Agnieszka Bodziachowska, Olga Kelm, Mikołaj Milcke, Dominika Michałowska

Uczestnicy „The Traitors. Zdrajcy” stworzyli grę przygodową. „Cudowny event psychologiczno-integracyjny” [WYWIAD]

Wywiad

Uczestnicy programu „The Traitors. Zdrajcy” w TVN stworzyli autorską grę live-action: „W cieniu”.

The Traitors. Zdrajcy” to niekwestionowany przebój telewizji TVN. Format, luźno inspirowany zasadami gry towarzyskiej “Mafia”, podbił już ponad 20 krajów na świecie. Polska nie jest wyjątkiem. Już wkrótce show doczeka się w naszym kraju trzeciego sezonu. Tymczasem uczestnicy pierwszej edycji “Zdrajców” – Olga Kelm, Agnieszka Bodziachowska, Mikołaj Milcke i Dominika Michałowska – po zakończeniu programu pozostali w świecie gier towarzyskich i w branży doświadczeń. Prowadzą projekt “Gramy Dalej”, promujący gry, miejsca i koncepty rozrywkowe. Stworzyli też własną grę przygodową – W cieniu”.  Z twórczyniami i twórcą rozmawiamy o ich autorskim koncepcie, o inspiracjach, oraz o korzyściach osobistych i zawodowych z organizacji i uczestnictwa w grach.

Łukasz Jadaś, Parkmag.pl: Wszystko zaczęło się od „The Traitors”. Co takiego zdarzyło się w “Zdrajcach” i po ich emisji, że postanowiliście założyć „Gramy Dalej”?

Olga Kelm: “The Traitors. Zdrajcy” to specyficzny program. Wszyscy bardzo się w nim polubiliśmy, ale ze względu na jego format trzeba było na siebie uważać i zachować duży dystans do wszystkiego co się tam działo. Po nagraniach okazało się jednak, że po prostu nie możemy się ze sobą rozstać. Spotykaliśmy się więc zarówno w trakcie emisji “Zdrajców” jak i po jej zakończeniu. Na jednym z tych spotkań, w sierpniu rok temu w Łodzi, zagraliśmy w grę miejską Moonstreet. Bawiliśmy się tak dobrze, że zaczęliśmy spotykać się coraz częściej, a gry stały się doskonałym pretekstem.

Ważne było to, że podczas naszych spotkań i gier praktycznie nie korzystaliśmy z telefonów, poza momentami, kiedy były potrzebne w rozgrywce. Znowu byliśmy ze sobą tak, jak w programie. Spodobał się nam ten klimat i zdecydowaliśmy, że chcemy to kontynuować: spotykać się co jakiś czas i po prostu grać.

Olga Kelm
Fot. Olga Kelm

Mikołaj Milcke: Ważną częścią „The Traitors” było to, że jako uczestnicy nie mieliśmy dostępu do telefonów. Odebrano nam wszystkie urządzenia elektroniczne. Byliśmy podczas gry całkowicie offline. Był to czas bardzo eksploatujący emocjonalnie, to mimo wszystko wspominam go bardzo dobrze. Bez telefonu, bez sprawdzania, bez scrollowania, bez wrzucania postów, bez czytania komentarzy.

To wszystko doprowadziło nas do tego, że postanowiliśmy rozwinąć myśl. Bo da się grać, bawić, żyć bez telefonu. Owszem, pokazujemy to w social mediach i na smartfonach, bo w dzisiejszych czasach nie da się inaczej. Nasz pomysł nazywa się „Gramy Dalej” i mówmy nim: odłóż telefon, bądź offline, spójrz na ludzi wokół, weź kartkę i długopis, karty, gumę do skakania i spędźcie razem czas. Wesoło, produktywnie, kreatywnie, bez scrollowania. W projekcie są osoby z obydwu edycji “The Traitors”, ale goście specjalni znani z telewizji, internetu lub innych aktywności. 

Bardzo mocno to akcentujecie. Piszecie o sobie, że “gracie bez telefonów, za to z prawdziwymi emocjami” i że pokazujecie, „jak fajnie żyć offline”. Uważacie, że smartfony i social media są konkurencją dla „wychodzenia z domu” i aktywności i rozrywki między ludźmi?

