Grinlandia

Grinlandia: „Tworzenie atrakcji to olbrzymie wyzwanie logistyczne i finansowe”

Atrakcje

Rozmowa z Pauliną Łoniewską, managerką parku rozrywki Grinlandia w m. Lisi Ogon.

Indoorowe atrakcje w Polsce rosną ostatnio jak grzyby po deszczu. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę z faktu, jak skomplikowanym procesem jest zaprojektowanie, wybudowanie i wyposażenie np. sal zabaw czy parków tematycznych. Kluczowe decyzje zaczynają się już na etapie planowania, lecz później przychodzi czas na tworzenie, otwarcie i zarządzanie biznesem. I to właśnie o różnych niuansach przygotowywania oraz funkcjonowania indoorowych miejsc rozmawialiśmy z Pauliną Łoniewską, managerką parku rozrywki Grinlandia.

Kamil Lech: – Jaka jest historia powstania Grinlandii?

Paulina Łoniewska: Istniejemy od września 2024 roku, co oznacza, że na rynku funkcjonujemy od ponad sezonu. Właściciel obiektu, Pan Kacper, otworzył to miejsce z myślą o swojej 7-letniej córce Julii. Kilka lat temu doszedł do wniosku, że w Bydgoszczy zwiedził praktycznie wszystkie rodzinne atrakcje i zobaczył niemal każdą salę zabaw w rejonie województwa kujawsko-pomorskiego. Brakowało mu w okolicy nowej, oryginalnej i rodzinnej przestrzeni rekreacyjnej. I tak – od myśli do działania – pojawił się pomysł, aby stworzyć salę zabaw dla dzieci. W głowie wykiełkował pomysł przygotowania zadaszonego parku rozrywki. Ruszył proces poznawania wymogów, kompletowania dokumentacji, opracowywania kosztorysu i projektowania miejsca. Trzeba było znaleźć odpowiednią lokalizację i budynek. Przestrzeń zamknięta do 400 m kw. nie wchodziła w grę, ponieważ mały obszar mógł się szybko dzieciom znudzić. Trzeba było znaleźć dużą salę.

– Ostatecznie udało się trafić na odpowiednią lokalizację…

– Tak. Padło na miejscowość Lisi Ogon obok Bydgoszczy. Znajdujemy się pod adresem Toruńska 18 i nasza przestrzeń liczy 1000 m kw. Chodziło nam o miejsce zlokalizowane blisko centrum miasta z łatwym dojazdem samochodem. Umiejscowienie obecnego kompleksu spełnia te założenia. Jednak poszukiwanie lokalu, jak i samo otwarcie biznesu okazało się dużym wyzwaniem. Nadmienię, że Pan Kacper funkcjonował wcześniej w branży budowlanej, więc wejście w rynek atrakcji było nowym krokiem biznesowym, a ten zawsze wiąże się z dużymi wymaganiami.

Grinlandia
Fot. Grinlandia

– Jakie posiadacie Państwo atrakcje?

– W parku nasi goście wejdą do małpiego gaju (400 m kw.), czyli miejsca tętniącego kolorami, pełnego przeszkód, zjeżdżalni, mostów linowych i tajemniczych przejść. Do tego posiadamy strefę malucha, w której znajdziemy 150-calowy ekran interaktywny, basen z piłeczkami, dwa stanowiska zjeżdżalni oraz karuzelę elektryczną. Mamy również dwa dmuchańce, a także dmuchany tor przeszkód i karuzelę dla dzieci. Atrakcji jest dużo więcej. Wspomnę jeszcze, że dzieci mogą korzystać ze Spider Tower (spinaczka po pajęczynie), gier interaktywnych i zjeżdżalni tubowych. Co ważne, oferujemy plastyczne doświadczenia w postaci malowania buziek. Jest ono wliczone w cenę. To ważne, ponieważ klienci denerwują się, gdy wchodząc do innych parków i sal zabaw płacą za bilet, a później muszą jeszcze dopłacać za odrębne atrakcje. Dlatego u nas nie stosujemy takiego podejścia.

– Atrakcje i urządzenia, w tym np. dmuchańce, funkcjonują dzięki energii elektrycznej. Ta z roku na rok jest coraz droższa. Odczuwają to Państwo?  

