Prace firmy Art Creator dobrze znają fani festiwali muzycznych, a ich instalację będzie można podziwiać także w parku rozrywki. Na gości Hossolandu na Pomorzu czeka ich animatroniczny wieloryb. Art Creator to firma specjalizująca się w tworzeniu unikatowych instalacji artystycznych oraz rzeźb. Pracują dla festiwali muzycznych, parków rozrywki i innych miejsc wymagających kreatywnych aranżacji. Jaką rolę pełnią takie rzeźby na festiwalu, a jaką w parku rozrywki? Od czego zacząć myślenie o atrakcji łączącej sztukę z rozrywką? Rozmawiamy z Andrejem Shevcovem, założycielem i właścicielem Art-Creator.pl.
Łukasz Jadaś, Parkmag.pl: Trafiłem na Wasze instalacje dzięki parkowi rozrywki Hossoland, dla którego stworzyliście ruchomego wieloryba. Okazało się jednak, że prace Art Creator widziałem także na festiwalach muzycznych.
Andrej Shevcov, Art-Creator.pl: Rzeczywiście, w tej chwili celujemy głównie w prace na festiwalach. Najczęściej muzycznych, ale nie tylko. Jesteśmy też na takich festiwalach, które łączą sztukę, muzykę i miłe spędzanie wolnego czasu. W takich miejscach jest natychmiastowy feedback: od razu widzę to, jak goście reagują na nasze prace.
Dlaczego akurat festiwale?
To miejsca i wydarzenia, które dają dużą satysfakcję z pracy. Ludzie przyjeżdżają tam po to, by bawić się i dobrze spędzać czas. A my stawiamy im tam np. duże rzeźby czy ruchome instalacje. Wymyślamy im mały „park rozrywki” na miejscu. Pokazujemy i dajemy im coś, czego zupełnie nie spodziewali się zobaczyć.
Obserwowanie ich zaskoczenia i radości sprawia, że jest to najlepsza praca, o jakiej mogę sobie pomarzyć. Od razu widzimy, jak ktoś reaguje na nasze instalacje: czy to na Instagramie, czy też na miejscu. Można obserwować, jak ludzie wchodzą w interakcje z naszymi rzeźbami. Gdy widzę, że ludzie bawią się wokół sceny, którą zaprojektowaliśmy i zbudowaliśmy, to jestem po prostu szczęśliwy.
Czyli główna korzyść dla gości z waszych instalacji to…?
Zabawa. Miłe spędzanie czasu. Radość.
W tej chwili jesteśmy w przededniu tworzenia dużej instalacji na festiwalu. Wieziemy tam całe trzy ciężarówki rzeczy, które stworzą specjalną strefę tematyczną z unikatowym klimatem. To jest coś ładnego, technologicznego, interaktywnego. Coś, co wymyśliliśmy sami. To stworzy mikroświat, w którym na chwilę człowiek poczuje się inaczej.
I gdy obserwujemy, że ludzie po spotkaniu z nim zaczynają się bawić i stają się jego ciekawi jak dzieci, to jest właśnie to, czego poszukuję i co próbuję osiągnąć. Chcę, żeby wchodzili z naszymi pracami w interakcję, żeby się w nich gubili i zapominali o zmartwieniach.
Brzmi jak opis immersyjnych atrakcji. Co dziś właściwie oznacza to słowo? Czym jest immersja dla Art Creatora?
Rzeczywiście, coraz częściej słyszę to słowo i zauważyłem, że ludzie używają go w przeróżny sposób w różnych znaczeniach. To stało się modne. Wszyscy wszędzie wpychają tę immersyjność. Co to znaczy dla mnie?