Mikołaj Milcke: Smartfony i wszelkie inne urządzenia elektroniczne nie są konkurencją dla relacji międzyludzkich. Jeśli są źle używane albo nadużywane, są dla nich zabójcze.

W autobusach i tramwajach cały czas widzę młodych ludzi, którzy niby jadą gdzieś razem, ale w ogóle sobą nie rozmawiają. W uszach mają słuchawki, a oczy wlepiają w ekran telefonu i piszą do siebie na messengerze. To nie jest normalne. My jesteśmy wyraźnie „starszymi” ludźmi, którzy pamiętają, że czas ze znajomymi spędzało się inaczej. Bawiliśmy się w zabawy i graliśmy w gry, które nie wymagały elektroniki: potrzebne był drugi człowiek. 

Olga Kelm: Statystyki są zatrważające. Według danych NASK spędzamy online już średnio nawet 6 godzin dziennie. Moim zdaniem będzie jeszcze gorzej. Owszem, ludzie zaczynają dostrzegać problem, ale to wciąż za mało. Najważniejsza jest świadomość, której często brakuje szczególnie wśród rodziców. Dorośli często nie kontrolują tego, co ich dzieci robią w internecie, ile czasu spędzają przed ekranem i jakie treści wyświetlają.

W „Gramy Dalej” chcemy pokazać prawdziwe bycie ze sobą – choćby poprzez proste gry i rozmowy. Nie chcemy „zabierać” telefonów, bo nie tędy droga, ale zależy  nam na zwróceniu uwagi  na problem.

Mikołaj Milcke: Internet to jest kij, który ma dwa końce. To jest drzewo dobrego i złego. Social media i smartfony są, już zawsze będą, nie zlikwidujemy ich. Natomiast chcemy pokazywać ten świat relacji międzyludzkich offline: bardziej naturalny, nie zakrzywiony przez filtry, nie zdominowany przez media społecznościowe. Chcemy pokazać tę równowagę.

Mikołaj Milcke
Fot. Mikołaj Milcke

Podczas programu trudno było Wam przyzwyczaić się do życia  bez telefonu? 

Agnieszka Bodziachowska: Tylko na początku wizja braku telefonu wydawała się straszna. Później nikt już o tym nie myślał, Tę pozorną pustkę wypełnili ludzie. Poszło bardzo łatwo. Silne relacje udało się nam nawiązać także dlatego, nie było rozpraszaczy. Główną rozrywką było bycie razem: rozmowy, gra w szachy, bilard. Wszystko offline.

Olga Kelm: Całe doświadczenie było ciekawsze i bardziej intensywne dzięki temu, że nie mieliśmy tego “łańcucha”.Wspominam je trochę jak kolonie czy obozy sprzed lat, kiedy miało się tylko siebie nawzajem.

Promujecie spędzanie czasu offline przez gry i rozrywki towarzyskie – to jedno. Ale w pewnym momencie poszliście o krok dalej i zrobiliście własną grę:  “W cieniu”. Jak to się zaczęło? Czym w ogóle jest ta gra?

Mikołaj Milcke: To nie jest jakaś tam gra. To cudowny i niezwykły event psychologiczno-integracyjny, doświadczenie immersyjne, scenariusz team-buildingowy klasy premium. Nawiązuje oczywiście do naszych przeżyć z „The Traitors”, jest to jednak tak naprawdę zupełnie inna rozgrywka i zupełnie inne uniwersum. To, co łączy obie gry, to emocje. Uczestnicy “W cieniu” dostają bilet i przepustkę do tego, co myśmy czuli będąc w programie. Siłą własnych umysłów stworzyliśmy zupełnie nowy produkt, który pokazujemy gościom i mówimy: poczujcie to, co my czuliśmy będąc na zamku. Gdy obserwujemy ludzi, z którymi gramy, możemy śmiało powiedzieć, że są to emocje nie mniejsze niż nasze w “The Traitors”.

Agnieszka Bodziachowska: To prawda, ludzie wkręcają się w naszą grę właściwie już od pierwszego momentu.