– Temat jest złożony. Nasza dmuchawa potrzebuje 2400 kW, więc jest oszczędna. Jednak ogólnie rachunki wahają się od 4 do 8 tys. złotych. Zależy jaki mamy okres, bo np. w październiku pracujemy od godz. 13, więc mniej zużywamy prądu. Z kolei w wakacje pracowaliśmy dłużej, a klimatyzacja chodziła cały czas. Co warto dodać, bardzo energotwórcza jest infrastruktura techniczna tj. klimatyzatory, nawiewy, oświetlenie itp. Wiele osób nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę. Natomiast mówiąc o konkretnych atrakcjach, to np. automaty do gier także pobierają dużo prądu. Dlaczego? Ponieważ posiadają wiele światełek, żarówek, elementów świecących. Gdy takie urządzenie funkcjonuje bez przerwy 10 godzin, to ten pobór może być rzeczywiście odczuwalny. Nam w wakacje przyszedł wysoki rachunek i było to moment, gdzie dość mocno analizowaliśmy stronę kosztową.

Grinlandia
Fot. Grinlandia

– Dla dzieci, w jakim wieku przeznaczony jest kompleks i czy rodzice mogą brać udział w zabawie?

– Naszą grupą docelową są dzieci w wieku 6-8 lat, jednak posiadamy także atrakcje dla osób do 13. roku życia. Każdy znajdzie coś dla siebie. Zachęcamy do tego, aby rodzice również brali czynny udział w zabawie. Oczywiście to decyzja dorosłego, czy chce spędzić więcej czasu z dzieckiem. Wiele innych sal zabaw dostosowuje obiekt wyłącznie do potrzeb dzieci, lecz my wyszliśmy z innego założenia. U nas rekreacja i odpoczynek mają szerszy wymiar i np. małpi gaj jest zaadaptowany do obecności osób dorosłych. Ogólnie obserwujemy, że powraca model zabawy rodzic-dziecko, co bardzo cieszy. Wcześniej zdarzało się, że dorośli najczęściej siadali na fotelach, pili kawę i obserwowali pociechy.

– Czy odwiedzają Państwa grupy zorganizowane? W jakich miesiącach najczęściej?

– Zdecydowanie tak. Gorący sezon zaczyna się na początku listopada. Wtedy nauczyciele i nauczycielki zaczynają do nas dzwonić oraz rezerwować terminy przyjazdu. Później mamy szalony okres aż do Mikołajek. W okresie świątecznym jest nieco spokojniej i ponowna fala odwiedzin rozpoczyna się w trakcie ferii zimowych. Z kolei w czasie wakacji mamy mało grup, co jest związane ze specyfiką tego okresu i większym zainteresowaniem wizytami przez osoby indywidualne. Latem przyjeżdżają głównie półkolonie np. na początku lipca. Wrzesień jest spokojny, bo wtedy rodzice podejmują decyzje, gdzie wysłać dziecko. I tak mniej więcej wygląda roczny cykl. Dodam, że goście grupowi przyjeżdżają do nas głównie z województwa kujawsko-pomorskiego i wielkopolskiego. Zdarzają się też klienci z dalsza.

Grinlandia
Fot. Grinlandia

– Co Państwo oferujecie grupom w ramach przyjazdu zorganizowanego?

– Proponujemy do wyboru jeden z dwóch pakietów. Pierwszy to 2,5 godziny zabawy połączonej z wizytą maskotki, spotkaniem z animatorem, upominkami w postaci balonowych zwierzaków czy malowaniem buziek. Drugi pakiet to 3 godziny zabawy ze zbliżonym programem. Przygotowaliśmy również nowość, czyli warsztaty dla dzieci. Będziemy mieć do wyboru różne zajęcia sensoryczne. Rodzice oczekują, aby ich pociechy mogły uczestniczyć w spotkaniach poszerzających horyzonty i rozwijających kreatywność np. w warsztatach z wylepiania. Obecnie rodzic jest wymagający, dlatego cały czas wzbogacamy ofertę, ale równolegle podnosimy kompetencje naszych pracowników. Wysyłamy ich na szkolenia i chcemy, aby rozwijali się jako animatorzy. To dla dorosłych gości ważna kwestia.

