Oprócz alpak i troski o ich dobrostan, potrzebny jest odpowiedni areał ziemi, infrastruktura, urządzenia, specjalistyczny sprzęt, zapewnienie ciekawej oferty dla gości. Do tego marketing, logistyka, pracownicy, księgowość. Choć prowadzenie alpakarni jest dużym wyzwaniem, to daje równie dużo satysfakcji – przyznaje w rozmowie z Parkmag.pl Jolanta Kaczmarczyk-Lasek, właścicielka Alpakarni Zielony Lasek w Romankowie.
W tym artykule:
Pieniądze nie zawsze ważniejszej od pasji
Czy liczące blisko 80 lat gospodarstwo może być odpowiednim fundamentem, aby stworzyć zagrodę turystyczną? Posiadając pomysł, pasję i możliwości finansowe – jak najbardziej tak! Udowadnia to Jolanta Kaczmarczyk-Lasek, która w rozmowie z Parkmagiem przyznała, że tęsknota za domem połączona z alpaca trekkingiem spowodowały, że w Romankowie powstała Alpakarnia Zielony Lasek. Mnóstwo pracy, wysiłku i planów nie poszło na marne. Dziś miejsce cieszy się renomą. A kwestie finansowe? Podobno one nie zawsze są kluczowe…
– Jeśli ktoś podchodzi do tematu w sposób czysto biznesowy, to rzeczywiście musi myśleć o kosztach. Gdybym sama miała skupiać się głównie na wydatkach, to pewnie nie otworzyłabym Alpakarni – tłumaczy w rozmowie z nami.

Ciekawa atrakcja to i zadowalająca frekwencja
Dobry pomysł na stworzenie Alpakarni udało się przekuć w niezwykle ciekawe miejsce, które cieszy się obecnie dużym zainteresowaniem. Głównie za sprawą szkół i przedszkoli.
– Jeśli chodzi o frekwencję, to dziennie wycieczki liczą od 20 do 80 osób. W maju i czerwcu odnotowujemy największe obłożenie grup – podkreśla założycielka alpakarni.
A turyści? Ci bywają różni, podobnie jak ich wątpliwości. Pytania o to, czy alpaki plują, nikogo już nie dziwią.
O tym, i o wielu innych aktualnych tematach związanych z alpakarniami (także o finansach), przeczytasz w naszej rozmowie z Jolantą Kaczmarczyk-Lasek.













