Otwarcie nowej atrakcji to zawsze duże wydarzenie i nieważne, czy prowadzimy park rozrywki, salę zabaw czy centrum nauki. Złota zasada mówi, że pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz, dlatego kluczowe jest odpowiednie podejście. To ono pozwoli nam zaoszczędzić stresu, strat finansowych i wpadek wizerunkowych. W tym artykule wyjaśniamy, na co warto zwrócić uwagę, jakie popełniamy błędy i z czego one wynikają. Przebrniemy przez różne etapy – od transportu przez soft launch po komunikację marketingową. Tradycyjnie głos zabiorą nasi eksperci.
Nowa atrakcja to zawsze wydarzenie
Ten artykuł może być dobrą check-listą dla właścicieli i zarządców m.in. różnego rodzaju parków: rozrywki, linowych, miniatur, wodnych, ale również sal zabaw, centrów nauki, muzeów, ogrodów czy obiektów edutainment.
Drogę związaną z tworzeniem atrakcji podzielimy na etapy, które bezpośrednio będą powiązane z case study kluczowych błędów. W końcu chcemy ich unikać i wyciągać wnioski. Źle przygotowana atrakcja może wiązać się z frustracją klientów, negatywnymi ocenami w Google, a w efekcie z chłodnym odbiorem i wpadką naszego projektu. Poniżej zestawienie najczęstszych „grzechów” popełnianych przez inwestorów i jednocześnie pomysły na to, jak uniknąć problemów.

Nieodpowiedni transport i jeszcze gorszy montaż
Niektórzy właściciele miejsc turystycznych, aby ograniczyć koszty, często decydują się na samodzielny transport, a następnie montaż danej atrakcji. Dla wielu zadanie wydaje się „proste”, bo może i rollercoastera nie przewiozą, ale np. elementy ozdobne do atrakcji już tak. Niestety to pozorne wyobrażenie.
– Tworząc produkt np. szyld dekoracyjny do atrakcji, z reguły proponuję transport i montaż, wtedy nie ma ryzyka, że coś się uszkodzi lub zostanie źle zamontowane […] W innym wypadku bywa różnie. Zdarzyło się, że ekipa jednego z parków przy montażu czterech elementów przykręciła… jeden odwrotnie. Inna ekipa, stawiając ściankę do zdjęć, wypuściła ją z rąk, a ta spadła na kostkę brukową, mocno uszkadzając się – wyjaśnia w rozmowie z Parkmagiem Mariusz Krzywka, właściciel firmy Artmax Studio z Katowic.

Problem może dotyczyć elementów ozdobnych typu szyld czy bramy, ale też większych urządzeń, a nawet całych atrakcji. Jak słyszymy, „częstą złą praktyką jest też lokowanie elementów dekoracyjnych w magazynach ogólnego przeznaczenia, gdzie następnie realizacje dociskane są do ściany… innymi przedmiotami lub narzędziami!
Jednym z rozwiązań jest dostarczanie prac w wytrzymałych opakowaniach, takich jak drewnopochodne skrzynie. Takie zabezpieczenia często stosują wykonawcy, którzy wysyłają swoje realizacje za granicę kraju i jest to usługa wliczana w ogólny koszt realizacji.”
– Kolejna rada ode mnie: kiedy figura, dekoracja lub inny element scenograficzny zostanie już dostarczony na miejsce, nie zostawiajmy go na otwartej przestrzeni bez cienia. Często taki produkt jest owinięty stretchem, ma ograniczoną cyrkulację powietrza, a wysokie temperatury na pełnym słońcu mogą mieć destrukcyjny wpływ na pomalowane na czarno elementy. Duża wilgotność może też niekorzystnie rzutować na drewno – ocenia Mariusz Krzywka.
Brak soft launchu, czyli otwarcie niemal „z taśmy”
Soft launch to ciche wprowadzenie usługi lub produktu do działalności dla wąskiej grupy odbiorców, czyli test przed szeroką premierą. To podstawa podstaw dla atrakcji, których budowa wiązała się z wyzwaniami finansowymi, technicznymi i technologicznymi. Nowa strefa wodna? Warto ją wcześniej przetestować na grupie 20-30 dzieci. Dlaczego? To dobry moment na sprawdzenie przepływu ciśnienia wody, pracy pomp i filtracji, działania dysz czy nacisku na mechanizmy zainstalowane w panelu.
Soft launch dotyczy większości atrakcji, rozwiązań czy projektów. W przypadku kolejki górskiej będzie to np. sprawdzenie pracy przy wielokrotnych cyklach, a w przypadku eksponatu multimedialnego np. weryfikacja czujników i tego, czy urządzenie prawidłowo wykrywa wielokrotny ruch, dotyk lub gesty użytkownika. W efekcie soft launch pozwala na:
- wykrycie usterek technicznych;
- przetestowanie obsługi urządzenia/przedmiotu/atrakcji;
- sprawdzenie jakości atrakcji w realnych okolicznościach;
- zebranie opinii od wąskiej grupy klientów.
Niestety wciąż wielu przedsiębiorców zapomina o soft launch’u, co nierzadko wiąże się z usterkami, a w efekcie z niezadowoleniem klientów czy też nieplanowanym, tymczasowym zamykaniem atrakcji.

