Fame Factory

Od prywatnego odrzutowca po czerwony dywan. 60 minut sławy w Fame Factory [InspirAkcje]

Atrakcje

Jak wygląda fabryka sławy XXI wieku?

Czy można zaprogramować sławę? Giganci, którzy stoją za oprawą Oscarów, udowadniają, że tak. I to jeszcze jak! Ich najnowszy projekt – Fame Factory – to lekcja nowoczesnego projektowania doświadczeń, w której gość staje się głównym bohaterem we własnym filmie. Zaglądamy za kulisy londyńskiej „fabryki snów” by sprawdzić, jak autentyczny storytelling i profesjonalna obsada budują lojalność gości w świecie spragnionym prawdy bez filtrów.

InspirAkcje to cykl prezentujący wyjątkowe miejsca, innowacyjne inicjatywy i niecodzienne wydarzenia z całego świata. Pokazujemy projekty, które mogą stać się inspiracją dla szerokiego sektora leisure. To przestrzeń do czerpania pomysłów, odkrywania trendów i budowania świeżych perspektyw. 
Chcesz podzielić się swoim pomysłem? Napisz do nas!

Kiedy Oscarowe standardy trafiają do sektora atrakcji

Za sukcesem londyńskiego Fame Factory w Excel London stoi firma Done+Dusted – branżowy gigant, który odpowiada nie tylko za oprawę kultowych już Oscarów, ale też wydarzeń takich jak MTV Video Music Awards czy ceremonie otwarcia Igrzysk Olimpijskich. Na czele projektu stanął Hamish Hamilton – dwukrotny laureat nagrody BAFTA i reżyser, który realia czerwonego dywanu zna z perspektywy realizatora największych światowych transmisji.

Jak się jednak okazuje, o wyjątkowości projektu decydują nie tyle nazwiska (choć te faktycznie są znane i cenione), co przeniesienie do sektora atrakcji metod pracy wypracowanych przy produkcjach live oglądanych przez setki milionów widzów. Fame*Factory zostało zaprojektowane według ścisłej logiki realizacji telewizyjnej, w której kluczową rolę odgrywa rytm narracji, tempo scen oraz precyzyjne prowadzenie odbiorcy przez kolejne etapy doświadczenia.

Zamiast klasycznego projektowania przestrzeni tematycznej zastosowano podejście znane z reżyserii kultowych widowisk na żywo – sceny układają się w spójną i dokładnie przemyślaną  dramaturgicznie sekwencję, a każdy element pełni określoną funkcję narracyjną. Know-how produkcji telewizyjnej widoczne jest też w detalach – od pracy światłem i kompozycji kadru, przez kontrolę dynamiki przejść między strefami, aż po świadome i stopniowe budowanie napięcia emocjonalnego.

Fot. Fame Factory

To dzięki staranności i selektywności londyńska atrakcja nie przypomina statycznej instalacji, ale funkcjonuje jak starannie wyreżyserowane widowisko, w którym uczestnik staje się częścią scenariusza – a nawet jego głównym bohaterem

Twórcy tego wyjątkowego miejsca odeszli od ram, do których przyzwyczajona jest branża rozrywki. Stworzyli dynamiczny mechanizm narracyjny – 60-minutowe widowisko, w którym granica między widzem a wykonawcą zostaje właściwie całkowicie zatarta. Z biznesowego punktu widzenia to wręcz podręcznikowy przykład ewolucji formatu rozrywkowego w stronę hybrydy – w tym przypadku teatru, planu filmowego i interaktywnego muzeum – gdzie technologia schodzi na drugi plan, służąc wyłącznie wzmacnianiu emocjonalnej narracji. Jak zatem wygląda spotkanie z Fame Factory?

Logistyka luksusu w skali mikro

To niecodziennie doświadczenie w sercu Anglii rozpoczyna się od momentu, który w branży atrakcji określa się jako „wejście w narrację”. Już samo wejście do budynku ma pełnić określoną funkcję -goście nie przechodzą po prostu przez drzwi, a wsiadają do repliki prywatnego odrzutowca.

Detale, takie jak elastyczna skóra foteli czy możliwość „zakupu” luksusowej willi lub Lamborghini za pomocą dedykowanych kart płatniczych, w mgnieniu oka budują bardzo silne poczucie ekskluzywności. Ten krótki, zaledwie trzyminutowy lot, który – jak określają goście – trwa całą wieczność, psychologicznie przenosi uczestników z deszczowego Londynu prosto do serca słonecznego Hollywood.

