Prywatne muzea w Polsce mierzą się z wieloma wyzwaniami. To m.in. umiejętne gospodarowanie budżetem, funkcjonowanie przy braku wsparcia zewnętrznego, ale również tworzenie unikatowej i wartościowej oferty dla odwiedzających. O różnych aspektach działania tego typu miejsc mieliśmy okazję porozmawiać z Katarzyną Jagiełło-Bloch, właścicielką MuzeON Multimedialnego Muzeum w Trzęsaczu. Z tekstu dowiecie się, o jakim obiekcie turystycznym mowa, co oferuje swoim gościom i w jaki sposób radzi sobie na rynku atrakcji i edukacji.

Kamil Lech: – W nazwie MuzeON jest fraza „multimedialne”. Czy to celowy zabieg marketingowy, aby przykuć uwagę gości, którym nie wystarczają już eksponaty statyczne?

Katarzyna Jagiełło-Bloch: – MuzeON od samego początku miało być nowoczesne – taki był zamysł jego twórcy, mojego taty, Władysława Jagiełły (ur. 1948 r., zm. 2006 r.), który kierował placówką do 2006 roku. Już wtedy, gdy muzeum dopiero raczkowało, około 2000 roku, odważnie wprowadzał on rozwiązania multimedialne na rynek muzealny.

Własnymi siłami i środkami próbował tworzyć ekspozycje oparte na nowych technologiach. Muzeum od początku nie wykorzystywało eksponatów zamkniętych za szybą, lecz bazowało na doświadczeniach i wrażeniach zwiedzających – świetle, dźwięku i obrazie. Taka była jego idea. Po remoncie w 2014 roku obiekt zachował swój multimedialny charakter, ale w znacznie nowocześniejszej formie.

– Jaki był koszt przebudowy i adaptacji muzeum 12 lat temu?

– Koszt całego przedsięwzięcia był ogromny, zwłaszcza jak na tamte czasy. Współpracowaliśmy z firmą realizującą projekt, a do jego przygotowania potrzebni byli scenografowie, historycy i wielu innych specjalistów.

Był to projekt wysokobudżetowy, którego realizacja pochłonęła około miliona złotych. W tamtym czasie dostęp do technologii był zupełnie inny niż dziś. Nie było sztucznej inteligencji ani narzędzi, które ułatwiałyby tworzenie grafiki czy materiałów multimedialnych. Przygotowanie zaledwie jednej minuty prezentacji kosztowało od 80 do 100 tys. złotych.

Dzisiaj wiele z tych elementów może zostać wykonanych przez sztuczną inteligencję. Podobnie było z nagraniami lektorskimi. Wówczas wszystko realizowano w profesjonalnym studiu nagraniowym, podczas gdy dziś nie jest to już konieczne. W naszych materiałach wykorzystaliśmy głosy m.in. Małgorzaty Foremniak i Radosława Pazury. Dla prywatnej instytucji było to duże wyzwanie i naprawdę ogromny nakład finansowy.

MuzeON
Fot. Materiały przesłane (Ruiny zamku w Trzęsaczu, na zdjęciu Katarzyna Jagiełło-Bloch)

– Jak dziś wygląda MuzeON i co wyróżnia instytucję?

– Początkowo muzeum składało się z dwóch sal, a w 2014 roku muzeum zwiększyło swoją powierzchnię i stworzyliśmy aż cztery audiowizualne sale połączone w formie pętli. Zwiedzający wchodzą z jednej strony i wychodzą z drugiej, dzięki czemu wystawa ma płynny, logiczny przebieg.

Wprowadziliśmy również prezentację w języku niemieckim. Obecnie w muzeum nie ma typowych eksponatów prezentowanych za szybą. Zamiast tego zwiedzający uczestniczą w zamkniętej czasowo prezentacji multimedialnej, trwającej około pół godziny. Już przy wejściu do pierwszej sali gości wita multimedialny świat złożony z dźwięków, mappingu i głosu.

Jednym z elementów ekspozycji jest świetlisty 15. południk, wyznaczający środkowy czas europejski i przebiegający przez Trzęsacz. Jest w naszym muzeum tylko jeden jedyny eksponat zamknięty w szklanej gablocie. Jest to przedmiot z tajemnicą, owiany niezwykłą historią.  