Zacznijmy od tego, że świat jest coraz bardziej przepełniony różnymi bodźcami. Jest coraz więcej przedmiotów, atrakcji, coraz więcej sztuki. Jeżeli 5 tysięcy lat temu człowiek potrafił ulepić z gliny coś przypominającego sylwetki człowieka w jakiejś sytuacji, to do dziś często uznaje się to za dzieła sztuki tamtych czasów. Prawdopodobnie wtedy też ludzie uznaliby to za sztukę immersyjną, bo przeniosłaby ich do danej sytuacji czy wywoływała odpowiednie emocje. Dziś człowiek jest bardzo ze wszystkim opatrzony. Dookoła ma tak dużo atrakcji, że może stać się przebodźcowany.
Na pytanie o dzisiejszą immersyjność odpowiem więc bazując na świeżym przykładzie. Najprostszym zabiegiem, by „coś” zadziałało jako ciekawa atrakcja, jest duża skala. Stworzenie czegoś dużego. Ostatnio stworzyliśmy np. instalację cerbera, trzygłowego psa o wysokości ok. 8 metrów. Podejrzewam, że to największa tego typu rzeźba na świecie. Powstała dla festiwalu techno pod Berlinem. Będzie ruchomy, będą świecić mu się oczy, wokół niego są wyrzutnie ognia. Będzie emitował dźwięki i szczekał na wszystkich dookoła. Show same w sobie.
Doszło tu więc do połączenia wielu technologii tak, by rzeźba nie była już statyczna i nieruchoma. Dzięki temu zyskała nowe wymiary i nowe sposoby, w jakie ludzie mogą ją odbierać. I to jest właśnie moja droga do immersyjności.

To może banalne pytanie, ale po co tworzy się np. takiego psa? Czy jak rozmawiacie ze swoimi klientami, czy to z festiwalem, czy to parkiem rozrywki, to czy stawiane są przed wami konkretne zadania?
Wszystko zależy od klienta. Jedni chcą mieć ładną reklamę w formie instalacji, a inni chcą po prostu ładną instalację. Niezależnie od tego, my zawsze tworzymy nasze prace w charakterystyce klienta. Na przykład dla Hive Festivalu w Ferropolis – tzw. “mieście z żelaza” i muzealnej przestrzeni przemysłowej. Wklejamy się w klimat takich miejsc, a oprócz tego możemy eksponować w nieoczywisty sposób np. logotypy. Nigdy nie jest to typowa tabliczka z podpisem. Goście widzą te prace, są zachwyceni, więc wrzucają to na Instagram, na TikToka.
Załóżmy więc, że jako zarządca parku rozrywki albo organizator festiwalu muzycznego chciałbym wasze rzeźby u siebie. Od czego zacząć?
Na przykład od ogłoszenia konkursu na rzeźbę czy instalację, albo od sprecyzowania, czy ma to być pies, wieloryb czy cokolwiek innego. Klient musi wyjść z czymkolwiek. Jest całkowicie normalne, że nie zawsze klienci wiedzą, czego dokładnie chcą. Wiedzą tylko, że mają do zagospodarowania przestrzeń, i że podobają im się nasze rzeźby.
Wtedy my wychodzimy z projektem i wizualizacjami. Można też oczywiście od razu określić, że np. potrzebny jest wieloryb. Wtedy już od nas zależy, jak ten wieloryb będzie wyglądał, jak działał. Tak pracowaliśmy ostatnio z parkiem rozrywki Hossoland. Zarządcy wiedzieli od początku, że ma to być animatroniczny wieloryb. Miał być ruchomy: oczy, żuchwa, fontanny. Zaprojektowanie i zbudowanie to już nasze zadanie, choć czasami klienci mają swoje własne wstępne wizualizacje. Efekt jest najlepszy i najbardziej spójny, gdy pracujemy nad wszystkim od początku.
Wieloryb w Hossolandzie to wasza pierwsza praca dla parku rozrywki?
Tak, i było to na tyle ciekawe doświadczenie, że chciałbym więcej takich projektów. Nie było łatwo, bo przez słabe warunki pogodowe prace rozciągnęły się na cztery miesiące. Przy minusowych temperaturach czy śniegu rozpoczęcie wielu prac nie było możliwe.