Jak przebiega sama gra?

Olga Kelm: Gra “W cieniu” łączy wiele koncepcji i formatów. Czy to LARP? RPG jak Dungeons and Dragons? Gra towarzyska? Trudno ją jednoznacznie zaszufladkować. W rozgrywce wykorzystujemy m.in różne karty, będace “game-changerami”, a także inne modyfikatory jak kamienie czy kulki. Podczas gry jesteśmy przebrani. Pierwszy test “W cieniu” odbył się z udziałem osób, które doskonale znają się na tego typu rozgrywkach i  bardzo im się spodobało.

Gra W Cieniu
Fot. „W cieniu”

Mikołaj Milcke: Gracze nie wiedzą, czego się spodziewać. Mogą spodziewać się tylko tego, że spotkają nas, uczestników programu „The Traitors”. Dopiero w trakcie rozgrywki przekonują się, że to nie jest żart i luźna, lekka gierka. Dociera do nich, że wszystko, co mówię, ma znaczenie, że wszystko, co oni powiedzą, może mieć wpływ na wyniki, że żaden element gry nie pojawia się w niej bez powodu.

Olga Kelm: Widzowie oglądający „The Traitors” na kanapie przed telewizorem zastanawiają się i oceniają zachowania uczestników. „Jak ona mogła to zrobić?”, „Dlaczego on tak powiedział?,” itp. Kiedy jednak sami zagrają w grę “W cieniu” i poczują te same emocje, angażują się w nią w stu procentach  i zaczynają rozumieć, że oni też mogą reagować i myśleć w podobny sposób. Wciąż zaskakuje nas, jak bardzo gracze angażują się w naszą grę i jak mocno ją przeżywają.

Agnieszka Bodziachowska: Byliśmy świadkami wielu takich sytuacji w których gra się kończyła, a uczestnicy nadal potrzebowali czasu, by ją omówić i porozmawiać o tym, co się wydarzyło.

Mikołaj Milcke: Podczas „Gry w cieniu” ludzie dowiadują się o sobie takich rzeczy, jakich w innych okolicznościach by się o sobie nie nie dowiedzieli. Dowiadują się, czy mają skłonność do zemsty lub ryzyka, czy  łatwo przychodzi im kłamanie albo demaskowania kłamstwa,  czy są spostrzegawczy,  czy działają w emocjach, czy umieją w strategię.  Dowiadują się, ile są w stanie zrobić, żeby utrzymać się w grze jeszcze jeden etap. I bywa, że ta nowa wiedza jest szokująca. Dlatego projekt “W Cieniu” to nie jest zwykła gra. 

Gra W cieniu
Fot. „W cieniu”

Nie byliście do tej pory zawodowo związani z tworzeniem gier i doświadczeń. Czym zajmujecie się podczas rozgrywki i jak dbacie o immersję? W jaki sposób “zanurzacie” graczy w uniwersum swojej gry?

Mikołaj Milcke: Ja jestem zawodowo związany z wymyślaniem historii, a “W cieniu” jest to swojego rodzaju historia, przez którą prowadzimy graczy. Kieruję zasadniczą rozgrywką i prowadzę uczestników przez całą grę. Mówię im, co za chwilę się wydarzy, rozwijam scenariusz, urządzam różnego rodzaju „zmyłki”. Olga pilnuje porządku, czasu, i tego, by gra przebiegała zgodnie z zasadami. To, czym zajmuje się Agnieszka i Dominika, musi pozostać dla graczy tajemnicą.

Agnieszka Bodziachowska: Mogę tylko powiedzieć, że z zamiłowania lubię łamigłówki i quizy, mam doświadczenia w teleturniejach, więc wszystkie atrakcje i zagadki w „Grze w cieniu” to moja działka.

Agnieszka Bodziachowska
Fot. Agnieszka Bodziachowska

Olga Kelm: Na początku gry zabieram uczestnikom telefony. Co ciekawe, po zakończeniu gry wielu z nich często zapomina o tym i nie pyta o urządzenia. Z każdą chwilą immersja staje się coraz głębsza.