Odpowiednia kontrola bezpieczeństwa
Bezpieczeństwo bierze się z jakości, a za jej kontrole odpowiedzialne są konkretne organy. W przypadku urządzeń w parkach rozrywki może to być np. Urząd Dozoru Technicznego, a kontrola przez taką instytucję ma na celu kilka ważnych elementów, w tym np. wykrycie nieprawidłowości.
– Badania urządzeń przez UDT na wesołych miasteczkach są niezwykle ważne, ponieważ ich celem jest potwierdzenie, że urządzenie może być bezpiecznie użytkowane. Dopiero pozytywny wynik badania pozwala na wydanie decyzji zezwalającej na eksploatację urządzenia. Podczas kontroli inspektorzy UDT sprawdzają m.in. stan i stabilność konstrukcji, poprawność montażu, działanie mechanizmów napędowych, hamulców oraz systemów bezpieczeństwa i awaryjnego zatrzymania – podkreśla w rozmowie z Parkmagiem Marta Stawierej-Radłowska, Rzeczniczka Prasowa UDT.
Jak dodaje „w przypadku niektórych urządzeń prowadzone są próby z maksymalnym obciążeniem, a w razie potrzeby wykorzystuje się specjalistyczne metody badań nieniszczących, pozwalające wykryć uszkodzenia niewidoczne gołym okiem.” Weryfikowana jest również kompletność dokumentacji technicznej oraz zgodność urządzenia z obowiązującymi wymaganiami dotyczącymi eksploatacji.
Zdaniem Marty Stawierej-Radłowskiej, w przypadku atrakcji przemieszczanych badania są przeprowadzane również po zmianie lokalizacji. To ważna wskazówka np. w przypadku reorganizacji strefy obiektu.

Bottlenecks, czyli ignorowanie otoczenia i wąskich gardeł
Nawet najlepsza i najpiękniejsza atrakcja, będzie ogniskować problemy, jeśli nie zostanie odpowiednio wkomponowana w krajobraz architektoniczny. Chodzi o to, aby inwestor nie skupiał się wyłącznie na samej atrakcji, ale również na okolicznej alejce, korytarzu czy przejściu. Takie przestrzenie nie powinny być „zjadane” przez gigantyczną kolejkę gości, a w efekcie nie powinny blokować ruchu.
To nie jedyny grzech. Zdarza się, że inwestor widząc wolny skrawek terenu lub powierzchni, chce go za wszelką cenę wypełnić w imię zasady: im więcej, tym lepiej. Efektem tego często są tłumy gości, którzy już nie tylko blokują alejki, ale też stoją niemal przy wejściu do toalet, przy stolikach w strefie jedzeniowej czy ławkach przeznaczonych do odpoczynku. To rodzi złe odczucia, a customer experience jest zaburzony.

