Apilandia

Apilandia: „Niskie ceny biletów? Chcemy, aby odwiedzało nas jak najwięcej osób”

Muzea i immersja

Rozmowa z Barbarą Łysoń, Dyrektor ds. Marketingu i PR Interaktywnego Centrum Pszczelarstwa Apilandia w m. Klecza Dolna obok Wadowic.

Polacy pokochali muzea interaktywne wypełnione multimedialnymi ekspozycjami, ekranami dotykowymi i rozwiązaniami audio. Możliwość brania czynnego, immersyjnego udziału w zwiedzaniu, to wartość, o której doskonale wiedzą w Apilandii. Z właścicielką tego miejsca – Barbarą Łysoń – mieliśmy okazję porozmawiać m.in. o genezie centrum, jego wyposażeniu, warstwie interaktywnej i roli pszczół w przyrodzie. Nie zabrakło również tematów społecznych i biznesowych, w tym m.in. tego, czy prywatne muzeum może sobie pozwolić na wyjątkowo niskie ceny biletów? Zapraszamy do lektury tekstu.

Kamil Lech: Jakim miejscem jest Apilandia, od kiedy istnieje i skąd pomysł na taki projekt?

Barbara Łysoń: – Jesteśmy Interaktywnym Centrum Pszczelarstwa, czyli najprościej mówiąc – Muzeum Pszczelarstwa zlokalizowanym w urokliwej okolicy w Kleczy Dolnej przy ul. Pszczelej 2. Znajdujemy się niedaleko Wadowic, a nazwa naszej ulicy nie jest przypadkowa. Kilka lat temu dzięki pomocy sołtysa miejscowości, rada gminy przychyliła się do prośby o nadanie właśnie takiej nazwy. Był to symboliczny gest związany z charakterem prowadzonej działalności. Jako ciekawostkę dodam, że niedaleko posiadamy także magazyny handlowe rozmieszczone… przy ul. Miodowej. (śmiech) Klecza Dolna płynie więc miodem. Wracając jednak do pytania – pierwsze otwarcie Apilandii miało miejsce w 2018 roku. Wówczas całą ekspozycję i scenografię zaprojektowałam sama. Już wtedy posiadałam wiedzę na temat turystyki pszczelarskiej, ponieważ wcześniej prowadziłam zajęcia w Skansenie Pszczelarskim w Karczowiskach Górnych niedaleko Elbląga. Branżowe doświadczenie ułatwiło mi więc planowanie i podejmowanie decyzji. Od 2015 roku pracuję w Kleczy Dolnej, wraz z mężem Tomaszem Łysoniem, i tutaj realizuje swoje pasje oraz cele zawodowe.

Zajmuje się Pani wyłącznie Apilandią, czy także inną działalnością w branży pszczelarskiej?

– Jestem współwłaścicielką firmy ŁYSOŃ. To rodzinna firma produkująca m.in. sprzęt pszczelarski oraz zajmująca się przetwórstwem produktów pszczelich. Mąż Tomasz założył przedsiębiorstwo 30 lat temu, a po drodze, m.in. we współpracy ze mną, zaczął realizować inne projekty, głównie w obszarze społecznym. Inicjatyw było naprawdę dużo. Organizowaliśmy kultowy rajd samochodów maluchów po Europie pod nazwą „Miód Kupujesz – Pszczoły Ratujesz”. Celem akcji była edukacja i przekonywanie społeczeństwa, że sadzenie roślin ma olbrzymią wartość. Kolejnym projektem była Apilandia, o której za chwilę szerzej opowiem, a rok później otworzyliśmy Fundację Apikultura. Jej główna idea orbituje wokół promowania pszczelarstwa, nauki o pszczołach i edukowania społeczeństwa.

Apilandia
Fot. Materiały nadesłane/Apilandia

Piszą Państwo, że Apilandia to jedyne miejsce w Polsce, gdzie w tak profesjonalny sposób promowany jest temat pszczół. O co dokładnie chodzi?

