Mija dokładnie 28 lat odkąd zawodowo wszedłem w świat branży rozrywki. To wystarczająco długo, by przestać ekscytować się każdą nową karuzelą, a zacząć dostrzegać głębsze mechanizmy przemian.
Autorem komentarza jest Marek Pisarski – właściciel PAIT Consulting, Marek Pisarski – Imagineering. Jedyny polski juror w Park World Excellence Awards, członek jury European Star Awards, autor ponad 70 koncepcji, projektów parków, atrakcji tematycznych, centrów nauki, twórca i organizator kilkudziesięciu wystaw tematycznych i interaktywnych – www.marekpisarski.pl
Więcej analiz i komentarzy ekspertów sektora rozrywki
znajdziesz w Trendbooku Parkmag.pl.
W tym artykule:
Od klątwy do dojrzałości
Kilkanaście lat temu, pisząc w zachodniej prasie branżowej o „klątwie Michaela Jacksona” nad polskim przemysłem parków rozrywki, analizowałem rynek uwięziony między wielkimi, głównie zagranicznymi wizjami a brakiem lokalnych fundamentów. Przez dekady polska rozrywka była krainą niespełnionych obietnic.
Energylandia ostatecznie to fatum przełamała, wyznaczając nową, europejską skalę. Ale po blisko trzech dekadach widzę coś głębszego: domykamy cykl nadrabiania zaległości i wchodzimy w fazę kreowania własnej tożsamości. Jako prekursor nowoczesnego pisania o rozrywce w Polsce („Magazyn Atrakcje”), patrząc na obecny boom inwestycyjny, widzę jedno: trendy w naszym sektorze to nie są kolekcje ubrań zmieniające się co sezon. To wieloletnie cykle ewolucyjne, które trzeba umieć czytać z dystansem. Historia polskiej branży rozrywki pokazuje, że trendy zamykają się mniej więcej w cyklach 7-letnich.
Mój trend na 2026? Dojrzała dywersyfikacja napędzana zarówno kapitałem publicznym jak i prywatnym.
W odróżnieniu od tych, którzy skupiają się na technologicznych gadżetach, ja wskazuję na kluczową zmianę strukturalną: koniec ery przypadkowych projektów a początek systemowego budowania architektury doświadczeń.
Moje doświadczenia z odbudowy atrakcyjności turystycznej terenów w Sudetach najbardziej zniszczonych przez powódź w 2024 roku skłaniają do głębszej refleksji, że nowe inwestycje muszą być głęboko przemyślane i wkomponowane w dany region jako kompleksowe systemy doświadczeń odporne na kryzysy.
Trzy fundamenty transformacji:
1. Potęga publicznych miliardów
Szacuje się, że w ostatnich kilkunastu latach do sektora atrakcji, centrów nauki i nowoczesnej rekreacji trafiły gigantyczne środki z funduszy UE i Polskiego Ładu. To sprawiło, że rozrywka przestała być domeną hazardu inwestycyjnego, a stała się strategicznym elementem budowania atrakcyjności regionów.
2. Od importu do polskich narracji
Akademia Pana Kleksa dowodzi, że rodzime IP może konkurować z belgijską Pszczółką Mają. Legendia – czyli dawny lunapark Śląskie Wesołe Miasteczko – reinwestowała szukając polskich korzeni. Mandoria postawiła na średniowieczny temat szukając powiązania z wielkimi bazarami w okolicach Rzgowa z okresu polskiej transformacji. Sektor publiczny z mocno sfinansowanymi centrami nauki podniósł poprzeczkę jakościową w sektorze atrakcji.
Dziś prywatne parki muszą konkurować nie tylko między sobą, ale również obiektami publicznymi. To wymusza unikalność.
3. Koniec fascynacji samą skalą
Dwa miliony odwiedzających w Energylandii to wciąż tylko przystanek. Trendem będzie przejście od ilości atrakcji w ramach biletu do ich jakości. Wygrają obiekty, które zrozumieją, że gość wraca dla autentycznego storytellingu i emocji, których nie da się kupić z katalogu producentów z Niemiec czy Holandii. Według mojej wiedzy grupy inwestorzy zaczną wprowadzać nowe typy atrakcji tematycznych, szykują się też spektakularne przejęcia.
Co dalej?
Zdejmując klątwę Jacksona z polskiego przemysłu rozrywki daliśmy sobie prawo do marzeń. Teraz, po 28 latach w grze, czas na kreację własnej tożsamości, a nie tylko konsumpcję cudzych wzorców. Jesteśmy w najlepszym punkcie w historii – klątwa zniknęła, fundusze są, doświadczenie jest. Teraz liczy się odwaga.

CZYTAJ TAKŻE: Dlaczego przyszłość parków rozrywki w Europie Środkowej będzie całoroczna, immersyjna i namacalna?



