Na turystycznej mapie Polski istnieje wiele instytucji edukacyjnych, lecz nie każda może pochwalić się unikatową, a zarazem niezwykle wartościową historycznie infrastrukturą. W tym gronie z pewnością znajduje się Park Nauki Torus w Ciechanowie, którego zabytkowa wieża ciśnień stanowi symboliczny element całego kompleksu. O genezie Parku Nauki, jego budowie, ekspozycji oraz stronie biznesowej rozmawialiśmy z Marzeną Lentowszczyk, kierowniczką obiektu. Zapraszamy!
Kamil Lech: – Od kiedy istnieje Park Nauki Torus i skąd pomysł na takie miejsce?
Marzena Lentowszczyk: – Park Nauki Torus powstał w 2019 roku przy ul. Płockiej w Ciechanowie i jest efektem rewitalizacji przestrzeni wokół zabytkowej wieży ciśnień. Kompleks to dwukondygnacyjny obiekt z powierzchnią wystawową i salą wielofunkcyjną, gdzie realizujemy działania edukacyjne. To łącznie około 1000 mkw.
Nasza misja polega na popularyzacji nauki, udostępnianiu zwiedzającym wartościowych narzędzi i pomocy naukowych oraz wspieraniu i wzbogacaniu oferty edukacyjnej. Warto dodać, że organem prowadzącym park jest Gmina Miejska Ciechanowa, więc jesteśmy miejską instytucją.
– Ile kosztowała budowa kompleksu?
– Koszt zaprojektowania, budowy i rewitalizacji całej infrastruktury wyniósł około 11 mln zł. Sam park wybudowano ze środków Miasta Ciechanowa, a na rewitalizację wieży ciśnień udało się pozyskać środki unijne w wysokości 2,7 mln zł. Pochodziły one z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Mazowieckiego (RPO).

– Jak wyglądały i przebiegały prace nad budową parku nauki?
– Idea parku nauki powstała w 2015 roku, kiedy samorząd zastanawiał się, co zrobić ze zdewastowaną wieżą ciśnień. Wymagała ona rewitalizacji, ale jako zabytek nie mogła być wykorzystana użytkowo. Została więc odrestaurowana i zachowana, a wokół niej wybudowano nowy budynek. Matematyczne kształty wieży – torus i hiperboloida jednopowłokowa – były inspiracją, aby wokół wieży prowadzić działalność edukacyjną dla mieszkańców subregionu.

W 2016 roku pozyskaliśmy wspomniane środki z RPO i w trakcie trzech lat inwestycja została zrealizowana. Od 2018 roku pracowaliśmy nad koncepcją wystawy. To był wymagający czas, w trakcie którego współpracowaliśmy m.in. z Młynem Wiedzy w Toruniu, Politechniką Warszawską oraz Centrum Nauki Kopernik w Warszawie.
– Co było najtrudniejsze podczas inwestycji?
– Najtrudniejszy był dzień przed otwarciem parku nauki. (śmiech) Jeden z eksponatów, który ukazywał działanie wieży ciśnień… rozszczelnił się, w efekcie czego mieliśmy… wielką powódź! Oczywiście usterkę udało się naprawić, a eksponat działa do dziś. To było ciekawe doświadczenie, a w zasadzie to nawiązanie do samej wieży ciśnień, która w przeszłości sprawiała mnóstwo kłopotów i nigdy nie działała tak, jak powinna.
Konstrukcja powstała w latach 70., w aktywnym czasie rozwoju miasta. Ciechanów został stolicą województwa i w ciągu kilkudziesięciu lat po wojnie ludność podwoiła się. Skutkowało to tym, że zapotrzebowanie na wodę wzrosło. Stąd decyzja o budowie zbiornika wyrównawczego. Architekt Jerzy Michał Bogusławski zaprojektował wieżę.
Powstał zbiornik w kształcie torusa, czyli pączka z dziurką, na ażurowej konstrukcji hiperboloidalnej. Wieża mogła przyjąć aż 1560 metrów sześciennych wody. Założenie było świetnie. Projekt też był dobry, lecz wykonanie wieży nie było takie, jak początkowo planowano…

