Polskie parki rozrywki już dawno przestały być atrakcją wyłącznie dla polskich rodzin. I nie jest to przypadek. Branża od lat coraz bardziej świadomie pracuje nad tym, żeby przyciągać również gości z zagranicy.

Dobrym przykładem jest Energylandia, z którą przez wiele lat byłem związany zawodowo. Park bardzo mocno pracował nad obecnością na rynkach zagranicznych — nie tylko poprzez samo tłumaczenie komunikacji, ale również przez przygotowywanie reklam z myślą o konkretnych rynkach, wykorzystanie zagranicznych mediów, portali, social mediów czy współpracę z lokalnymi kanałami dotarcia.

Efekty takiego działania są dzisiaj bardzo dobrze widoczne. W 2024 roku Energylandia podawała, że 32 proc. jej odwiedzających stanowili goście spoza Polski. Największą zagraniczną grupą byli Czesi — 8,5 proc. wszystkich odwiedzających — oraz Słowacy z wynikiem 5 proc. Dalej byli m.in. goście z Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Litwy czy Niemiec.

Rollercoaster w Energylandii
Fot. Energylandia

To pokazuje jeszcze jedną rzecz: zagraniczny turysta nie musi przyjeżdżać do Polski wyłącznie po to, żeby zobaczyć Kraków, Warszawę czy polskie wybrzeże. Park rozrywki może być dla niego samodzielnym celem podróży.

Co ciekawe, na Energylandii widać nie tylko znaczenie Czech i Słowacji, ale również coraz większe zainteresowanie ze strony turystów z krajów Zatoki Perskiej. W przypadku takiego gościa park może być częścią większego planu podróży po Małopolsce. Bliskość Krakowa i tamtejszego lotniska jest tutaj ogromnym atutem. Sam park wskazywał, że około 40 proc. jego odwiedzających stanowią obecnie goście zagraniczni.

Nie oznacza to jednak, że tylko największe parki mogą korzystać z zagranicznego ruchu turystycznego.

Może cię zainteresować:

Widać to również w przypadku bardziej tematycznych obiektów, z którymi mam okazję współpracować. Dobrym przykładem jest Park Rozrywki Zatorland, który specjalizuje się przede wszystkim w rodzinnej rozrywce, a jego wyróżnikiem jest największy w Europie park ruchomych dinozaurów.

CZYTAJ TAKŻE: Escape room z Krakowa na popularnym polsko-czeskim streamie

Wielokrotnie podczas moich wizyt w Zatorlandzie słyszałem język czeski i słowacki, a raz nawet niemiecki. Rozmawiałem też na ten temat z prezesem parku, Dariuszem Łysoniem, który potwierdził, że właśnie turyści z Czech i Słowacji stanowią najliczniejszą grupę zagranicznych
gości.

Zatorland - SZYMEQ Coaster
Fot. Zatorland

To wpisuje się w szerszy trend. Czesi coraz chętniej wybierają Polskę jako kierunek turystyczny.

W 2025 roku z polskiej bazy noclegowej skorzystało 482 tys. turystów z Czech. Warto jednak pamiętać, że ta liczba nie obejmuje wszystkich jednodniowych przyjazdów, a właśnie takie wizyty mają w przypadku południowych sąsiadów duże znaczenie.

Dane dotyczące wydatków pokazują skalę tego ruchu. W 2024 roku Czesi zostawili w Polsce łącznie 4,4 mld zł, licząc zarówno turystów korzystających z noclegów, jak i odwiedzających jednodniowych. Co ciekawe, zdecydowana większość tej kwoty przypadała właśnie na tych
drugich.

Dla parków rozrywki położonych w południowej Polsce to bardzo ważna informacja. Zagraniczny gość nie musi spędzać w Polsce tygodnia. Może przyjechać rano, spędzić cały dzień w parku, skorzystać z gastronomii, kupić pamiątki, a wieczorem wrócić do Czech czy na Słowację.

Park rozrywki Rabkoland
Fot. Rabkoland

Dlatego uważam, że w przypadku parków rozrywki bardzo ważna jest nie tylko sama atrakcyjność obiektu, ale również jego położenie i dostępność komunikacyjna. Dla turysty zagranicznego park znajdujący się stosunkowo blisko granicy może stać się bardzo łatwym do zaplanowania elementem wyjazdu. Na potwierdzenie moich obserwacji mogę przytoczyć przykład Parku Rozrywki Rabkoland. Jego prezes, Piotr Wiecha, choć publicznie nie zdradza danych, potwierdza, że gości u siebie bardzo wielu Słowaków.