– Jaką rolę w kontekście obiektu odgrywają ruiny Kościoła św. Mikołaja w Trzęsaczu?

– To jest clou całego muzeum. Storytelling odgrywa tu kluczową rolę. Budujemy opowieść, która tworzy mit i tożsamość tego miejsca. Sam kościół jest czymś więcej niż tylko zabytkiem. Zastępuje tradycyjne, statyczne eksponaty i staje się głównym nośnikiem opowieści. Jest symbolem nieuchronności upływu czasu, a jego ruiny stanowią metaforę kruchości życia.

– Czy turyści najpierw odwiedzają ruiny kościoła, czy kierują się do muzeum?

– Różnie. Jednak zachęcamy, aby najpierw odwiedzić muzeum, a dopiero później klif i ruiny kościoła. Dzięki temu zwiedzający poznają kontekst i mogą spojrzeć na ruiny z perspektywy geograficznej, kulturowej i historycznej. Z samego kościoła pozostał jedynie fragment, który można oglądać zarówno od strony lądu, jak i od strony morza z wysuniętej w głąb wody platformy widokowej.

– Jakie wystawy, sale, ekspozycje prezentuje muzeum?

– Muzeum składa się ze wspomnianych czterech sal audiowizualnych, które prowadzą zwiedzających przez świat historii, geografii i legend Trzęsacza.

Pierwsza sala ma charakter geograficzny. Turyści poznają najważniejsze ciekawostki i fakty związane z położeniem oraz uwarunkowaniami geograficznymi tego miejsca, stają na 15. południku, oglądają proces tworzenia zabezpieczeń klifu i zwiedzają Trzęsacz z prędkością ponad 1000 km/h – skąd taka prędkość? Odpowiedź czeka w naszym muzeum.

Druga sala przenosi zwiedzających do podwodnego świata Zielenicy. To tutaj spotykamy się z żywymi legendami, a na zakończenie otrzymujemy przesłanie od Neptuna.

Trzecia sala poświęcona jest historii. Jej centralnym elementem jest jedyna w Polsce przezroczysta makieta 3D.

Czwarta sala ma charakter geograficzno-historyczny i niesie najmocniejszy przekaz całej ekspozycji. To właśnie tutaj przeżywamy ostatnie chwile kościoła na klifie.

– Jaki procent gości to osoby indywidualne, a jaki osoby przyjeżdżające w ramach grup?

– Nie prowadzimy szczegółowych statystyk. Jeśli chodzi o udział gości indywidualnych i grup zorganizowanych, to ostatnie kilka lat było trudne do porównywania i tworzenia wiarygodnych statystyk. Wszystko z powodu pandemii COVID-19. Mamy różnych gości, nie tylko ze względu na liczebność, ale także na wiek czy narodowość.

– Turyści z Niemiec to ważna grupa klientów?

– Liczba gości z Niemiec wyraźnie wzrasta w okresie ferii i szkolnych przerw. Odwiedza nas również wielu seniorów, którzy przyjeżdżają do regionu na pobyty zdrowotne i medyczne. Wtedy udział zagranicznych turystów jest zdecydowanie większy. Jednak co istotne, nie odwiedzają nas wyłącznie goście z Niemiec. Obserwujemy również sporo turystów z Czech i to mimo bariery językowej. Pojawiają się także goście ze Skandynawii, którzy lubią polskie morze.

MuzeON
Fot. Facebook/MuzeON (MuzeON składa się z wielu różnych miejsc multimedialnych)

– Jak mierzyć zadowolenie i satysfakcję gości i czy to w ogóle potrzebne?

– Na pewno podstawą są opinie w Internecie, a także powracający od lat ci sami organizatorzy turystyczni ze swoimi grupami.

Taką najbardziej radosną miarą są dzieci, które gościły u nas na kolonii i przyjeżdżają ponownie do Trzęsacza, przyprowadzając swoich rodziców, żeby pokazać im MuzeON. Takich rodzin jest naprawdę mnóstwo. To utwierdza nas w przekonaniu, że młode pokolenia można zainteresować historią, trzeba tylko odpowiednich środków przekazu. Jest to dla nas bardzo budujące. Poza tym prowadzimy wiele rozmów z naszymi partnerami.