– Oszczędność na materiałach?
– Tak. Nie użyto odpowiednich materiałów, nie przyłożono dużej wagi do szczegółów i realizacji. Wieża nie działała tak, jak powinna. Pod koniec lat 70. pojawiła się zima stulecia. Stalowe rury pękały, poszycie rdzewiało. Więc z czasem wieża odmawiała posłuszeństwa.
W latach 90. i na początku 2000 była to zagwozdka dla władz miasta, co zrobić z budowlą. Pojawiały się różne pomysł, także takie, aby konstrukcję rozebrać. Według operatu szacunkowego miasto zyskałoby wtedy 100 tys. zł, sprzedając jej elementy. Ostatecznie zrezygnowano z tego pomysłu, a powód może wydawać się zaskakujący.
– O co chodziło?
– Portal The World Geography uplasował ciechanowską wieżę ciśnień na 5. miejscu najbardziej niezwykłych wież na świecie! To przyniosło budowli sławę i dzięki temu ostatecznie jej nie rozebrano. W 2015 roku podjęto decyzję, aby konstrukcję rewitalizować. Była zardzewiała, teren porastały chaszcze, obszar był zamknięty.
Na szczęście udało się wieżę ocalić i tuż przy niej powstał park nauki. Dziś jest zabytkiem techniki i symbolem miasta.
– Jakie znajdziemy strefy, ekspozycje i atrakcje w parku nauki?
– Posiadamy ekspozycję złożoną z około 40 interaktywnych eksponatów. Dotykają różnych dziedzin nauki: fizyki, matematyki i architektury. Mamy też strefę z eksponatami iluzji. Obiekt został poszerzony o strefę SOWA (Strefę Odkrywania, Wyobraźni i Aktywności), czyli projekt Centrum Nauki Kopernik. Wszystkie nasze eksponaty są interaktywne, można je dotknąć i samemu wykonywać doświadczenia.
Przy tworzeniu wystawy staraliśmy się, aby zawierała ona lokalne konteksty. Dlatego mamy eksponat z wieżą ciśnień czy pokój Amesa, gdzie tłem jest Zamek Książąt Mazowieckich. Mamy też salę warsztatową oraz kawiarnię Cafe Pitagoras. Co ciekawe, to pierwsze miejsce w Ciechanowie, które stało się kawiarnią wegetariańską.
– W parku nauki dostępny jest interaktywny ekran mgłowy. Co to takiego?
– Ekran mgłowy jest z nami od kilku lat. To wyjątkowe urządzenie, które opiera się na pomyśle i produkcji polskiej firmyLeia Display System. Przedstawia 5 mkw. wygenerowanej suchej mgły, na której wyświetlane są obrazy. Ekran jest w pełni interaktywny. Można na nim grać w gry, przesuwać zdjęcia, rozwiązywać zadania.
Korzystanie z tego miejsca przypomina trochę machanie rękami w powietrzu, lecz w rzeczywistości sprawia ogromną frajdę. Podobne ekrany znajdują się w innych centrach nauki, ale w tak interaktywny sposób wykorzystujemy go tylko my.

– Jak wygląda oferta warsztatowa dla dzieci?
– Co roku przygotowujemy ofertę głównie dla uczniów szkół podstawowych. Czasami pojawiają się też grupy seniorów. Dokładamy nowe warsztaty, opieramy się na fizyce, chemii i naukach przyrodniczych. Wprowadzamy zajęcia związane ze zmianami klimatu. Mamy warsztat pod nazwą „Akademia zielonej energii”, gdzie pokazujemy, w jaki sposób funkcjonują różne typy elektrowni.
Goście dowiadują się również, czym są panele fotowoltaiczne i wiatraki. Prowadzimy zajęcia z „Mroźnej chemii”, gdzie dzieci eksperymentują z ciekłym azotem i dowiadują się, jak można go pozyskać. Najmłodszych zapraszamy na „Zmyślne zmysły”, gdzie pokazujemy, jak nasze zmysły oszukują mózg – jak złudzenia optyczne czy dotykowe – wpływają na ludzi.
Mamy też „Laboratorium dla smyka” (kolorowe eksperymenty) np. z reakcją sieciowania polimerów czy zajęcia „Śladami zwierząt” polegające na wykonywaniu odcisków łap wybranych zwierząt w glinie. Średni czas trwania wszystkich warsztatów to około 45-60 minut. Mamy ofertę dla uczniów klas I-III oraz IV-VIII szkół podstawowych.
– Co jest najważniejsze dla nauczyciela i opiekuna, aby wybrali oni Państwa warsztaty? Tylko wiedza merytoryczna dla dziecka czy także cena, parking, wyżywienie?
– Różne kwestie. Po pierwsze liczy się merytoryka, czyli charakter zajęć. Rzadko zapraszamy na wykłady, zawsze proponujemy eksperymentowanie. To przyciąga dzieci, ale też daje gwarancje jakości nauczycielom i opiekunom. Pod okiem Pani doktor nauk chemicznych można przeprowadzić ciekawe eksperymenty.
Drugi element to wielkość parku. Nasze centrum nie jest dużym obiektem. W tym aspekcie widzimy ogromny potencjał. Przyjeżdża do nas wycieczka 50 osób i wtedy cała przestrzeń parku jest tylko dla tej grupy. Dzieci są wtedy bezpieczne, czują się komfortowo. Nauczyciele podkreślają, że jest to bardzo istotne. Kolejny aspekt to nasi edukatorzy, czyli osoby, które nadzorują działania, ale też opowiadają o eksponatach.
Nauczyciele muszą mieć świadomość, że ich uczniowie są pod stałą opieką, że warsztaty prowadzone są przez osoby kompetentne, które potrafią przekazać wiedzę, ale jednocześnie służą radą, opieką i pomocą. To duża wartość.