Agnieszka Bodziachowska: Gracze rzeczywiście zanurzają się w naszą grę. Fascynujące jest to, że gra wydaje sie zespołowa tylko z pozoru – ostatecznie chodzi o indywidualne przetrwanie co czyni ją jeszcze bardziej intrygującą. Tak samo było w „The Traitors”. Niby rozmawialiśmy ze sobą miło i swobodnie, ale każdy uważał na to, co mówi, co robi, jak się zachowuje. Już same zasady i nastrój sprawiają, że udaje się zapewnić graczom immersję.

Wideo: „W cieniu”

W programie “The Traitors. Zdrajcy” immersja udzielała się też widzom. Gdy „wbijaliście komuś nóż w plecy”, to wciąż był to element rozgrywki. Tymczasem mam wrażenie, że część widzów tej granicy po prostu nie odczuwała i Wasze decyzje jako graczy traktowała jako prawdziwą “zdradę” w relacjach między Wami.

Mikołaj Milcke: Może to właśnie pokazuje, że program jest naprawdę dobrze zrobiony. Skoro widzowie tak bardzo się w niego angażują, identyfikują z uczestnikami, kibicują im i współczują tym, którzy zostają wyeliminowani — to chyba najlepszy dowód na siłę tej gry.

Agnieszka Bodziachowska: Gdybyśmy my, jako uczestnicy, nie weszli w tę grę na sto procent, to nie byłoby czego oglądać. Daliśmy z siebie wszystko. W ostatniej naszej grze “W cieniu” szczególnie zwróciłam uwagę na panią, która grała rolę „złej”. Była w to naprawdę bardzo mocno zaangażowana i przeżywała to intensywnie. Mam wrażenie, że to doświadczenie towarzyszyło jej jeszcze przez kilka dni po zakończeniu rozgrywki. To nie była dla niej tylko chwilowa rola do odegrania — naprawdę to przeżyła i jestem przekonana, że tak właśnie było.

Wspomnieliście już o grze Moonstreet w Łodzi. Byliście też w miejscach takich jak TepFactor, Smash & Fun czy Quizmate. Wizyty w takich miejscach to dla was jeszcze tylko zabawa, czy też już biznesowa inspiracja?

Agnieszka Bodziachowska: Pierwsza rozgrywka w Moonstreet była super okazją, by spotkać się z osobami z programu, bo dawno się nie widzieliśmy. Zorganizowaliśmy sporą ekipę, więc była to głównie forma rozrywki. Jednak każdy kolejny raz, każda nowa atrakcja czy aktywność, którą testujemy, daje nam cenne doświadczenia. Dzięki temu możemy wyłapać najlepsze pomysły i spróbować wdrożyć je u nas.

Olga Kelm: Wchodzimy we wszystko co robimy na sto procent. Gdziekolwiek jedziemy, robimy to naprawdę – gramy, bierzemy udział w atrakcjach, niczego nie udajemy i nie inscenizujemy. Przechodzimy wszystko od początku do końca, bo daje nam to ogromną frajdę. Największą radość sprawia nam to, że jesteśmy razem, że możemy robić coś bez telefonów, coś prawdziwego i nowego. Myślę, że właśnie to widać w naszych działaniach.

Mikołaj Milcke: Ważną inspiracją dla mnie był za to program „99 – gra wszystko” w telewizji TTV, w którym również braliśmy udział. Były tam gry i zabawy, które na pierwszy rzut oka wydają się banalnie proste, ale kiedy przychodzi do ich realizacji, okazuje się, że wcale tak nie jest. W naszej grze jest podobnie — zadania wyglądają na łatwe, a do ich wykonania potrzebna jest dobra strategia i współpraca. 

Odwiedzając różne miejsca, rozmawiacie z właścicielami i zarządcami. Czy oni traktują was jako konkurencję? Czy dzielą się z wami swoim know-how?

Agnieszka Bodziachowska: Nie, absolutnie nie odbierają nas jako konkurencji — bo my nią po prostu nie jesteśmy. Wręcz przeciwnie, takich miejsc powinno być więcej, bo wciąż jest ich za mało. 