– W Polsce i ogólnie na całym świecie edukacja pszczelarska dzieci prowadzona jest w plenerze, w otoczeniu pasiek, roślin, zieleni i skansenów pszczelarskich. My, nasze cuda natury skrywamy w podziemiach. Apilandia znajduje się w budynku pochodzącym z 1914 roku i zajmuje 100 mkw. powierzchni. Patrząc na projekt czysto biznesowo, z perspektywy czasu trzeba przyznać, że podjęliśmy ryzykowną decyzję, aby opowiadać o pszczołach w zamkniętych pomieszczeniach. Na szczęście ta decyzja popłaciła. Dziś cieszymy się dużym zainteresowaniem, goście doceniają muzeum, jego urokliwość, unikatowość i walory edukacyjne. To efekt tego, że podchodzimy do tematu z pasją. Jako firma mamy na sztandarach misję edukowania, podnoszenia świadomości w obrębie pszczelarstwa, dlatego nie patrzymy na Apilandię pod kątem czysto finansowym. Muzeum opowiada o produktach pszczelich, roślinach miododajnych, roli pszczelarza i wreszcie – o samych pszczołach. Świetnie nadaje się na spotkania z dziećmi, dorosłymi i seniorami. Dlatego też dwa lata temu postawiliśmy kolejny krok w rozwoju i odświeżyliśmy ekspozycję. Tym razem współpracowaliśmy już z projektantami i architektami. Dołożyliśmy wszelkich starań, aby Apilandia przypadła gościom do gustu.

W jaki sposób opowiadacie Państwo o pszczołach i miodzie, aby kłaść nacisk na edukację?

– Wciąż mało wiemy o miodzie i jego zastosowaniu. Nasza świadomość społeczna rodzi wiele niewiadomych, niedomówień. Dlatego też w Polsce roczne spożycie miodu na jedną osobę wynosi zaledwie 1 kg, a  w Grecji jest to… 3,5 kg! To olbrzymia różnica. Po to więc edukujemy i tłumaczymy, jak zdrowy jest miód, opowiadamy o jego właściwościach antybakteryjnych, przeciwzapalnych. Podkreślamy, jak pomaga w gojeniu ran czy w poprawie trawienia. Podobnie mówimy o pszczołach i ich roli w przyrodzie. Staramy się, aby dzieci słuchały o ważnych rzeczach w Apilandii, a następnie stawały się edukatorami w swoich domach.

Apilandia
Fot. Materiały nadesłane/Apilandia

Co znajdziemy w środku muzeum? Jakie technologie multimedialne, sale z ekspozycjami?

– Jesteśmy wyposażeni w dużą liczbę eksponatów oraz urządzeń dotykowych i multimedialnych. Posiadamy ekrany multimedialne, quizy, tablice dotykowe, gry interaktywne, ale także urządzenia pszczelarskie w makro rozmiarach. Chodzi m.in. o podkurzacz pszczelarski mający ponad metr wysokości. Dzieci mogą się nim bawić, sprawdzać jego zastosowanie i funkcje. Dysponujemy czterema salami, w których zlokalizowane zostały cztery strefy tematyczne. Najpierw wchodzimy do sali, gdzie czujemy, jakbyśmy znaleźli się we wnętrzu ula. Jest ona zbudowana z plastrów, komórek. Tam opowiadamy o tym, jak wygląda anatomia pszczół, jak się pszczoły rodzą, dlaczego są tak kluczowe w naturze. Albert Einstein mówił, że kiedy wyginą pszczoły, ludzkości pozostaną najwyżej cztery lata istnienia. Nie wiem, czy to prawda, ale wiem, że bez miodu nasza dieta byłaby uboga.

Jak wyglądają pozostałe trzy sale?