– Ile wycieczek szkolnych Państwa odwiedza?
– Co roku jest to kilkaset wycieczek. Dziennie gościmy około 100 osób. Są to wycieczki z całego północnego Mazowsza – od Płocka po Ostrołękę. Najczęściej odbywają się od kwietnia do czerwca oraz od października do połowy grudnia.
Poza tymi miesiącami, w okresie wakacyjnym, organizujemy też półkolonie dla dzieci z okolicy. Zapisy online trwają jedynie… kilka minut. Dlaczego? Ponieważ na 96 miejsc zgłasza się nawet 150 osób i wolne opcje zapełniają się w mgnieniu oka.
– W tej grupie są również klienci powracający?
– Tak, wiele dzieci wraca do nas co roku. Część z nich już trochę wyrosła z tematyki parku, ale często przychodzi ich młodsze rodzeństwo. Dzięki temu, że goście zapamiętują nas jako ciekawe miejsce, pełne wiedzy i eksperymentów, mamy dużo osób powracających. W taki sposób budujemy potencjał jednostki turystycznej.
W 2025 roku odwiedziło nas łącznie 24 tys. osób. To dobry wynik, w skład którego wchodzą wycieczki i goście indywidualni. Ten poziom to trend, który utrzymuje się od około 3 lat.
– Ile kosztują bilety?
– Bilety nie są drogie. Chcąc odwiedzić Park Nauki z rodziną można kupić bilet rodzinny dla 7 osób za jedyne 45 zł. Pojedynczy bilet ulgowy to wydatek 10 zł, a normalny 14 zł. Grupy zorganizowane, które przyjeżdżają na dwie godziny, płacą 21 zł.
Te ceny są niskie, bo to jeden z elementów polityki miejskiej. Park nauki jest instytucją, która ma wspierać zainteresowania naukowe dzieci, młodzieży oraz dorosłych. Wysoka cena nie może przeszkadzać w zdobywaniu wiedzy.
– Czy niskie ceny biletów oznaczają, że park nauki otrzymuje zewnętrzne finansowanie?
– Bilety pokrywają około 40 proc. naszych kosztów, reszta to wsparcie ze środków miejskich. Nie jesteśmy dużą instytucją. W obiekcie zatrudnionych jest 6,5 osoby – mamy dwóch edukatorów, dwie osoby do obsługi, dwie osoby zajmujące się konserwacją budynku i terenu oraz pół etatu zajmowanego przeze mnie, czyli przez kierownika.
Zmierzam do tego, że koszty utrzymania personelu nie są aż tak wysokie, jak w przypadku innych instytucji, gdzie kadra bywa niezwykle szeroka. Nie zmienia to faktu, że funduszami jednostki należy gospodarować rozsądnie.