Jaka jest roczna frekwencja?

– Zacznę od tego, że w same wakacje (od czerwca do końca sierpnia) odwiedziło nas około 23 tys. osób. Natomiast w trakcie całego roku tych gości było około 65 tys. Duże zainteresowanie Grinlandią cieszy, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Liczymy, że cały czas będą przyjeżdżać do nas nowi odwiedzający – czy to indywidualni goście, czy też grupy zorganizowane.

– Ile kosztują bilety wstępu do parku?

– Wejście dla dziecka od poniedziałku do piątku kosztuje 55 zł. Wejście z Kartą Dużej Rodziny to koszt 45 zł, podobnie jest przy bilecie grupowym. W weekend za bilet dla dziecka trzeba zapłacić 60 zł, a za wejściówkę z Kartą Dużej Rodziny 55 zł. Co ważne, zabawa w parku nie ma limitów i można spędzić u nas cały dzień. Dodam, że za odwiedziny Grinlandii płacą również osoby dorosłe. Jest to symboliczna kwota 5 zł. To opłata serwisowa m.in. za korzystanie z toalet, klimatyzacji itp.

– Często dorośli pytają: „dlaczego mam płacić za bilet, skoro nie korzystam z atrakcji”?

– Rzeczywiście zdarzają się różne podejścia naszych gości. Tak jak mówiłam, to opłata serwisowa. Symboliczna. Jako park musimy utrzymać obiekt, w tym m.in. płacić za odbiór odpadów, regulować rachunki za energię elektryczną czy wodę. Osoby dorosłe również korzystają z mediów, więc w pewnym sensie generują koszty. Do tego nie zabraniamy im korzystania z atrakcji.

Grinlandia
Fot. Grinlandia

– Jak Państwo docieracie do klientów? Jakimi kanałami?

– Działamy wielotorowo. Kontaktujemy się z naszymi gośćmi przez Facebooka i Instagrama. W dzisiejszych czasach media społecznościowe to nieoceniona forma ekspozycji na klienta. Do tego w trakcie wakacji mieliśmy wykupioną reklamę w radio. Informacje o parku oraz różne aktualności dostępne są na naszej stronie internetowej. Zachęcamy do jej odwiedzania. Ponadto organizujemy konkursy z nagrodami, co pozwala zwiększyć zasięg o Grinlandii, a także stawiamy na wyjścia naszych animatorek na ulice miasta. To forma reklamy, przedstawienia się i zachęcenia do przyjazdu gości.

– Co dla rodzica jest kluczowe, zanim odwiedzi Państwa park? Bezpieczeństwo, atrakcje, cena?

– Pewnie zaskoczę, ale często, zanim rodzice wejdą na salę, pytają, czy posiadamy… automaty do gier? Zwyczajnie nie chcą, aby ich dzieci spędzały zbyt dużo czasu na korzystaniu z tego typu atrakcji. Posiadamy zaledwie jeden taki automat, więc w naszym przypadku to żaden problem. Na co jeszcze zwracają uwagę? Na powierzchnię parku, jego wyposażenie i na liczbę atrakcji. Dorośli doceniają, że ich dzieci będą mogły korzystać z wielu urządzeń, które mają zróżnicowane przeznaczenie.

– A gastronomia jest ważna i czy posiadacie ją Państwo?

– Tak. Dysponujemy strefą gastronomiczną ze zdrową żywnością. Chodzi o to, aby na talerzach było pełnowartościowo i zielono. Idziemy więc z duchem czasu i z trendem zdrowego stylu życia. Ale szczerze powiem, że często, gdy już rodzice nas odwiedzają, to z jakiegoś powodu wybierają jedzenie nieco bardziej barowe np. frytki, zapiekanki. (śmiech) Nie wiemy, z czego to wynika.

– Przechodząc do kwestii technicznych, budowa takiego miejsca była skomplikowana pod kątem logistycznym i formalnym?