Mikołaj Milcke: Jesteśmy dla nich “mikrofonem”, pasem transmisyjnym — pokazujemy światu te wyjątkowe rzeczy, które mają do zaoferowania. Na przykład rok temu byliśmy w Pabianicach, w Forest Escape pod Łodzią. W nocy biegaliśmy po lesie, a towarzyszył nam… pan z siekierą. Niesamowita zabawa! Wspominam to z uśmiechem i wiem, że sporo osób dzięki nam dowiedziało się o tym miejscu i też nocą biegali po lesie.

Olga Kelm: Inne niezapomniane doświadczenie to Powstanie Warszawskie w escape roomie Black Cat w Warszawie — poczuliśmy się, jakbyśmy naprawdę znaleźli się na wojennej warszawskiej ulicy. Emocje były ogromne.

Black Cat Escape Room
Fot. Black Cat Escape Room

Wspomnieliście, że od pomysłu do realizacji „Gry w cieniu” minął rok. W projekt zainwestowaliście swój czas, ale przygotowanie takiej gry to także nakłady finansowe.

Olga Kelm: Oczywiście wiązało się to z pewnym wydatkiem, choć nie była to ogromna inwestycja. Jednak dzięki temu mamy komplet potrzebnych rzeczy i całość prezentuje się naprawdę dobrze.

Agnieszka Bodziachowska:  W dopięciu całości pomaga scenografia. Kluczowa jest lokalizacja i otoczenie. Najlepiej gdy gra odbywa się w zamku lub pałacu — z ciekawymi, klimatycznymi salami, zaprojektowanymi tak, że można w pełni poczuć atmosferę tego miejsca. Chcemy, by nasze wydarzenia odbywały się właśnie w takich wyjątkowych przestrzeniach.

Olga Kelm: Gra może odbywać się właściwie wszędzie, ale to właśnie miejsca takie jak zamki, z ich wyjątkowym klimatem i tajemniczością, podbijają całą atmosferę. 

Mikołaj Milke: Pomijając jednak lokalizacje, to gra jest też zupełnie samodzielnym modułem. Jest unikalną i niebanalną rozrywką. Nikt inny w to nie zagra, ani też nikt inny tego nie zrobi, bo to my jesteśmy uczestnikami „Zdrajców” i to jest nasz autorski pomysł. Co więcej, grę można rozszerzyć i to też wzięliśmy pod uwagę.

Możemy poszerzyć tę grę o dodatkowy moduł – po samej można zorganizować jej profesjonalną analizę. To ważne dla biznesowych klientów. Może to być np. rozmowa z psychologiem, specjalistą od emocji albo ekspertem HR, który rzuci zupełnie nowe światło na grę, na zachowania, decyzje i reakcje uczestników. Mieliśmy taki przypadek, kiedy jedna z uczestniczek dosłownie „wykosiła” swoje najbliższe przyjaciółki, z którymi przyszła. Sama była w szoku, że to zrobiła. Z tej gry wychodzi się z całkiem nową wiedzą o sobie. 

Organizowaliście grę dla warsztatów dla kobiet. Jakie były reakcje jej uczestniczek?

Mikołaj Milcke: Przede wszystkim były zdziwione, że można się tak wciągnąć — że to całkowicie pochłania i wyłącza ze świata. Grasz i zapominasz o wszystkim dookoła. Tak samo było w „Zdrajcach”. Wszeliśmy do gry i inna rzeczywistość przestała istnieć. One były wręcz zafascynowane i zdzwione tym, jak reagowały i dlaczego właśnie tak reagowały.

Były pod wrażeniem, jak świetnie ta gra została wymyślona i jak doskonale łączą się w niej dwa światy – niczym suwak, który idealnie się zazębia. To wszystko jest perfekcyjnie zszyte, bez miejsca na przypadek. W tej grze nic nie dzieje się bez naszej kontroli. Całe jej piękno polega właśnie na tym, że jest tak pomysłowa, dopracowana w każdym szczególe — prawdziwa perełka, która błyszczy i przyciąga uwagę.

Czy każdy może zagrać w grę “W cieniu”?

