Często informujemy o projektach i atrakcjach turystycznych niekoniecznie znanych w skali całego kraju, jednak niezwykle wartościowych ze względu na walory edukacyjne. Jednym z miejsc, które szczególnie zwróciło naszą uwagę, i które zostało zbudowane z pasji do zabawy oraz „poznawania siebie” jest Malinowy Gród w Zgierzu. To doskonały przykład tego, jak pomysł biznesowy można oprzeć na storytellingu, warsztatach grupowych oraz treningu mentalnym. O kulisach inwestycji, a także o charakterze atrakcji oraz planach na przyszłość rozmawiamy z Przemysławem Janickim, właścicielem kompleksu.
Kamil Lech: Jaka jest historia powstania Malinowego Grodu?
Przemysław Janicki: – Jako atrakcja turystyczna wystartowaliśmy 7 lipca 2021 roku. Pomysł na stworzenie miejsca to suma moich doświadczeń. Przez ponad 20 lat funkcjonowałem w branży eventowej. Posiadałem firmę zajmującą się m.in. tworzeniem infrastruktury eventowej np. sceny, dachu, świateł itp. Realizowałem duże wydarzenia jak np. Światowe Dni Młodzieży. Pewnego dnia stwierdziłem, że moja pasja do dotychczasowej pracy powoli wygasa. Wraz z żoną Sylwią postanowiliśmy więc otworzyć miejsce dla dzieci i młodzieży. Biznes eventowy sprzedałem i zacząłem przygotowywać plan. Jego założenia opierały się na dostarczaniu gościom jakościowej zabawy, warsztatów i atrakcji. Wszystko to w duchu opowiadania historii i stawiania na rozwój.
Otwierając nową atrakcję, trzeba pomyśleć o terenie, finansowaniu, logistyce. Jak było u Pana?
Najpierw wydzierżawiliśmy działkę od miasta, a następnie, dzięki sprawnej pracy mojej ekipy pracowników, kilka tygodni później mieliśmy gotowe miejsce. Pierwsze miesiące były czasem testowym. Wiele rzeczy obserwowaliśmy, analizowaliśmy, udoskonalaliśmy. Dziś Malinowy Gród to miejsce ukształtowane z dużym potencjałem do rozwoju i ciekawą charakterystyką. Znajdujemy się w Zgierzu na terenie Ośrodka Sportowo-Wypoczynkowego Malinka, który jest obszarem miejskim. Powierzchnia naszego kompleksu liczy 6 tys. mkw. Malinowy Gród to obiekt, w którym zabawa nakierowana jest na rozwój, wsparcie w doświadczaniu życia i odnajdywanie siebie. Stawiamy na poszukiwanie własnej drogi. Określamy się jako praktycy życia i tak staramy się funkcjonować.

Z jakich stref składa się kompleks i czy największe wrażenie robi strefa Harry’ego Pottera?
Malinowy Gród to miejsce doświadczania, które oddziałuje na rozwój fizyczny oraz intelektualny. Bazujemy na atrakcjach analogowych – grach i zabawach. Kompleks składa się z 9 stref tematycznych. To wspomniany Harry Potter, ale także m.in. Koloseum, Dziki Zachód, Alicja w Krainie Czarów czy Kraina Lodowa. W pierwszej ze stref mamy Hogwart, escape room i pomieszczenia warsztatowe. Na terenie lasu oferujemy loty na miotle, ucząc gości przełamywania lęków. W samym Hogwarcie prowadzimy warsztaty z budowania pewności siebie, szukania swoich „super mocy”. Elementem wspólnym jest Tiara Przydziału, która rozwiązuje tajemnice komnaty. Jeśli chodzi o inne strefy, to mamy w nich rozbudowaną infrastrukturę rozwojową opartą na grach i zabawach. Znajdziemy tam m.in. tor przeszkód z parkiem linowym, zagrodę ze zwierzętami czy zjazd z góry lodowej.
Warsztaty to kluczowy aspekt dla grup zorganizowanych?
W pewnym sensie tak. W naszym Podwodnym Świecie posiadamy komnatę zdobioną na wzór dna oceanu i morza. Znajdziemy tam mnóstwo elementów np. długi stół czy strefę chilloutu. Prowadzimy warsztaty z poszukiwania wartości. Nasi goście doświadczą tam refleksji i odkrywania własnego potencjału. To miejsce głównie dla klas 7. i 8. szkoły podstawowej. Z kolei dla maluszków idealna będzie Kraina Lodu, gdzie dostępny jest m.in. Pałac Lodowy. Podczas warsztatów dzieci zdobią lusterka, lub „karmią” białego i czarnego wilka. Co ważne, wszystkie te zajęcia mają charakter edukacyjny, prorozwojowy. Ukierunkowują w taki sposób, aby iść przez życie, patrząc przed siebie.