Ile czasu zwykle może minąć od pomysłu do realizacji?
Różne technologie wymagają różnych zasobów czasu. Niektóre rzeczy powstają z betonu, inne z drewna. Wszystko zależy od oczekiwań klienta. Projekt 70-metrowej żmii, nad którą pracowaliśmy ostatnio w Kalifornii, powstał przez trzy dni. Realizacja na miejscu zajęła zaś 10 dni. Mamy zatem dwa tygodnie od pomysłu do momentu, gdy powstanie fizyczny obiekt. Tutaj działaliśmy jednak w trybie ekspresowym.
Klient powinien też od razu podać budżet?
Tak byłoby najlepiej dla wszystkich. Z reguły w konkursach budżet jest znany. Co innego w rozmowach B2B. Tu czasami nadal bywa, że gra się w kotka i myszkę. Tym niemniej podanie budżetu przez klienta od razu może oszczędzić czas i energię i nam, i klientowi.
Czym różni się praca dla parku rozrywki i dla festiwalu muzycznego?
Różnice są duże. Zacznijmy od tego, że na festiwalu instalacja tworzona jest z myślą o kilku dniach. Jest np. narażona na działanie warunków atmosferycznych znacznie krócej niż stała rzeźba w parku rozrywki. Na festiwalu nie potrzebujemy np. betonowych płyt. Przyjeżdżamy, rozstawiamy się, a potem pakujemy i wracamy. Po tych kilku dniach festiwalu, po stworzeniu całej otoczki rzeźby, wszystko wraca do nas, do bezpiecznego magazynu. Najczęściej możliwe jest ponowne wykorzystanie rzeźby, np. za kolejny rok czy dwa. Budowa w parku rozrywki wiąże się natomiast z wieloma wymaganiami i większą ilością pozwoleń, przepisów.
Jaką daje to wartość festiwalowi?
Do parku rozrywki ludzie przyjeżdżają głównie po to, by pobawić się i pojeździć na karuzelach czy rollercoasaterach. Ale co potem? Po kilku przejażdżkach idziemy na pizzę, na spacer, chcemy czegoś jeszcze.
Mniej więcej tak samo wygląda to na festiwalu: motywacją do przyjazdu bywa muzyka, ale ludzie szukają tu przeżyć i innych doświadczeń. Kiedyś festiwale były scenami oraz budkami z jedzeniem. Teraz od lat to już się zmienia. Organizatorzy dbają o inne atrakcje, o przeżycia. Polska staje się coraz bardziej rozwinięta, coraz bogatsza. Ludzi coraz częściej stać na to, by myśleć o inwestowaniu we wspomnienia i emocje.
Jest ogromny potencjał na wzrost. Nadal mamy do czego dążyć, ale też możemy być pierwsi w wielu projektach związanych z tym rynkiem.
Festiwali na rynku jest dziś dużo.
Tak, ale dodatkowe atrakcje, pozamuzyczne, to dla nich sposób, by się wyróżnić. Zdajemy sobie sprawę, że to nie jest dla wszystkich: nie wszystkich na to stać, nie wszyscy mają też świadomość, że dzięki temu można zwiększyć sprzedaż biletów, liczbę gości, zwiększyć różnorodność.
Pamiętam, że wiele pozytywnych opinii po Fest Festivalu w Chorzowie, na którym pracowaliście – abstrahując już od jego trudnej historii – dotyczyło właśnie wystroju miejsca i innych aktywności, poza koncertami.
Byliśmy tam głównym zaopatrzeniowcem dodatkowych atrakcji. Miło to słyszeć, mimo różnych historii związanych z tą imprezą. Organizatorzy bardzo chcieli, by ten projekt się udał. Wyszło jak wyszło (ostatnia edycja Fest Festivalu w Chorzowie została odwołana w ostatniej chwili, a okoliczności związane z organizacją, w tym wielu przypadkach wynagrodzenia dla podwykonawców oraz zwrot pieniędzy za bilety dla uczestników, długo pozostawały niejasne – przyp. red).