Olga Kelm: Pierwszym naszym planem było to, by gra była przeznaczona dla biznesu na potrzeby integracji firmowych czy szkoleń. I choć w tym obszarze sprawdza się doskonale, wiemy już, że możemy ją zorganizować dla wszystkich, na takie okazje jak urodziny, czy spotkania w gronie znajomych. Wyjątkiem są dzieci, bo to nie jest łatwe doświadczenie.16 lat to minimalny wiek, w którym można zagrać.

Jesienią planujemy pierwszą próbną otwartą grę dla wszystkich. Prawdopodobnie zagra w nią ok. 25 nieznanych sobie osób. 

Mikołaj Milcke: Podobno casting do naszego sezonu “The Traitors” był jednym z lepszych w historii polskiej telewizji. Szczerze mówiąc, gdybym był na miejscu naszej stacji-matki, TVN, to przy premierze trzeciego sezonu na pewno wykorzystałbym fakt, że w pierwszej edycji byli tak kreatywni uczestnicy, którzy wymyślili zupełnie nowy produkt 

Jak zatem można zagrać?

Wystarczy wejść na GraWcieniu.pl – tam dostępne są wszystkie informacje. Działamy też na Instagramie jako „Gramy Dalej„. Jeżeli chodzi o grę “W cieniu” dla wszystkich – już niedługo damy wszystkim możliwość dołączenia, więc na pewno będzie można się z nami skontaktować. Planujemy stworzyć wydarzenie i rozesłać informacje wszędzie, gdzie się da. Na początek będzie to jeden próbny termin tej gry, otwarty dla wszystkich, którzy będą chcieli w nią zagrać.

A jaka jest waszym zdaniem największą wartość z gier i konceptów takich jak “W cieniu” czy escape roomy Black Cat albo gry Moonstreet?

Olga Kelm: Bycie naprawdę ze sobą — tak na serio w skupieniu, słuchając drugiej osoby. Często gramy w takie gry, które nie tylko wymagają wykonania jakiegoś ruchu, ale też zmuszają do mówienia. Patrzymy sobie w oczy, odczuwamy emocje, walczymy o to, kto pierwszy, kto wygra…To bardzo przypomina mi moje dzieciństwo. I tego życzę każdemu — zwłaszcza ludziom z pokolenia lat 80, bo nasze dzieciństwa to zupełnie inna rzeczywistość niż to, co teraz przeżywają dzieci. 

Mikołaj Milcke: Chciałbym, żeby każdy miał szansę naprawdę pobyć ze sobą, tak jak my to robimy. Uważam, że gry, w które gramy — zarówno „W cieniu”, jak i te, które będziemy pokazywać na Gramy Dalej – to wyrwanie się z tej cyfrowej papki, która niekoniecznie wpływa na nas dobrze. Psychicznie i fizycznie. 

Jestem fanem prostoty i uważam, że to właśnie w prostocie tkwi największa atrakcja. Najprostsze rzeczy, najprostsze gry są dla mnie najfajniejsze, dlatego cały czas ciągnę w tę stronę. Balony, kubki, kartka, długopis i jedziemy. 

Agnieszka Bodziachowska: Dla mnie najważniejsi są przede wszystkim ludzie i interakcje między nimi. Kiedy uczestniczymy w różnych rozrywkach, poznajemy też często właścicieli tych miejsc, rozmawiamy z nimi, a ich historie bywają naprawdę ciekawe i inspirujące. Myślę też, że wielu rodziców szuka sposobów, by spędzić czas ze swoimi dziećmi — porozmawiać z nimi, dobrze się razem bawić, zamiast pozwalać, by dzieci całe dnie spędzały przed ekranami. Dlatego uważam, że to świetna forma rozrywki, która pozwala połączyć przyjemne z pożytecznym.

Moonstreet Łódź
Fot. Moonstreet

Mikołaj Milcke: Pamiętam jak za dzieciaka godzinami rzucaliśmy z bratem flamastrami do cylindra. Ćwiczyliśmy celność rzucając mazaki z różnej odległości. To było naprawdę cudowne, absolutnie wyjątkowe. A potem były podchody, w które graliśmy namiętnie całe wakacje. Biegaliśmy po lesie i po mieście, szukając strzałek, zadań, wyprowadzenie w pole. Zabawa w chowanego trwała godzinami i była świetne! Chcemy w jakimś zakresie tamte czasy przywołać. 