Jeżeli chodzi o storytelling, to Państwo sami wymyśliliście przebieg zabaw i warsztatów?
Te historie rzeczywiście są nasze. Mówią o warstwie edukacyjnej, opierając się na treściach znanych z popkultury, co ułatwia ich przyswajanie. Tutaj ważne jest poszukiwanie równowagi. Sami nie wymyśliliśmy idei warsztatu, działamy na pewnej metodologii, natomiast koncept polegający na tym, jak dotrzeć do gościa, jak zaciekawić go w choreografii – to już nasza wizja i pomysł.
Oferujecie Państwo warsztat „Nie przegap siebie”, który opowiada o balansie pomiędzy światem analogowym a cyfrowym. Tego typu tematyka trafia do młodych ludzi?
To warsztat, który opowiada o tym, jak radzić sobie z FOMO (Fear of Missing Out) i jak odnaleźć się w świecie pełnym bodźców. Pokazujemy różnice w życiu analogowym i cyfrowym. Mówimy o korzyściach, zahaczając o historie, które wyjaśniają, jak cyfrowy świat doprowadził do zakrętów życiowych. W dzisiejszej rzeczywistości mamy bardzo dużo wiedzy, bardzo łatwy dostęp do niej, ale zatraciliśmy umiejętność odczuwania emocji. W dawnych latach było odwrotnie. Dostęp do wiedzy był trudniejszy, a mieliśmy więcej czucia i intuicji. U nas trochę o tym opowiadamy. Oczywiście, nie jest tak, że w Malinowym Grodzie negujemy technologie, bo one są ważne i pokazują, jak można sobie pomagać. Jednak jednocześnie staramy się uświadamiać gości, że świat analogowy jest istotny i służy budowaniu życia poprzez „tu i teraz”.

Jaki typ gościa Państwa odwiedza?
Do niedawna były to głównie szkoły i przedszkola. Obecnie trochę się to zmienia. Zaczynają przyjeżdżać grupy sportowe, w tym drużyny piłkarskie. Trening siłowy i motoryczny jest ważny, ale równie kluczowy jest trening mentalny, na który mocno stawiamy. I wiele osób wychodzi z podobnego założenia. Coraz częściej mamy też zapytania o wizyty gości indywidualnych. Pytają oni o zajęcia mentalne, spotkania pobudzające wyobraźnię itp. Chodzi o to, aby dzieci umiały „czytać” świat. To niby proste, ale nieoczywiste.
Ile grup warsztatowych odwiedza Państwa w ciągu roku?
W 2024 roku przez całą strefę przebiegło nam 8600 osób, w tym dzieci, młodzież i dorośli. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że nie promujemy Malinowego Grodu, nie stawiamy na marketing i reklamę. Zainteresowanie gości bierze się samo z siebie, często z opinii innych klientów, którzy nas odwiedzili. Jeśli chodzi o sezonowość, to najlepszym okresem pod względem frekwencji są wakacje. Wtedy przyjeżdża do nas najwięcej gości. W końcu każdy uwielbia letnie, ciepłe dni.

Skąd turyści przyjeżdżają?
Przez pierwsze dwa lata funkcjonowania gościliśmy głównie osoby z regionu łódzkiego, a od pewnego czasu ten zasięg się nieco rozszerzył. Przyjmujemy turystów mieszkających w promieniu do 200 km od Malinowego Grodu. To osoby m.in. z Poznania, Konina, Warszawy, Piotrkowa Trybunalskiego, Kielc. Zdarzały nam się grupy nawet z Gdańska! Generalnie rzecz biorąc, ten zasięg się zmienia i postępuje.
Ile kosztują bilety wstępu do Malinowego Grodu?
Obecnie bilet wstępu kosztuje 80 zł, a w podanej cenie nasz gość otrzymuje dostęp do warsztatu, zwiedzania całej strefy, korzystania z atrakcji czy udziału w ognisku z piankami marshmallow. W zimie dochodzi do tego m.in. spotkanie ze Świętym Mikołajem oraz podróż saniami, które pomieszczą nawet 20 osób jednocześnie.