Instalacje festiwalowe można „recyklingować”, tzn. używać ich przez kilka lat?
Tak. Wtedy rzeźba wraca po roku, już za niższą cenę. Czasami, w zależności od umowy z klientem, można wykorzystywać je także na innych imprezach. Nasze instalacje są zaawansowane, bywają też drogie. Czasami nie opłaca się – i nam, i klientowi – tworzyć rzeźb, które posłużą jeden sezon. Dlatego warto pomyśleć o tym, by instalacje można było wykorzystywać ponownie.
Z czego wynikają te wyższe ceny?
Oprócz kosztów takich jak transport – sama praca wymaga kwalifikacji, więc głównym kosztem są wynagrodzenia. To nie jest praca dla każdego, wymaga umiejętności i wiedzy. Mówimy o technologicznych zagadnieniach związanych nie tylko z montażem, ale też komputerami, programowaniem itp. Generalnie każdy członek naszej ekipy potrafi zrobić wszystko. Od wycinania kształtów piłkarką ręczną do podstawowego programowania. Taki system działa, bo jesteśmy dzięki niemu w stanie stworzyć w mniejszym składzie nawet najbardziej skomplikowane instalacje. Dlatego pod tym względem jesteśmy konkurencyjni.

A ile osób tworzy dziś Art Creator?
Ja jestem założycielem i głównym… kreatorem. Zajmuję się wszystkim po trochu. Poszukiwaniem klientów, wymyśleniem instalacji, projektowaniem, produkcją. W tym roku firma nam się powiększyła i udało mi się podzielić pracę. Mamy teraz osoby, które zajmują się promocją, więcej pracowników po stronie produkcji. W tym momencie na stałe pracuje 7 osób, ale podczas wyjazdów na montaże bywa, że więcej.
W naszej ekipie jest też dźwiękowiec, po za tym mamy zaprzyjaźnione firmy, z którymi pracujemy na wielu wspólnych festiwalach. Chodzi też o zadaszenia, sceny, muzyka, nawet booking artystów. Działamy tutaj na tyle długo, że znamy najlepszych ekspertów.
Czy w tej branży, z punktu widzenia twórców takich instalacji, są bariery, które mogą utrudniać wzrost? Za granicą pracuje się swobodniej?
Różnie. Na przykład w Niemczech to zależy od landu, ale przepisy bywają bardzo restrykcyjne. Zdarzają się kontrole. Bywa trudno, bo gdzie w przepisach znajdą się regulacje na temat np. 8-metrowego psa?
Może to nas ograniczać, ale zawsze znajdujemy różne opcje, tropy i drogi, i wszystkie kontrole kończymy pomyślnie. Wiadomo też, że inne regulacje obowiązują, gdy projektuje się coś na stałe: wtedy używa się innych materiałów, innego sposobu konstrukcji, by spełnić wszystkie obowiązujące normy i zapewnić niezbędną dokumentację.
Wiąże się to z licznymi dodatkowymi kosztami, rzędu 3 – 5 tys. euro za wymaganą książeczkę z dokumentacją. W Polsce pracuje się łatwiej. Są oczywiście kontrole bezpieczeństwa: to naturalne, że taką kontrolę należy przejść.
Gdzie w tym sezonie w Polsce będzie można zobaczyć Wasze prace?
Na przykład na festiwalu Wisłoujście w Gdańsku i na Summer Contrast w Rogalinku, niedaleko Świdwina, w województwie zachodniopomorskim. Wisłoujście odbywa się w twierdzy, Summer Contrast na łonie natury. Można tam zobaczyć wiele naszych prac.
Galeria prac Art-Creator.pl





