Tworząc nowe miejsce, należy też pamiętać, aby sama atrakcja oraz oczekujący do niej goście nie blokowali przejścia przeznaczonego dla osób z niepełnosprawnościami. Co więc robić, aby było dobrze? Już na etapie koncepcji warto określić:
- przewidywaną przepustowość atrakcji;
- sposób, kierunek i długość formowania kolejki;
- oddziaływanie na inne miejsca np. główną alejkę, wejście i wyjście, dostęp do toalet i gastronomii, infrastrukturę dla obsługi i personelu;
- lokalizację przestrzeni serwisowej, która nie wpłynie na komfort użytkowania atrakcji;
- potencjalny kierunek rozwoju atrakcji (przy założeniu, że zostanie ona rozbudowana).
I złota zasada – nigdy nie należy zakładać, że kolejka „jakoś się zmieści”. To nieodpowiednie podejście.
Błędny marketing i zmarnowane oczekiwania
Chwalimy się naszą nową atrakcją na Facebooku? Bardzo dobrze, jednak róbmy to z głową! Jeśli w postach lub wideo-zapowiedziach obiecujemy „przełomową atrakcję”, dodając, że będzie ona „najwyższa”, „najszybsza” lub „największa”, a w efekcie klient nie otrzymuje tego, o czym czytał lub widział na wizualizacjach, to może to być problem.
Wciąż wiele obiektów „spala” atrakcje zbyt odważnie opisując ich działania np. w mediach społecznościowych. Jeśli piszemy o nowoczesnej atrakcji dla całej rodziny, a na miejscu okazuje się, że jest ona przeznaczona dla dzieci powyżej 140 cm wzrostu, to może to być duże faux pas. Komunikacja powinna być kontrolowana, logiczna i przemyślana. Wśród innych błędów znajduje się m.in.:
- podawanie konkretnej daty otwarcia (szczególnie jeśli nie mamy 100 proc. pewności);
- brak precyzyjnego przedstawienia atrakcji (same zdjęcia lub wideo mogą nie wystarczyć);
- udostępnianie zdjęć wygenerowanych przez AI (to plaga ostatnich miesięcy);
- powoływanie się na unikatowość (kolejny ruchomy dinozaur niekoniecznie jest unikatem).

– Jednocześnie ogólnym błędem może być zbyt późne rozpoczęcie promocji. Wiele parków lub innych obiektów zaczyna komunikację dopiero 3-4 dni przed uroczystym otwarciem atrakcji. Dlatego zdarza się, że niewielu gości wie o inauguracji lub o specjalnym wydarzeniu, a finalnie frekwencja jest daleka od oczekiwanej. Pierwsze działania promocyjne warto rozpocząć już 5-7 tygodni wcześniej i używać do tego różnych kanałów marketingowych – podkreśla w rozmowie z Parkmag.pl, Agnieszka Bednarczyk, specjalistka ds. marketingu Parku Rozrywki Rabkoland.
Zapominamy o rodzicach i opiekunach
Kolejny problem ma charakter projektowy. Wciąż np. w niektórych centrach nauki, bawialniach czy salach zabawach ignoruje się tworzenie przestrzeni dla dorosłych. To dziś komplementarny element każdej atrakcji. Efektem tego są opiekunowie, którzy nierzadko stoją w przejściach, opierają się o ściany, są zmęczeni i poirytowani. To nie sprzyja odpowiedniej wizycie.
Dlatego absolutnym warunkiem przy tworzeniu nowej atrakcji jest zadbanie o potrzeby rodzica. Jeśli jest to sala zabaw – warto stworzyć kącik z kawą, aby dorosły mógł obserwować swoje dziecko bawiące się kilka metrów dalej. Jeśli jest to ścieżka bosych stóp albo piaskownica w parku tematycznym, rozstawmy leżaki ze stolikami, najlepiej zacienione. Jeśli jest to park linowy, to zaprojektujmy platformę z ławkami pod drzewem, tak, aby rodzic mógł dopingować dziecko i jednocześnie nie mrużył oczu od słońca. Liczą się detale.
Warto też pamiętać o:
- przygotowaniu miejsc na wózki, torby i rzeczy osobiste;
- odpowiedniej liczbie miejsc siedzących;
- dobrej widoczności atrakcji;
- możliwości łatwego podejścia do dziecka w razie pomocy.

Brak procedur w razie awarii
Awaria w „dniu zero” brzmi jak koszmar, ale takie sytuacje mogą się zdarzyć. Grunt, aby nie panikować i wiedzieć, co robić. Dlatego warto mieć przygotowaną całą procedurę na wypadek, gdy np. nowa atrakcja ulegnie uszkodzeniu, zniszczeniu, zatrzymaniu lub zwyczajnie przestanie pracować na odpowiednich obrotach. Co wtedy robić? Dobra procedura powinna jasno określać:
- kto zgłasza ewentualną awarię (warto wyznaczyć konkretnego pracownika);
- kto zatrzymuje atrakcję i zabezpiecza miejsce;
- jak personel komunikuje się między sobą, aby sprostać wzywaniom;
- jak postępować z osobami znajdującymi się na atrakcji;
- kiedy można rozpocząć ponowne uruchomienie atrakcji;
- kto potwierdza, że atrakcja może wrócić do eksploatacji.