Jakie są największe wyzwania biznesowe, ale i komunikacyjne w pracy z klientem?
Raczej nie patrzę na prowadzenie działalności pod kątem problemów, a wszystkie niegodności traktuję jako informację, która coś ma nam powiedzieć. Praca z ludźmi bywa różna, niekiedy skomplikowana. Największym wyzwaniem jest niezrozumienie przez naszych gości tematyki Malinowego Grodu. Zdarzały się grupy, które przyjeżdżały do nas i oczekiwały… rollercoasterów. A przecież nigdzie nie ma podanej informacji o tym. To rodzi pewne wyzwania, a brak zorientowania, to spory dyskomfort – nie tylko dla gości, ale również dla nas. W końcu zależy nam na tym, aby odwiedzający mieli poczucie dobrze spędzonego czasu. Więc jednym z kluczowych działań jest to, aby klarownie dotrzeć do nauczycieli i rodziców z informacją o ofercie. Kolejna sprawa dotyczy samego podejścia szkół do Malinowego Grodu. Trafiają się opiekunowie, którzy obawiają się, że na warsztatach będziemy stosować jakieś… psychologiczne zagrywki, które negatywnie wpłyną na grupę. To tak nie wygląda. Chodzi o to, aby się dobrze bawić i edukować, także w obszarze samorozwoju i uświadamiania. Idąc dalej, do biznesowych, a raczej finansowych wzywań należy zaliczyć m.in. olbrzymie rachunki np. za energię elektryczną czy utrzymanie obiektu. Do tego dochodzą opłaty z tytułu wynajmu przestrzeni oraz inne, bardziej społeczne, lokalne niegodności.
Budowa takiego miejsca była kosztowną inwestycją?
W związku z tym, że prowadziłem biznes eventowy, to sporo elementów scenograficznych miałem gotowych. To był ważny kapitał na start Malinowego Grodu. Na pewno potężnym kosztem było zbudowanie komnat, sanitariatów, doprowadzenie mediów czy postawienie ogrodzenia. Nasza ekipa techniczna wykonała prace w miesiąc, pracując po… 20 godzin dziennie w systemie zmianowym. Ile kosztowała cała inwestycja? Trudno powiedzieć. Był moment, kiedy chcieli z nami współpracować inwestorzy i wówczas poproszono nas o szacunkową kalkulację przedsięwzięcia. Wtedy wyszło nam około 2 mln zł za infrastrukturę. Dziś trudno precyzyjnie podać jakieś widełki.
Jak będzie wyglądał Malinowy Gród za kilka lat?
Celem jest przygotowanie obiektu do tego, aby można było cały rok prowadzić zajęcia pozaszkolne. Chcemy realizować spotkania, podczas których goście doświadczą wielu dziedzin życia – od modelarstwa po zdobywanie wiedzy o zawodach i profesjach, które zniknęły. Dzięki temu nasi młodzi goście poszerzą horyzonty, a przy tym sami będą mogli odpowiadać na pytanie, co lubią, czego nie lubią oraz jaka droga życiowa może być im bliska. Kluczowe jest to, aby te wizyty miały ciekawą i wartościową formę. Mówiąc z kolei o planie na rozwój samej infrastruktury, to budujemy nową strefę tj. Komnatę Króliczą.
Co to będzie za miejsce?
Będzie to nora zagłębiona w ziemi na metr głębokości z bogatą scenografią. Znajdzie się w drzewie i będziemy tam realizować warsztaty zielarskie. Start tego miejsca planujemy jeszcze w styczniu. Na szczęście nie ma pośpiechu i podejścia w stylu, że projekt musimy szybko zrealizować, choćby się paliło i waliło. Nauczyłem się nie mieć wielkich oczekiwań co do planów i uważam to za zdrowe oraz bezpieczne podejście. To sensowne spojrzenie na rzeczywistość.