– Druga sala mówi o roślinach miododajnych. Pokazujemy, jakie gatunki są wartościowe, które najlepiej zasadzić w ogrodzie. Kolejna sala opowiada o roli pszczelarza. Tutaj przedstawiamy kalendarz jego pracy w trakcie roku. Tłumaczymy jaką rolę odgrywa w kontakcie z pszczołami, jakich narzędzi używa, jak wygląda jego codzienna praca. Udowadniamy, że to nie tylko zawód dla starszych osób. Czwarta, ostatnia sala wyposażona jest ekran z modelami kwiatów rozmiaru max., na które pada światło z projektorów (tzw. mapping). Ukazuje ruch roślin i owadów. To magiczne miejsce, gdzie wyświetlamy autorskie filmy naszej produkcji. Jako Fundacja Apikulturastworzyliśmy np. serię filmów „Kala i Pszczoły”, która otrzymała patronat Ministerstwa Edukacji Narodowej! To duże wyróżnienie.

Apilandia
Fot. Materiały nadesłane/Apilandia

W jaki sposób ubiegać się o ministerialny patronat i co to dokładnie za projekt?

– To 13-odcinkowy serial opowiadający historię muppetki Kali, 9-letniej dziewczynki z poczuciem humoru, oraz Basi, pszczelarki dzielącej się wiedzą ze swoją małą przyjaciółką. Imię Basi nie jest przypadkowe i to mój pierwowzór. Filmy edukują, poszerzają wiedzę oraz uczą w ciekawy, humorystyczny sposób. Jak się otrzymuje patronat od ministerstwa? To przede wszystkim efekt wartości artystyczno-edukacyjnej całego projektu. Serial wpisał się w program nauczania. Aplikowaliśmy do ministerstwa o patronat w 2020 roku i się udało. Należy wypełnić odpowiednie wnioski, stworzyć merytoryczne materiały, wykazać walory edukacyjne.

Prowadzą Państwo w Apilandii warsztaty dla grup?

– Tak. Posiadamy różne pakiety, dzięki czemu jesteśmy elastyczni dla grup. Wizyta szkół czy przedszkoli polega na zwiedzaniu muzeum oraz uczestnictwie w zajęciach. Dzieci spędzaj u nas około 3 godzin i następnie oddają się urokom degustacji. Próbują różnych gatunków miodu, ale też oglądają pszczoły, wykonują np. mydełka, sole do kąpieli czy świece z wosku lub węzy pszczelej. Niedawno wprowadziliśmy też warsztat polegający na budowie hotelików dla dzikich zapylaczy. To prace manualne, kreatywne, związane z tematem pszczelarstwa, które przypadły dzieciom do gustu.

Jak wiele grup zorganizowanych do Państwa przyjeżdża?

– Około 70 proc. wszystkich osób odwiedzających Apilandię to grupy, a najgorętszym sezonem odwiedzin jest kwiecień, maj, czerwiec i wrzesień. Przyjeżdżają głównie dzieci w wieku od zerówki do 3. klasy szkoły podstawowej. Przyjmujemy dwie grupy w trakcie dnia o godz. 9 i 12. Zależy nam na tym, aby w Apilandii było spokojnie, nikt nikomu nie wchodził w drogę. To, co ważne, gwarantujemy maksymalne bezpieczeństwo, gdyż w trakcie sesji znajduje się u nas tylko jedna grupa warsztatowa.

Kto odwiedza Apilandię oprócz grup wycieczkowych?

– Przede wszystkim rodziny z dziećmi, głównie podczas weekendów. Można wybrać zwiedzanie bez przewodnika lub z przewodnikiem. Z reguły, jeśli ktoś przyjeżdża z malutkimi dziećmi, to chętniej wybiera opcję bez przewodnika. Dlaczego? Aby samemu, zgodnie ze swoim tempem i potrzebami, pooglądać wszystkie eksponaty, skorzystać z ekranów dotykowych i poczytać o Apilandii. Z kolei rodziny ze starszymi dziećmi wybierają opcję z przewodnikiem. Tutaj ważna kwestia. Nasi przewodnicy nauczeni są, aby wchodzić w interakcję z gościem. Zadawać pytania, odpowiadać na nie. Jest dużo poczucia humoru, ale zarazem wiedzy merytorycznej. Trzeba pobudzać umysły dzieci, bo szybko tracą one zainteresowanie. Dlatego też w centrum można wszystkiego doświadczać. Nie padają zdania w stylu „proszę tego nie dotykać”. Tak się nie dzieje.