Już na tak wczesnym etapie widać, jak ważną rolę w Fame Factory odgrywa precyzyjne projektowanie pierwszego wrażenia – tutaj doświadczenie zaczyna się długo przed tym, zanim gość zdąży ocenić atrakcję racjonalnie. Twórcy wykorzystują mechanizmy znane z branży hospitality premium, gdzie kluczem do sukcesu jest poczucie uprzywilejowania i płynne (choć dość brutalne) odcięcie od codzienności. 

Krótka sekwencja transferowa pełni więc poniekąd funkcję psychologicznego „resetu”, tym samym przygotowując uczestników na wejście w nową rolę społeczną. To doskonały przykład tego, jak narracja może zastąpić kosztowne technologie, jeśli tylko odpowiednio zaprojektuje się emocjonalny kontekst doświadczenia.

Fot. Fame Factory

Kolejne strefy – a jest ich aż jedenaście – to starannie zaplanowane przystanki na drodze do sukcesu. Motywem przewodnim każdej z nich (oprócz motywów znanych z dużego ekranu) jest… personalizacja. Każdy uczestnik wybiera swoją ścieżkę kariery wedle własnego upodobania. Możliwości jest naprawdę sporo – można zostać gwiazdą popu, ikoną rocka, bohaterem filmów akcji, a nawet wiralowym tancerzem z TikToka.

Specjalne formaty przygotowano także dla większych grup odwiedzających. Takie rozwiązanie ma sprzyjać budowaniu interakcji i sprawić, że atrakcja jest też alternatywą m. in. dla klientów korporacyjnych, którzy szukają niebanalnego pomysłu na team-building. Jak mówią twórcy – jedynym ograniczeniem nie są aspekty techniczne czy możliwości organizacyjne. Jest nim…  wyobraźnia.

Na czym zatem bazuje jedenaście stref w londyńskim Fame Factory?

Scenografia skrojona pod viral

Każda z jedenastu scenografii została zaprojektowana przede wszystkim z myślą o tworzeniu treści wideo i zdjęć najwyższej jakości. Studio z zielonym ekranem do kręcenia materiałów promocyjnych, profesjonalne oświetlenie w strefie testów ekranowych czy wreszcie czerwony dywan z brandingiem „Heat” to gotowe produkty, które goście natychmiast eksportują do mediów społecznościowych.

Co ważne, scenografie nie są jedynie estetycznym tłem – ich układ podporządkowano logice kadru i ruchu kamery (niczym odrębny ekosystem), dzięki czemu nawet amatorskie nagrania wyglądają jak fragment profesjonalnej produkcji.

To przykład bardzo świadomego projektowania atrakcji pod ekonomię uwagi, w której wartość doświadczenia mierzy się także jego potencjałem do dalszego życia online. W efekcie marketing atrakcji zaczyna działać w czasie rzeczywistym, a każda grupa odwiedzających staje się poniekąd „mikrozespołem produkcyjnym” generującym autentyczny content.

Fame Factory
Fot. Fame Factory

Jednak londyńskie Fame*Factory idzie krok dalej niż proste muzea selfie. Tutaj każda pamiątka cyfrowa ma… swoją własną historię. Zdjęcie portretowe trafia na spersonalizowaną okładkę magazynu, a nagrania z talk-show, w którym goście zmuszeni są stawić czoła plotkom na swój temat, stają się zabawnym (i często zaskakującym) świadectwem ich „kariery”.

Niecodzienny narracyjny kontekst sprawia, że publikowane materiały stają się fragmentem opowieści, którą uczestnicy chcą kontynuować także po opuszczeniu obiektu. To subtelna, ale zadziwiająco skuteczna różnica – zamiast jednorazowej atrakcji powstaje doświadczenie, które naturalnie przedłuża kontakt odbiorcy z marką. Jednocześnie to także genialny mechanizm marketingowy – goście sami generują treści promujące markę, nadając im kontekst humorystyczny i emocjonalny.

Profesjonalizm w roli przewodnika

W Fame Factory to nie ekrany stanowią o sile przekazu, ale ludzie. Rozbudowana obsada profesjonalnych aktorów – od agentów i stylistów, przez ochroniarzy, aż po bezlitosnych paparazzi – towarzyszy gościom na każdym kroku. Do tego stopnia, że – jak mówią odwiedzający – bywa to dezorientujące i wręcz surrealistyczne. Rola agenta, który obiecuje kontrakt z 50-procentową prowizją (z przymrużeniem oka nawiązując do standardów Kris Jenner), dodaje całości satyrycznego sznytu, który często wywołuje łzy śmiechu.