Równie ważne są dla nas bezpośrednie dyskusje z odwiedzającymi, które prowadzimy na miejscu. Dzięki temu na bieżąco poznajemy ich opinie i oczekiwania.

– Czym różni się dzisiejszy gość muzeum od gościa z 2014 roku i tego z 2000 roku?

– Dzisiejszy gość muzealny diametralnie różni się od tego sprzed 10 lat, a tym bardziej sprzed 25 lat. Ta zmiana wynika przede wszystkim z rewolucji technologicznej.

Ludzie są dziś znacznie bardziej nastawieni na aktywne przeżywanie niż bierne oglądanie. Dlatego mogę powiedzieć, że mój tato był wizjonerem. Turysta w 2000 roku był odbiorcą biernym. Był przewodnik, cisza, tradycyjny sposób zwiedzania. Korzystano z encyklopedii, papierowych folderów i klasycznych materiałów informacyjnych.

Dziś odbiorca jest cyfrowy – oczekuje dynamicznej narracji, interakcji i angażujących doświadczeń. Zmieniły się również oczekiwania wobec muzeów. Muszą one szybko odpowiadać na potrzeby rynku. Zwiedzający oczekują nowoczesnych rozwiązań, takich jak kody QR, aplikacje mobilne, płatności internetowe, efekty multimedialne czy wykorzystanie sztucznej inteligencji.

Wielokrotnie spotykamy się z sytuacją, że dzieci nie chcą wejść do muzeum. Gdy rodzice próbują je tam zaprowadzić, często słyszymy: „dlaczego do muzeum? To będzie nudne”. Jednak po zakończeniu zwiedzania dzieci są bardzo pozytywnie zaskoczone.

– Może problemem jest więc nazywanie takich miejsc muzeami? Może słowo „muzeum” nie kojarzy się dzieciom atrakcyjnie?

– Istnieje taka możliwość. Jednak dzisiejsze muzea i tak odchodzą od wizerunku miejsc z eksponatami zamkniętymi za szklaną szybą. My na pewno chcemy zachować nazwę „muzeum”. Jednocześnie widzimy, że we współczesnym społeczeństwie jest bardzo niska tolerancja na nudę, dlatego nasze muzeum jest zaprzeczeniem tradycyjnych sal ze szklanymi gablotami.

– Ile kosztują bilety do MuzeON i jaki procent odwiedzających kupuje je drogą online?

– Posiadamy dwie opcje zakupu biletów. Zdecydowana większość osób nabywa bilety na miejscu. Sprzedaż online również ma swój udział, ale dominują zakupy dokonywane stacjonarnie. Oferujemy bilety indywidualne i grupowe. Mamy także atrakcyjne oferty dla rodzin, m.in. w wariantach 2+2 i 2+3. Rabaty są wysokie – na przykład bilet rodzinny 2+3 kosztuje 109 zł. Cena biletu normalnego wynosi 29 zł, a ulgowego 24 zł. Dzieci do 3. roku życia wchodzą za darmo. Dla grup liczących co najmniej 15 osób cena biletu wynosi 22 zł za osobę.

– Który kanał sprzedaży daje najlepszy wzrost: Google, social media, reklama w gazecie, kontakt ze szkołami, partnerzy lokalni?

– Tych obszarów jest wiele. Mamy stałych partnerów, współpracujemy ze szkołami, stowarzyszeniami, organizacjami itp. Ważnym kanałem promocji są także media społecznościowe.

Do tego współpracujemy z innymi atrakcjami turystycznymi, takimi jak np. Muzeum Rybołówstwa w Niechorzu, Nadmorska Kolej Wąskotorowa, Motylarnia Niechorze, Park Etnograficzny Niechorze, Park Miniatur Latarni Morskich w Niechorzu i wiele innych. Tego typu działania są bardzo ważne. Chcąc osiągnąć sukces, nie chodzi o to, aby każda atrakcja próbowała samodzielnie przebić się marketingowo. Współpraca buduje potencjał turystyczny całego regionu.