Apilandia
Fot. Materiały nadesłane/Apilandia

A jeśli chodzi o inny typ turysty?

– Mamy grupy seniorów i Uniwersytety Trzeciego Wieku. Praca z takimi osobami rzadko rożni się od… pracy z dziećmi. Osoby starsze tak samo cieszą się, gdy zrobią ładną świeczkę z wosku pszczelego. Satysfakcja nie ma wieku. Odwiedzają nas również osoby z niepełnosprawnościami. To duża grupa, ponieważ oferujemy warsztaty wpływające na sensorykę. Co więcej? Mamy opcję oprowadzania gości w języku angielskim. Dlaczego? Ponieważ odwiedzają nas mieszkańcy różnych krajów Europy, ale także obywatele np. Japonii, Arabii Saudyjskiej czy Izraela.

Jak prezentuje się ogólna frekwencja i sezonowość?

– W ubiegłym roku przyjęliśmy do Apilandii około 20 000 odwiedzających. Mamy ograniczenia lokalizacyjne, więc nie możemy przesadzić z liczbą gości. W trakcie jednego miesiąca odwiedza nas 1500-1800 osób. Turyści przyjeżdżają z miejscowości oddalonych do 100 km od Kleczy Dolnej.

Apilandia
Fot. Materiały nadesłane/Apilandia

Jesteście Państwo prywatnym muzeum, a bilety wstępu nie są zbyt wygórowane. Jak więc Apilandia „spina się” finansowo?

– Rzeczywiście mamy niskie ceny biletów. Bilet normalny z przewodnikiem kosztuje jedynie 27 zł, a bilet ulgowy z przewodnikiem 25 zł. Skąd takie stawki? Apilandia nie jest corem biznesowym naszej rodziny. To miejsce z misją i konkretnym celem. Zarabiamy pieniądze w innej działalności, głównie w firmie ŁYSOŃ, gdzie sprzedajmy sprzęt do 90 krajów na całym świecie. Do Apilandia nie dokładamy, ale funkcjonujemy na odpowiednim poziomie. Takie założenia przyświecały nam od samego początku. Sama jestem mamą, więc doskonale wiem, ile potrafi kosztować wycieczka szkolna. Transport, obiad, zwiedzanie, warsztaty – to wszystko stanowi dla rodziców koszt. Nam zależy na tym, aby centrum odwiedzało jak najwięcej osób, a umożliwi to wysoka jakość oferty i właśnie atrakcyjne ceny. Poza tym, bilety to nie wszystko, bo zyski w Apilandii osiągamy również w inny sposób. To także sprzedaż miodów, gadżetów, pamiątek. W zasadzie każde dziecko, które od nas wyjeżdża, przywozi do domu słoiczek miodu. Wydaje na niego pieniądze, jednocześnie robiąc prezent dla rodziny i całego domu.

Macie Państwo storytellingową stronę internetową. Ważny jest dla Państwa wizerunek?

– Strona internetowa została przygotowana w taki sposób, aby dobrze się pozycjonować. Jeśli chodzi o jej strukturę i estetykę, to ważne były dla nas detale i drobne elementy. Kluczowa jest też funkcjonalność witryny. Posiadamy np. system rezerwacji online, lecz często obserwujemy sytuację, że goście wchodzą na stronę, a następnie dzwonią do nas, bo mają wiele pytań dotyczących pakietów cenowych. Tak to wygląda. Natomiast jeśli chodzi o obszar reklamy Apilandii, to najwięcej wycieczek mamy w wyniku polecenia oraz obserwacji naszych mediów społecznościowych. Tam komunikujemy się z użytkownikami. Co więcej? Stawiamy na unikatowość miejsca, ale także na działania tradycyjne jak np. banery przy ruchliwych drogach. Ważne są zewnętrzne współprace również stanowiące formę reklamy.

