Branża atrakcji „przejęła” Wiedeń, czyli IAAPA oczami debiutanta [RELACJA]

Zegarek na ręce wskazuje godz. 10, a to oznacza, że powoli zaczyna rozkręcać się drugi dzień wiedeńskich targów IAAPA Expo Europe. Moja ekscytacja spowodowana wizytą w hali Messe Wien stopniowo zaczyna narastać. Taki chyba los debiutanta, który po raz pierwszy w życiu ma możliwość zobaczenia tego typu wydarzenia na własne oczy.

Fot. Materiały własne

Wchodzę do głównego holu olbrzymiego gmachu i na wstępie wita mnie przyjemny gwar uczestników, wypełniający każdy centymetr powierzchni. Widzę setki osób, na których twarzach maluje się szczere zainteresowanie eventem. To dobry zwiastun. Mówię pod nosem „zapowiada się nieźle”, po czym przekraczam bramki wejścia.

Wchodzę do hali A i tu już nie ma żartów. Jest za to prawdziwe show! Jeszcze o tym dokładnie nie wiem, ale przed moimi oczami ukazuje się ponad 12 uczestników, w tym blisko 8,5 tys. potencjalnych nabywców i 633 wystawców. Liczby robią wrażenie. Śrubują rekord, jednak nie on w tym wszystkim jest kluczowy. Najważniejsza jest atmosfera, którą obserwuję, no i rzecz jasna — żywe zainteresowanie produktami wypełniającymi obiekt.

Na początku mam pewne trudności, by skupić uwagę na konkretnej wystawie. Ogrom bodźców, które zewsząd docierają do mnie, jest oszałamiający. Ruchy, dźwięki, muzyka, obrazy, wideo, światła — wszystko sprawia, że czuć „wielki świat”, który przecież wpisany jest w DNA targów.

Fot. Materiały własne

Po pierwszym szoku spokojnym krokiem przemierzam alejki, szukając nie tylko wystawców z Polski, ale także eksplorując oferty uczestników z innych kontynentów. W oczy szczególnie rzucają się stoiska osób, którzy przybyli z Azji. Chińczycy, Japończycy czy Koreańczycy – jest ich naprawdę cała masa. Podchodzę niepewnie do jednego z nich i widzę skarpety antypoślizgowe. Idealne do wykorzystania podczas zabawy na trampolinach. To jednak dopiero wierzchołek góry lodowej, bo zza drugiej ściany ukazują się pozostałe produkty przeznaczone dla parków rozrywki. Mowa o spersonalizowanych kubkach, pluszakach, smyczach, brelokach, ręcznikach, czy magnesach. Każdy wystawca od razu się uśmiecha, próbuje uprzejmie złapać kontakt wzrokowy.

Przy kolejnych stanowiskach jest jeszcze ciekawiej. Oglądam produkty wystawców z USA, czyli makiety do parków rozrywki. Muszę przyznać, że model wystawowy (domek w kształcie jaskini) oddaje najdrobniejsze detale. Czuć jakość i dbałość o szczegóły. Klienci na pewno to doceniają.

Świetnie prezentują się także atrakcje sensoryczne, czyli magnesowe, kwadratowe kafelki, z których można utworzyć budynek lub zjeżdżalnie. Idealna zabawka nastawiona na rozwój dziecka. Kątem oka obserwuję, że wiele osób jest żywo zainteresowanych tym rozwiązaniem.

Po chwili dochodzę do stosika firmy Wave Italy, które rozbija bank – można tam przejechać się symulatorem gokarta Ferrari na wzór Formuły 1. Mężczyzna siedzący w pojeździe nie kryje zachwytu ze swojej „przejażdżki”, podobnie zresztą jak kilkanaście osób obserwujących jego fun.

Fot. Materiały własne

Idę dalej. Po drodze mijam kilka stoisk prezentujących makiety dinozaurów. W Polsce jeszcze chyba takich nie widziałem. Każdy fragment ciała gadów precyzyjnie porusza się, przypominając niemal idealny ruch. Jakby dinozaury naprawdę ożyły. „To jest świetne” myślę.

Pora roku zobowiązuje, więc na targach widać już… akcenty świąteczne. Przy jednym ze stanowisk wita mnie wesoła postać „Ciasteczka” z „Shreka” w wydaniu bożonarodzeniowym. Jest imponujących rozmiarów. Podobnie jak zresztą pewna dmuchana ozdoba, która na myśl przywołuje od razu doświadczenia Meow Wolf i ich immersje wystawy.

Czas pędzi nieubłaganie, a ja o mało co nie zapomniałem o zaplanowanym seminarium. Pędzę więc wraz z moimi towarzyszami podróży, by posłuchać garści przemyśleń na temat „potęgi marketingu”. To zresztą niejedyny głos płynący od ekspertów, który jest mi dane usłyszeć tego dnia. Kilka godzin później biorę udział w panelu EDUTalks, na którym przemawia Daniel Zieliński, manager Parku Rozrywki Mandoria. Miło usłyszeć polski akcent „na salonach”, a jeszcze milej — merytoryczne wystąpienie mające rzeczowy charakter.

Fot. Materiały własne

Pierwsze objawy zamęczania dają się we znaki, ale myślę „nie po to tu przyjechał, by teraz siadać przy kawie”. Pędzę jeszcze raz w kierunku hali B, przypomniawszy sobie, że tego dnia w ogóle nie skorzystałem z rozwiązań VR. Na pierwszy ogień idzie motorGP firmy Raw Thrills. Zakładam specjalne okulary i wręcz przenoszę się do innego świata. Mój błędnik nieco szaleje, ale i tak jest świetnie. Jak się później dowiaduje, urządzenie podbija szturmem salony gier i zabaw w Europie.

Staję na chwilę przy jednej z kolejnych wystaw. Przede mną znajduje się symulator pojazdu w postaci kierownicy od firmy Bandai Namco. I tu mam podobne wrażenia. Żywiołowo i surrealistycznie.

Fot. Materiały własne

Patrzę ponownie na zegarek, a on wskazuje mi godz. 17 z groszami. To niestety znak, że muszę zbierać się do wyjścia. Przeciskam się przez tłum ludzi, robię ostatnie, pamiątkowe zdjęcie telefonem i z pokładami olbrzymiej satysfakcji udaje się na miejsce, z którego mam pojechać na wieczorne, polskie spotkanie IAAPA. Tak kończę świetny dzień, z niezwykłymi doświadczeniami. Pozostaną one ze mną na długo.

Kamil Lech

Akwawit w Lesznie zyska nowe oblicze. „Wielka inwestycja”
Najbardziej przereklamowane miejsca turystyczne. „Tłumy i wysokie ceny”

MAPY POLSKICH PARKÓW

KATALOG FIRM

Tylko sprawdzone firmy

OGŁOSZENIA

Kup i sprzedaj atrakcje

Czytaj też…
Menu