– W takim razie skąd jeszcze instytucja musi brać środki, aby sfinansować swoje funkcjonowanie?
– Jak wspomniałam, główne dochody to wsparcie samorządu oraz sprzedaż biletów. Do tego dochodzi sprzedaż gadżetów w sklepiku, a także wynajmowanie powierzchni na kawiarnię. Nie mamy dużej współpracy z biznesem, ale staramy się współpracować z innymi instytucjami popularyzującymi naukę. Pozyskujemy od nich różne granty.
Sam fakt partycypowania w sieci SOWA gwarantuje nam duże wsparcie merytoryczne i projektowe. Dzięki temu wiele działań w Torusie może być bezpłatnych. Nie musimy np. płacić za przyjazd naukowców, którzy prowadzą zajęcia – jest to rozwojowa współpraca. Współpracujemy także z organizacjami pozarządowymi, np. Nadwiślańskim Uniwersytetem Dziecięcym czy Stowarzyszeniem Pozytywnie Historyczni.
– A biznes nie chce współpracować z samorządowymi instytucjami?
– Myślę, że to nie jest prosty proces, bo efektów działalności edukacyjnej i kulturalnej nie widać gołym okiem. To może stanowić barierę dla biznesu. Nie mniej chcielibyśmy, aby ta współpraca się rozwijała i na pewno jest to dla nas obszar do rozwoju.
Mamy nadzieję, że sukcesy polskich naukowców pokroju Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego, przyciąganą przedsiębiorców, biznes i duże marki również do popularyzacji nauki. Liczymy, że będzie więcej promowania wiedzy naukowej, popularyzowania wiedzy o kosmosie itp.
To nie jest oczywiste, że biznes angażuje się w takie inicjatywy i wydarzenia kulturalne. Jednak współprace się zdarzają. W tamtym roku korzystaliśmy z grantu od firmy Deloitte, który pozwolił nam zorganizować międzykulturowe warsztaty naukowe dla całych rodzin. Dzięki zajęciom uczestnicy nie tylko zwiększali wiedzę z zakresu nauk ścisłych, ale też poprzez współpracę lepiej poznawali osoby z innych narodowości.

– Parki nauki ze sobą konkurują? Jak obecnie wyglądają realia rynku?
– Myśląc o funkcjonowaniu w branży, obok innych miejsc nauki, nie myślę o konkurowaniu. My z centrami nauki współpracujemy. Jesteśmy członkiem stowarzyszenia „Społeczeństwo i Nauka SPIN”, gdzie funkcjonuje około 50 podmiotów w obszarze popularyzacji nauki.
W stowarzyszeniu mamy przekonanie, że im więcej jednostek powstaje, tym silniej budujemy kulturę rozbudzania ciekawości świata. Czy to Experyment w Gdyni czy Centrum Nauki Kopernik w Warszawie – duże ośrodki pracują na to, aby ludzie interesowali się też mniejszymi parkami nauki. Aby dostrzegali ich ofertę.
Bardzo cenimy sobie też współpracę z małymi centrami nauki w ramach sieci SOWA. To również pomaga walczyć z poglądem, że jesteśmy „naukowym placem zabaw”. Staramy się tworzyć przestrzeń także dla osób dorosłych, dla drugiego wieku. W miastach są kluby seniorów, ale brakuje przestrzeni dla dorosłych, więc my też stawiamy na ten model angażowania. Nasi odbiorcy to więc dzieci, seniorzy i dorośli.
– Jaka przyszłość czeka Park Nauki Torus?
– Ten rok jest dla nas bardzo wyjątkowy – to 50 lat od powstania wieży ciśnień, która jest symbolem i emanacją matematyki. Przez cały sezon obchodzimy jubileusz i związane są z tym wydarzenia. Np. organizujemy konkurs dla szkół, czyli „pomysł na futurystyczny obiekt”.
W lipcu przygotujemy pokaz laserowy oraz imprezę z muzyką elektroniczną. Będzie też spektakl dla dzieci oraz koncert jazzowy. Na razie działamy w tej przestrzeni, którą dysponujemy, ale w najbliższym roku będziemy planować nową ekspozycję stałą. Eksponaty w centrach nauki bardzo się zużywają, szczególnie gdy dotyka je 100 rąk dziennie. To zresztą widać na urządzeniach. Dlatego wraz z upływem czasu nieuniknione będzie stworzenie nowej wystawy stałej. Nie jest to łatwy proces, ale już zaczynamy myśleć o jego realizacji.
Rozmawiał Kamil Lech