– Pojawiło się wiele wyzwań. Polska jako rynek, nadal nie jest rozwinięta, jeśli chodzi o segment produkcji i sprzedaży dmuchańców. W naszym kraju istnieje zaledwie jedna firma z Katowic, która zajmuje się tym obszarem atrakcji. Najwięcej producentów znajduje się za granicą, dlatego decydowaliśmy się na takie współprace. To jednak generowało rozbudowaną logistykę i wiele trudności formalnych. Wybranie i sprowadzanie odpowiednich urządzeń bywa skomplikowane oraz czasochłonne. Np. nasz małpi gaj przyjechał z Chin, ale przecież musiał spełniać europejskie normy. To pewna trudność logistyczna. Dlatego podczas rozmów i dokonywania transakcji trzeba dobrze znać język, specyfikację urządzeń, zapewnić tłumaczenie umów itp. Potem gdy już przejdziemy ten etap, sam montaż atrakcji również jest wymagającym procesem. Osoby, które się na tym znają, muszą być na miejscu. Co więcej? Samo wyposażanie wnętrz parku bywa kłopotliwe. Np. nie można pojechać do Castoramy i kupić zwykłą wykładzinę. Musi ona spełniać atesty, być antypoślizgowa itp. To samo dotyczy farb na ściany, które także powinny być zgodne ze standardami. Na wszystko trzeba zwracać uwagę.

Grinlandia
Fot. Grinlandia

– A jakie trzeba spełniać normy, aby atrakcje i cały obiekt zostały formalnie dopuszczone do funkcjonowania?

– Zasadnicza kwestia dotyczy tego, jakie instytucje uczestniczą w odbiorze oraz kontroli tego typu miejsca. Jest to m.in. Urząd Dozoru Technicznego, Straż Pożarna, Inspektorat Sanitarny. Chodzi o sprawdzenie jakości i bezpieczeństwa urządzeń funkcjonujących w obiekcie, kontrolę szczelności instalacji i zagrożenia pożarowego oraz weryfikację czystości i sterylności. To oczywiście w dużym skrócie. Wszystkie organy dość skrupulatnie badają obiekty, analizując najdrobniejsze szczegóły, a także kontrolując normy urządzeń zabawowych: PN-EN 1176. Spraw formalnych jest cała masa.

– Budując park rozrywki lub salę zabaw można otrzymać dotację zewnętrzną?

– Niestety obecnie nie istnieją programy unijne ani krajowe wspomagające przedsiębiorców. Gdy odwiedziliśmy Urząd Pracy, dowiedzieliśmy się jedynie o możliwości przyznania dofinansowania na stworzenie… nowego stanowiska pracy. To raczej wsparcie symboliczne. Konkretnych programów dotacyjnych na budowę, wyposażenie i otwarcie obiektu rekreacyjnego, niestety nie ma. Na rozwój firmy również. Jedyna możliwość polega na tym, że gmina może wesprzeć podmiot, ale to również ciężkie wyzwanie. Trzeba przedstawić konkretną argumentację opartą w dużej mierze na walorach edukacyjnych nowego miejsca, a przy tym spełnić szereg innych wymogów. Podsumowując, na dotacje nie ma co liczyć. A szkoda, bo np. branża beauty otrzymuje wsparcie finansowe – na zakup sprzętu, wyposażenie pomieszczeń, rozwój stanowiska pracy itp.

Grinlandia
Fot. Grinlandia

Jaka jest strategia rozwoju Państwa parku?

– Plany dotyczące rozwoju Grinlandii snujemy od dawna. Chcemy zainwestować w doposażenie parku. Planujemy zakup nowych atrakcji jak np. tablic sensorycznych, kolejnych dmuchańców, ścian do malowania. Celujemy również w rozwój oferty warsztatowej dla dzieci. Zamierzamy rozwinąć opcję urodzinową. W głowie właściciela pojawiają się też plany długoterminowe np. dotyczące otwarcia nowego obiektu w innym miejscu. Nie wykluczamy niczego. Ogólnym założeniem jest rozwinięcie obecnej marki, budowanie jej potencjału. Mamy kredyty i pożyczki, więc w naszych decyzjach i strategii biznesowej musimy być rozważni. Jednocześnie chcemy inwestować. Dlatego liczymy, że przyszłość będzie malować się w jasnych barwach. Taki mamy plan i cele.

Rozmawiał Kamil Lech

Czytaj także

Newsletter