamiast o ekspansji, branża myśli o przetrwaniu, optymalizacji i… aktualizacji cenników. Ta spirala odgórnych decyzji sprawia, że rozrywka powoli staje się dobrem luksusowym, na które społeczeństwo reaguje naturalnym oporem.
Ta sytuacja wymusza na nas ewolucję. Skoro podnosimy ceny, musimy obronić tę decyzję jakością. Nawet najbardziej świadomy klient, choć rozumie realia gospodarcze, podświadomie będzie czuł niedosyt, jeśli dostanie „to samo, co rok temu”. Naszą odpowiedzią musi być uatrakcyjnienie programu i udowodnienie gościom, że wraz z ceną „podkręcamy” intensywność ich przygody.
W poprzednich felietonach pisałem, że autentyczność to waluta, której nie podrobi żadne AI. Dziś idę o krok dalej: autentyczność wymaga ramy, czyli scenariusza. Ale uwaga: w moim słowniku scenariusz to nie „święty tekst” wykuty na blachę. To żywy organizm.
W Dolinie Skrzatów co sezon buduję nową opowieść. Oczywiście mamy swoje „kotwice” – sprawdzone żarty i gesty, które zawsze działają. Jednak gość, który do nas wraca, nie chce odgrzewanego kotleta. Chce „czegoś więcej”. Scenariusz musi ewoluować wraz z gościem, ale i ze mną – twórcą. Ja również dojrzewam, inaczej widzę świat, a moje dzieło musi rosnąć razem ze mną. Czytam-piszę, gram w gry-tworzę gry, szkolę-obserwuję i doświadczam.

Kiedyś ludzie chodzili do teatru dla niepowtarzalności spektaklu. Choć tytuł był ten sam, energia aktorów – ta nieuchwytna „gra dusz” – sprawiała, że każde wyjście było świeżym przeżyciem. Potem przyszło kino: tańszy, powtarzalny zamiennik, który odebrał nam kontakt z żywym misterium. Jako społeczeństwo zatraciliśmy zdolność czystego odczuwania. Często śmiejemy się i płaczemy „za pieniądze”, zapominając, że to właśnie te dwa odruchy czynią z nas ludzi.
Pożytecznie zrozumieć fundamentalną różnicę: animacja to nie kino, ale to również nie stand-up. W klubie komediowym cięty, rubaszny żart przejdzie, ale w parku rodzinnym wywoła jedynie niesmak. Animacja to także nie teatr, w którym rampa i światła oddzielają nas od widza. Tutaj gość jest częścią spektaklu.
Od Animatora – którego nazywam Imagineerem Emocji – wymagam empatii, kultury i błyskawicznej analizy sytuacji. To jest High Touch w najczystszej postaci: rozbawić do łez, zachowując najwyższą klasę.
Nawet najlepszy scenariusz polegnie, jeśli prowadzący nie ma autorytetu. A szacunku nie dostaje się w pakiecie z kostiumem, identyfikatorem czy wysoką gażą. To działa jak w szkole: nie wystarczy być nauczycielem, by mieć posłuch. Na szacunek trzeba zapracować, udowadniając dzieciom i – co trudniejsze – ich rodzicom, że jest się Mistrzem. Mówiąc językiem współczesnej młodzieży: trzeba być po prostu „Sigmą”.
Kluczem jest kompetencja i refleks. Animator musi być takim Skrzatologiem, Czarodziejem czy Rycerzem w każdym calu. Prawdziwy sprawdzian mistrzowski następuje w kryzysie:
Co robisz, gdy dziecko jest agresywne? Co robisz, gdy rodzic przekracza granice?
Amator zdejmuje maskę i krzyczy: „Proszę się uspokoić, bo wezwę ochronę!”. W tym momencie magia pryska, a baśń umiera. Mistrz stawia granicę, nie wychodząc z roli. Potrafi rozładować napięcie żartem lub stanowczo – w konwencji swojego świata – przywołać gościa do porządku. To wymaga ogromnej odporności psychicznej, ale to właśnie te momenty budują prawdziwy autorytet.
Tworząc scenariusze dla swoich parków, pamiętajcie: papier przyjmie wszystko, ale to człowiek musi to udźwignąć. Nie piszcie encyklopedii do wyrecytowania. Piszcie ramy do improwizacji. Szukajcie ludzi z kulturą osobistą i charyzmą.
Scenariusz jest tylko mapą. To Animator jest Przewodnikiem, któremu goście muszą chcieć zaufać. Bez tego zaufania nikt nie ruszy z Wami w podróż, choćbyście obiecali im złote góry.

Konrad Dzięcielewski: autor Parku Dolina Skrzatów, scenarzysta, twórca gier miejskich i planszowych. Trener animatorów i twórca koncepcji animacyjnych. Artysta, rzemieślnik. Praktyk z 25-letnim stażem w parkach rozrywki w Polsce i Danii, który swoją drogę zawodową zaczynał od harcerstwa i teatrów improwizacji. Studiował na wydziale Nauk o Wychowaniu na Uniwersytecie Łódzkim. Jego unikalne podejście do animacji jako „Imagineeringu Emocji” wywodzi się z osobistych doświadczeń – wychowany przez głuchoniemych rodziców, stał się ekspertem w komunikacji niewerbalnej i czytaniu emocji odbiorcy. W swojej pracy walczy z bylejakością, promując animację jako sztukę „Ożywiania” relacji i przestrzeni.
Kontakt: skrzatolog@gmail.com






Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.