Jest jeszcze jeden przykład, który moim zdaniem warto w Polsce obserwować — Legendia – Śląskie Wesołe Miasteczko w Chorzowie.

widok Legendia
Fot. Legendia


Myśląc o potencjale tego miejsca, trudno nie spojrzeć w stronę Kopenhagi i działającego tam od 1843 roku Tivoli. To oczywiście zupełnie inna skala i nie chodzi o proste kopiowanie tego modelu. Jest jednak jedna bardzo ciekawa wspólna cecha: park rozrywki położony w centrum dużego organizmu miejskiego może być jednocześnie atrakcją dla mieszkańców i elementem oferty turystycznej miasta lub regionu.

CZYTAJ TAKŻE: Zadra w TOP10, ale nie tylko. Trzy rollercoastery z Polski wśród najlepszych na świecie

Tivoli działa w centrum Kopenhagi od 1843 roku i w 2025 roku odwiedziło je ponad 4,3 mln osób. W 2024 roku ponad 1,4 mln odwiedzających stanowili turyści zagraniczni. Park jest położony pomiędzy dworcem centralnym a ratuszem i funkcjonuje właściwie jako jeden z elementów
miejskiej tkanki Kopenhagi.

Fot. Tivoli

Legendia ma tutaj bardzo ciekawy potencjał. Znajduje się w centrum Chorzowa, a jednocześnie blisko Katowic — w samym sercu śląskiej metropolii liczącej ponad 2 mln mieszkańców.

Śląsk nie jest dziś pierwszym skojarzeniem z turystyką w Polsce. I właśnie dlatego potencjał Legendii jest ciekawy. Położenie parku pozwala myśleć o nim nie tylko jako o pojedynczej atrakcji, ale jako o jednym z elementów oferty całego regionu.

Może cię zainteresować:

To zupełnie inny model niż park położony poza dużym miastem, do którego trzeba specjalnie zaplanować całodniową wycieczkę. W przypadku Legendii można myśleć o parku jako o jednej z atrakcji całego regionu — obok noclegu, gastronomii, zakupów, koncertu, wydarzenia sportowego czy zwiedzania Katowic i innych miast metropolii.

Parki rozrywki częścią międzynarodowego produktu turystycznego Polski?

Moim zdaniem właśnie tutaj polska branża turystyczno-rozrywkowa ma jeszcze sporo do zrobienia. Nie chodzi wyłącznie o to, żeby przetłumaczyć stronę internetową czy uruchomić przypadkową reklamę w języku czeskim, słowackim albo angielskim. Trzeba spojrzeć na zagranicznego turystę szerzej: skąd przyjeżdża, jak planuje podróż, czym można go zainteresować, gdzie nocuje i jakie inne atrakcje odwiedzi po drodze.

Dopiero wtedy można tworzyć angażujący i przykuwający uwagę content reklamowy oraz budować ofertę w taki sposób, żeby zagraniczny gość nie tylko odwiedził polski obiekt, ale również dobrze zapamiętał swoją wizytę.

Park rozrywki może być wtedy nie tylko pojedynczą atrakcją, ale elementem całego produktu turystycznego regionu. A to oznacza, że walka o zagranicznego turystę nie kończy się na reklamie parku. Zaczyna się dużo wcześniej — od zrozumienia jego podróży, potrzeb i powodów, dla których wybiera właśnie ten region.

KRIS KOJDER:
Pomagam markom skutecznie komunikować się z ich odbiorcami, projektując przemyślane strategie, kreatywne kampanie i działania medialne, które wyróżniają się na tle konkurencji.

Łączę marketing, media i produkcję, prowadząc projekty od pierwszego pomysłu, przez scenariusz i realizację (audio, foto, wideo), aż po gotową kampanię.

Działam także jako konsultant i ekspert branży rozrywkowo – turystycznej. Ponadto realizuje się w roli konferansjera i prezentera, wykorzystując przy tym swoje dziennikarskie wykształcenie.