MuzeON
Fot. Facebook/MuzeON (Muzeum to atrakcja edukacyjna)

– Zdarzaj się trudności w takich kontaktach?

– Są to relacje zbudowane na współpracy sięgającej niemal 25 lat i jak dotąd wszystko przebiega wzorowo. Każdy z nas ma taki sam cel: stworzyć jak najlepszą przestrzeń dla odwiedzających gminę i dbamy o to wspólnie. Gramy do jednej bramki i wszystkim zależy na tym, aby turysta miał jak najwięcej atrakcji i możliwości spędzania czasu w gminie.

– Czy po 12 latach od otwarcia muzeum po przebudowie widać np., że niektóre eksponaty wymagają odświeżenia, że niektóre technologie poszły już do przodu?

– Wymiany wyposażenia odbywają się na bieżąco, ponieważ każdy sprzęt, nawet najlepszy, ma swoją żywotność. Dotyczy to m.in. projektorów i innych urządzeń multimedialnych.

Zdecydowanie trudno nadążyć za tempem rozwoju technologii i wciąż jest wiele obszarów, które można unowocześnić. Bierzemy również pod uwagę wykorzystanie sztucznej inteligencji jako narzędzia wspierającego tworzenie i rozwój muzeum. AI ułatwia pracę, a jednocześnie pozwala ograniczyć koszty. Korzystając z niego mądrze, można wiele zyskać.

– Czy muzeum utrzymuje się głównie z biletów, czy również z innych źródeł przychodu?

– Nie otrzymujemy żadnego wsparcia finansowego ze strony samorządu. Mamy natomiast bardzo duże wsparcie zakresie współpracy merytorycznej. Ta współpraca układa się wzorowo. Na tyle, na ile możemy sobie nawzajem pomagać, wspieramy się.

Wszystkie dzieci z gminy mają do muzeum bezpłatny wstęp. Pomagamy sobie również w mediach społecznościowych. Mówiąc o finansach zaznaczę, że prowadzenie prywatnego muzeum nie jest szczególnie atrakcyjnym modelem biznesowym. Staramy się korzystać z dotacji unijnych, m.in. na programy szkoleniowe. Prowadzimy także sklepik z pamiątkami, który stanowi dodatkowe źródło przychodów.

MuzeON
Fot. Facebook/MuzeON (Ruiny zamku w Trzęsaczu)

– Jakie są największe ryzyka dla działalności muzealnych w Polsce w ciągu najbliższych lat?

– Największym zagrożeniem jest postępująca cyfryzacja i coraz większe pochłonięcie młodych ludzi światem cyfrowym. Zagrożeniem są również wydarzenia, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć, takie jak pandemia czy inne kataklizmy pozostające poza naszym wpływem.

Jednak nie jestem osobą, która tworzy negatywne scenariusze. Jestem życiową optymistką. Staram się skupiać na tym, co jest tu i teraz. Patrząc na naszych gości, widzę, że nadal istnieje potrzeba odwiedzania muzeów, przeżywania ich i doświadczania bezpośrednich interakcji. Coraz częściej mówi się też o tym, że sami zaczynamy ograniczać nadmierne korzystanie z multimediów i świata cyfrowego.

Mam głęboką nadzieję, że w pewnym momencie zatrzymamy się w tej pogoni za całkowitym przenoszeniem życia do wirtualnego świata.

– Jakie MuzeON ma plany rozwoju na najbliższe lata?

– Na pewno przygotowujemy się do kolejnej modernizacji. Zmusza nas do tego tempo rozwoju technologii. Sami też widzimy obszary, które wymagają poprawy. Dostrzegamy również, czego jeszcze brakuje. Chcemy także przygotować więcej wersji językowych ekspozycji. Myślimy przede wszystkim o gościach z Czech, ale również o turystach ze Skandynawii. W tym drugim przypadku dużą rolę odgrywa nasza lokalizacja.

Mieliśmy już wcześniej współpracę z NaturBornholm na  Bornholmie i była ona owocna. Liczymy na dalszy rozwój relacji z przyszłymi partnerami i równolegle chcemy budować potencjał turystyczny naszego muzeum i całego regionu. To główne cele.

Rozmawiał Kamil Lech