Oczywiście nie wszystkich awarii uda się uniknąć, natomiast wcześniej przeprowadzona kontrola może zminimalizować ryzyko problemu. Bo wpadka jest często wynikiem niedociągnięć i pośpiechu.
– Dlatego badania techniczne są tak istotnym elementem procesu dopuszczenia atrakcji do użytkowania. Wykrycie ewentualnych usterek lub niezgodności przed uruchomieniem urządzenia lub po przygotowaniu urządzenia do pracy w nowym miejscu pozwala wyeliminować potencjalne zagrożenia i znacząco ograniczyć ryzyko wypadków – tłumaczy Marta Stawierej-Radłowska.
Plan awaryjny i umiejętność postępowania w sytuacjach kryzysowych są dużą wartością.
Otwarcie atrakcji bez planu? Można, ale po co…
Czasami otwarcie nowej atrakcji nie wiąże się z żadnym dużym wydarzeniem. Jednak bywa tak, że inauguracji projektu towarzyszy „show”. To np. przecięcie wstęgi i pokazy, do tego animacje, konkursy, spotkania z gośćmi czy promocje na bilety obowiązujące tylko danego dnia. Im więcej pozytywnych emocji wywoła otwarcie, tym bardziej nowe miejsce będzie rezonować z gościem, a to z kolei przełoży się na customer experience oraz wydźwięk marketingowy.
Z tym wątkiem związane jest również zbieranie opinii i sprawdzanie nastrojów gości. To kolejny ważny temat. Wielu przedsiębiorców myśli, że skoro wybudowało atrakcje, hucznie ją otworzyło i oddało do bieżącej obsługi, to może pozostawić miejsce „własnemu życiu”. Oczywiście, że może, ale czy nie warto kuć żelazo, póki gorące? Jako odpowiedzialni inwestorzy powinniśmy zbierać opinie o nowej atrakcji, co przełoży się na optymalizację, większe know-how i ewentualne pole do poprawek.

– Goście są najlepszym źródłem informacji i warto ich pytać o odczucia, pozytywne strony i elementy, które by zmienili. W pierwszym miesiącu działania nowej atrakcji warto zachęcać do wypełniania ankiet, wysyłania opinii czy pozostawiania komentarzy w mediach społecznościowych. Nie dość, że zyskujemy feedback, to w dodatku pokazujemy, że głos klienta również ma dla nas znaczenie – podkreśla Agnieszka Bednarczyk.
Brak planu po wielkim otwarciu
Jeśli nasza nowa atrakcja działa, cieszy się zainteresowaniem i ma się całkiem dobrze, warto pamiętać, aby od czasu do czasu głośniej o niej przypomnieć i obudować ją dodatkowymi wydarzeniami. Nie chodzi o krótki post na Facebooku, a np. o wykorzystanie jej do różnych celów. To m.in.:
- organizacja imprezy tematycznej;
- przygotowanie warsztatów sezonowych;
- wykonanie sesji zdjęciowych;
- wykorzystanie jako tematu do promocji na bilety.

Przykład? Jeśli w sali zabaw otworzyliśmy nową salkę tematyczną, to rodzi się świetna okazja, aby urządzać w niej raz w miesiącu spotkania edukacyjne np. z kucharzem, strażakiem czy policjantem. Jeśli w ogrodzie botanicznym mamy nową strefę z kwiatami, wykorzystajmy ją jako przestrze
ń selfie dla dzieci, rodzin i par. Jeśli w parku rozrywki uruchomiliśmy nową karuzelę, która działa od miesiąca, to wykorzystajmy kontekst jej otwarcia do oryginalnej promocji na bilety. Te przykłady to świetny recykling miejsca, które może przypaść do gustu gościom indywidualnym, ale też szkołom czy firmom. Dzięki temu zainteresowanie utrzyma się znacznie dłużej niż tylko w pierwszym tygodniu działalności.
Dlatego ten krok, a także wymienione powyżej przykłady mogą nam przynieść wiele pozytywnych efektów. Otwarcie nowej atrakcji to ważny moment i w taki sposób powinniśmy go postrzegać. Jeśli sami nadamy wydarzeniu odpowiednią rangę, wówczas łatwiej będzie o to także naszym klientom.