To właśnie interakcje na żywo sprawiają, że doświadczenie przestaje być przewidywalnym scenariuszem, a zaczyna przypominać improwizowane widowisko reagujące na zachowania uczestników i wywołujące całą gamę różnorodnych emocji. Aktorzy nie tylko prowadzą narrację, ale subtelnie kierują emocjami i odczuciami gości – podbijają tempo, budują napięcie lub wprowadzają element humoru, kiedy sytuacja tego wymaga.

Dzięki dynamicznemu rytmowi przeżycia każda grupa przeżywa nieco inną historię, co zwiększa „świeżość” doznań i zachęca do ponownych wizyt. W praktyce oznacza to przesunięcie ciężaru projektu z technologii na kompetencje zespołu, co w długim okresie okazuje się bardziej elastycznym rozwiązaniem.

Fame Factory
Fot. Fame Factory

Tak imponująca skala zaangażowania obsady pokazuje, że zmiana podejścia do projektowania atrakcji immersyjnych to często jedna z najważniejszych wartości w branży. Zamiast inwestować wyłącznie w kosztowną technologię, twórcy Fame Factory postawili na zasób znacznie trudniejszy do skopiowania – kompetencje ludzkie i wysoka jakość interakcji.

To model, który może okazać się szczególnie atrakcyjny biznesowo – doświadczenie pozostaje dynamiczne, łatwe do aktualizacji i odporne na szybkie starzenie się scenografii czy rozwiązań technologicznych.

Od wzlotu do upadku

Niezwykle ciekawym (choć wcale nieoczywistym) zabiegiem, wyróżniającym Fame Factory na tle innych atrakcji, jest wprowadzenie wątku… wizerunkowego upadku. W pewnym momencie następuje całkowity przełom – maszyna sławy przestaje współpracować z gościem wcielającym się w celebrytę, a zaczyna pracować przeciwko niemu. Tak, dobrze słyszycie! To właśnie w tym momencie pojawiają się menedżerowie kryzysowi, krzykliwe nagłówki w tabloidach i konieczność obrony wizerunku na kanapie popularnego talk-show.

Ten niespodziewany zwrot narracji całkowicie zmienia dynamikę doświadczenia, przełamując przewidywalny schemat sukcesu i wprowadzając element dramaturgii – bardzo dobrze znany właśnie z reality shows. Goście – zamiast być ciągłymi obserwatorami luksusu – zaczynają aktywnie reagować na sytuacje wymagające improwizacji i autoironii.

Ta zmiana tempa nie jest czymś, na co obiekty rozrywkowe decydują się często. Jest jednak czymś, co dodaje atrakcji głębi. W przypadku londyńskiego Fame Factory wprowadzenie odrębnej dynamiki pokazuje, że sława to nie tylko luksus, ale i presja. Co ciekawe, dla gości to paradoksalnie najbardziej ekscytujący moment, wymagający odrobiny improwizacji i naturalnego dystansu do samego siebie.

Z perspektywy projektowania doświadczeń to kolejny przykład świadomego zarządzania – tym razem emocjonalnym „łukiem narracyjnym”, w którym napięcie i rozładowanie budują silniejsze wspomnienia niż jednolity, pozytywny przekaz. Dzięki takiemu rozwiązaniu finał nie jest jedynie zakończeniem wizyty, ale kulminacją historii, której uczestnik staje się bohaterem.

Fame Factory
Fot. Fame Factory

Całość prowadzi do finału w Entourage Barze, gdzie podczas galowej ceremonii wręczenia nagród uczestnicy mogą na chwilę zatrzymać się i zobaczyć efekty swojej drogi przez świat sławy. To kolejny moment świadomego zaprojektowania doświadczenia, tym razem poprzez wyciszenia emocji – symboliczne domknięcie historii, w której gość nie był jedynie obserwatorem, lecz jej pełnoprawnym bohaterem. A to właśnie postawienie odwiedzającego w centrum opowieści sprawia, że doświadczenie pozostaje z nim dużo dłużej, wykraczając poza ramy jednorazowej atrakcji.

Sukces Fame Factory opiera się na trzech filarach: emocjonalnej narracji, elastyczności scenariusza i precyzyjnym zarządzaniu doświadczeniem uczestnika – modelu, który pokazuje, że przyszłość atrakcji immersyjnych należy do miejsc angażujących nie tylko uwagę, ale przede wszystkim emocje. To co, gotowi na pięć minut sławy?

Dyskusja

Dodaj komentarz

Czytaj także

Newsletter