Agnieszka Bodziachowska: To naprawdę łączy — nasza wspólna przygoda, której doświadczyliśmy w programie “The Traitors”, stała się więzią na całe życie. Choć trwała tydzień czy dwa, mogliśmy mieć wrażenie, że spędziliśmy tam rok.

Olga Kelm: Byliśmy jak dzieci — a przyjaźnie z dzieciństwa potrafią trwać naprawdę długo. W dorosłym życiu trudno nawiązać tak mocną relację, ale my mieliśmy do tego idealne warunki, dokładnie takie, jak wtedy, gdy byliśmy dziećmi. Mam nadzieję, że uda nam się tę więź utrzymać. Jesteśmy już po programie dwa lata, a mimo to wciąż chcemy się widywać. Spotykamy się, świetnie bawimy i mamy z tym same dobre skojarzenia. To naprawdę ma sens — w końcu gry zostały stworzone właśnie po to. Po to, by integrować, bawić i wzbudzać emocje. I my chcemy to robić dalej — bo to dla nas coś wyjątkowego. 

Mam wrażenie, że nadal dla was największym zwrotem z tej inwestycji jest tu „fun”. Tymczasem czasami jest tak, że zamiana hobby na pracę czy stałe zajęcie może odebrać całą zabawę.

Mikołaj Milcke: Bo w ogóle fun w życiu jest najważniejszy. Nawet jeśli ktoś zarabia bardzo duże pieniądze, ale nie ma radości z tego, co robi, to staje się to po prostu nieprzyjemne. Gra „W cieniu” cały czas się rozwija, nabiera kształtu. Może w ciągu dziesięciu lat wymyślimy dziesięć innych gier, w które będziemy grali zamiast „W cieniu”. Choć myślę, że ten pomysł jeszcze długo będzie miał wzięcie. Bo jest absolutnie wyjątkowy. 

Na pewno oglądaliście drugi sezon “The Traitors”. Jakie macie refleksje po emisji?

Mikołaj Milcke: Trzeba powiedzieć jasno – i mówię to bez żadnej megalomanii –  to my wyznaczyliśmy standard. Wszystko, co potem do tego standardu nawiązuje. Ktoś może nam zarzucić, że byliśmy zbyt grzeczni, za bardzo kulturalni czy taktowni, ale my poszliśmy tam nie po sławę, nie po skandal, nie po to  żeby kręcić dramę, tylko  po prostu zagrać w inteligentną grę. Widzowie to docenili. Poradziliśmy sobie w niełatwym miejscu w ramówce. Przypomnę, że nasze odcinki kończyły się w środę o godz. 23. Nasi następcy dostali niedzielny wieczór. Lepiej się nie da. I  postawili bardziej na widowiskowość i dramatyzm. Oczywiście, są fajni, interesujący, ale zupełnie inni od nas. I bardzo dobrze, że tacy są, bo gdyby byli zbyt podobni, zrobiłoby się nudno. Po co widzowi drugi raz to samo widowisko? Produkcja wybrała osoby z inną energią, z inną emocją, z inną motywacją – i to było dobre posunięcie.

Olga Kelm: Przyznam, że oglądało mi się to naprawdę dobrze. Dość szybko przyzwyczaiłam się do nich. Z resztą my się już poznaliśmy. Przyjeżdżają do nas na nagrywki do „Gramy Dalej”. Jestem bardzo ciekawa, jak będzie wyglądać trzecia odsłona programu. Z każdą kolejną widać, że coraz mocniej stawiają na ten program, a sam format wyraźnie ewoluuje. Myślę, że trzecia część może naprawdę zaskoczyć, więc bardzo, bardzo na nią czekam.

Agnieszka Bodziachowska, Olga Kelm, Mikołaj Milcke, Dominika Michałowska
Fot. „W cieniu”

© 2025 Parkmag.pl. Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. W przypadku wykorzystania fragmentów tekstu wymagane jest podanie źródła.

Czytaj także

Newsletter