Apilandia
Fot. Materiały nadesłane/Apilandia (Barbara Łysoń)

O czym dokładnie mowa? Z kim Państwo współpracujecie?

– Tak naprawdę z różnymi podmiotami. Jeśli mówimy o atrakcjach dla turystów to np. z Energylandią. Często jest tak, że w okresie letnim, gdy pada deszcz i pogoda nie sprzyja, to goście parku przyjeżdżają do nas. My z kolei polecamy naszym odwiedzającym Energylandię, opowiadając o jej walorach i atutach. Ponadto obecnie szykujemy nowe rozwiązanie. Chodzi o wspólny pakiet biletów z parkiem rozrywki. Mówiąc o współpracach, to mamy też dobre relacje z lokalnym samorządem – Gminą Andrychów i Gminą Wadowice. To ważne dla biznesu, a także dla prowadzenia działalności turystycznej.

Jak bardzo kosztowne było utworzenie Apilandii?

– Zacznijmy od tego, że w 2018 roku nie udało się skorzystać z żadnej formy zewnętrznego dofinansowania. Dlatego też sami przygotowaliśmy Apilandię, a nie we współpracy z partnerem. Gdziekolwiek nie dzwoniliśmy, od razu słyszeliśmy pytanie, „jakim budżetem dysponujemy”. A w zasadzie ciężko nam było ująć inwestycję w konkretny kosztorys. Nie mieliśmy doświadczenia, prace realizowaliśmy własnym sumptem. Ekspozycje wykonywała nam firma lokalna i trzeba przyznać, że urządzenie muzeum było wyzwaniem logistycznym oraz finansowym. W centrum posiadamy np. instalację rury miodem płynącej. To urządzenie dużo kosztowało, jak i wiele innych elementów. Początkowo nie zakładaliśmy tego. Jednak w ciągu trzech lat od rozpoczęcia działalności wydatki się zrefinansowały, a oczekiwania zostały spełnione.

Apilandia
Fot. Materiały nadesłane/Apilandia (Barbara Łysoń)

Jaka była największa trudność przy uruchamianiu centrum?

– Na pewno duże wzywanie stanowił montaż i instalacja rozwiązań multimedialnych. Po pierwsze zaskoczyły nas kwoty urządzeń, a także koszt stworzenia grafik, filmów i innych multimedialnych materiałów. Wydawało się, że będzie to mniej odczuwalne. Następnie wyzwaniem była współpraca z podwykonawcami. To skomplikowany proces. Nie zawsze wszystko działo się płynnie. Kolejna rzecz – awaryjność instalacji. Szybko okazało się, że niektóre rozwiązania ulegają drobnym uszkodzeniom – przepalona lampa w rzutniku, niedziałający komputer itp. Przez to musiałam obniżać ceny biletów, co w efekcie wpływało na ogólny odbiór muzeum.

Jakie mają Państwo główne cele na 2026 rok?

– Na pewno zwiększenie liczby odwiedzających. Chciałabym, aby frekwencja wzrosła z 20 na 25 tys. osób rocznie. Ponadto myślę o realizacji strategicznych inwestycji. Chodzi o wyjście z Apilandią w plener. Zaraz obok firmy kupiliśmy nieruchomość, gdzie posiadamy spory zielony plac. Docelowo chcemy zaadaptować teren na ścieżkę edukacyjną. Zamierzamy pokazywać prawdziwie rośliny miododajne, wybudować altanki i przestrzeń do wypoczynku. To nasze najbliższe marzenie i główne oczekiwania od trwającego roku. Mam nadzieję, że plany uda się zrealizować.

Rozmawiał Kamil Lech

Czytaj także

Newsletter