Rzeźbienie w żywej materii. Czy każdego da się nauczyć magii?

Parki rozrywki

„Teoretycznie każdy wspaniały artysta może wziąć w ręce kawałek gliny i ulepić figurkę. Ale czy każda z tych figurek trafi do Luwru?”

W tym cyklu felietonów rozkładamy warsztat Animatora na czynniki pierwsze. Mówiliśmy o autentyczności, o scenariuszu, który jest żywym organizmem, i o trudnej sztuce castingu. W tym momencie często słyszę pytanie, w którym kryje się nadzieja każdego właściciela parku: „Panie Konradzie, to czy można kogoś tej Animacji po prostu nauczyć?”.

Odpowiadam szczerze i „niemarketingowo”: Można próbować. Ale efekt bywa różny.

Spójrzcie na to jak na proces tworzenia rzeźby. Teoretycznie każdy wspaniały artysta może wziąć w ręce kawałek gliny i ulepić figurkę. Ale czy każda z tych figurek trafi do Luwru? Nie. Tylko te, do których dobraliśmy odpowiedni materiał, które obrabialiśmy w odpowiednich warunkach i – co najważniejsze – przy których wiedzieliśmy, o co w ogóle w tym rzeźbieniu chodzi.

Rekrutacja (o której pisałem wcześniej: „Kogo szukamy? Sztuka skutecznego castingu”) to dobór materiału. Szukamy gliny, która jest plastyczna, a nie kamienia, który pęknie przy pierwszym uderzeniu dłuta. Ale nawet najlepsza glina nie stanie się dziełem sztuki sama z siebie. Tu wchodzi rola szkolenia – czyli obróbki.

Może cię zainteresować:

Wielu menedżerów myśli, że „szkolenie” to wręczenie pracownikowi skryptu i mapy parku. To błąd. Prawdziwe rzeźbienie Animatora wymaga czasu, mistrza i… prawa do błędu. Wymaga warunków, w których ten człowiek może bezpiecznie eksperymentować ze swoją rolą, szukać swojego głosu, uczyć się reakcji na tłum. Nie da się stworzyć „Dawida” Michała Anioła w pięć minut, w ciemnej piwnicy, pod presją czasu.

A kiedy już mamy taką rzeźbę – gotowego, ukształtowanego Imagineera Emocji, który potrafi zaczarować tłum jednym gestem – pojawia się najważniejsze wyzwanie. Utrzymanie. Nie bójmy się inwestować w taką „rzeźbę”. Nie bójmy się inwestować w jej komfort. Dzieło sztuki, żeby zachwycało, musi być odpowiednio wyeksponowane i oświetlone. Jeśli postawicie swoją najlepszą rzeźbę w ciemnym kącie, obrzucicie ją błotem (brakiem szacunku) lub wystawicie na deszcz i mróz bez zabezpieczenia (brak przerw, fatalne warunki socjalne), to ona zniszczeje. Przestanie „robić furorę”.

Pamiętajcie: to nie sprzęty tworzą miejsce. To ludzie. Najdroższa karuzela jest tylko kupą złomu, jeśli nikt nie nada jej duszy. To Wasz „wyrzeźbiony” pracownik zarabia na to całe przedsięwzięcie, tworząc magię, za którą ludzie chcą płacić. Dlatego, gdy już znajdziecie i wyszkolicie swojego mistrza – dbajcie o niego. Dajcie mu błyszczeć. Bo w świecie kopii z Temu i cyfrowych awatarów, żywe dzieło sztuki jest bezcenne.

Zamykamy tym samym drugi rozdział naszej podróży. Wiemy już „Dlaczego” (Wizja) i „Jak” (Warsztat). Przed nami kolejne wyzwania, bo prowadzenie parku to nieustanna przygoda. Ale mając solidne fundamenty i świetny zespół, jesteście gotowi na każdy scenariusz.

Aha… i jeszcze jedno na sam koniec tego rozdziału. Wracając do mojej metafory rzeźby – pamiętajcie o fundamentalnej różnicy. Rzeźba jest przedmiotem, a Animator jest człowiekiem. Nie jest produktem. Może mieć swoje lepsze i gorsze dni. Dlatego tak istotne w tej pracy są zrozumienie i wsparcie, jakie daje Zespół. I niech to będzie wprowadzenie do kolejnego rozdziału.

Konrad Dzięcielewski: autor Parku Dolina Skrzatów, scenarzysta, twórca gier miejskich i planszowych. Trener animatorów i twórca koncepcji animacyjnych. Artysta, rzemieślnik. Praktyk z 25-letnim stażem w parkach rozrywki w Polsce i Danii, który swoją drogę zawodową zaczynał od harcerstwa i teatrów improwizacji. Studiował na wydziale Nauk o Wychowaniu na Uniwersytecie Łódzkim. Jego unikalne podejście do animacji jako „Imagineeringu Emocji” wywodzi się z osobistych doświadczeń – wychowany przez głuchoniemych rodziców, stał się ekspertem w komunikacji niewerbalnej i czytaniu emocji odbiorcy. W swojej pracy walczy z bylejakością, promując animację jako sztukę „Ożywiania” relacji i przestrzeni.

Kontakt: skrzatolog@gmail.com

Czytaj także

Newsletter