Gród Pobiedziska

Gród Pobiedziska: „Mówimy rodzicom, aby bawili się z dziećmi i nie patrzyli w telefony”

Parki rozrywki

Rozmowa z Bartoszem Styszyńskim, właścicielem parku rozrywki Gród Pobiedziska k. Poznania oraz firmy Old Craft Rides.

Prowadzenie parku rozrywki nie zawsze musi wiązać się z koniecznością zatrudniania kilkudziesięciu pracowników w trakcie sezonu. Oczywiście pod warunkiem, że urządzenia i atrakcje nie wymagają obsługi, a skala obiektu jest relatywnie mała. Dokładnie w taki sposób funkcjonuje Bartosz Styszyński, który w Grodzie Pobiedziska sam odpowiada za większość zadań. Z naszym Gościem mieliśmy okazję porozmawiać o specyfice codziennej pracy, niuansach prowadzenia parku rozrywki i kwestiach biznesowych. Zapraszamy do lektury tekstu.

Kamil Lech: – Gród Pobiedziska nie jest klasycznym parkiem rozrywki z karuzelami i kolejkami górskimi?

Bartosz Styszyński: – Zgadza się. Jesteśmy rodzinnym parkiem rozrywki, który powstał w 2010 roku i został osadzony w realiach powstającego państwa polskiego. Historyczny kontekst jest ważny dla tożsamości kompleksu. Jestem pomysłodawcą oraz właścicielem tego miejsca, które znajduje się w Pobiedziskach. To małe miasteczko oddalone około 25 kilometrów od Poznania i Gniezna. Nasz gród zajmuje 2,5 tys. mkw. powierzchni, więc mamy sporo przestrzeni do przekazywania naszych wartości, organizowania rekreacji i edukacji. Przede wszystkim stawiamy na zabawę poprzez naukę, w formie wspólnej, czyli rodzinnej, w której uczestniczą zarówno dzieci, jak i dorośli. Wychodzimy z założenia, że to kluczowe podejście. U nas liczy się wspólne doświadczanie chwil, a nie oglądanie eksponatów. W Grodzie można dotknąć wszystkich urządzeń i narzędzi, przyodziać się w rycerski strój czy skorzystać z broni. To najlepszy rodzaj odkrywania. Jesteśmy też oficjalnym obiektem Szlaku Piastowskiego, co podkreśla nasz walor edukacyjny oraz tożsamość historyczną. I tak funkcjonujemy już ponad 16 lat. Na przestrzeni tego okresu przeszliśmy sporą metamorfozę.

– Chodzi o infrastrukturę w parku czy o jego profil? Założenia nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością…

– Budując Gród początkowo zakładałem, że będziemy muzeum i skansenem z elementami interakcji. Miało to być miejsce dla klas szkolnych w klimacie czasów militarnych podczas panowania Mieszka I. W trakcie prowadzenia obiektu, a w efekcie interakcji z gośćmi, coraz bardziej zaczęliśmy redukować ekspozycję muzealną na rzecz wprowadzania elementów interaktywnych. Można powiedzieć, że obecnie w Grodzie nie znajdziemy już żadnych rozwiązań statycznych. Zlikwidowaliśmy wszystkie ekspozycje klasycznej wystawy, a obiekt stał się jednym, wielkim placem zabaw. To niejako wynikało z potrzeby naszych gości oraz faktu, że znajdujemy się na Szlaku Piastowskim. Na trasie istnieje już jedna tego typu placówka – Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy – więc nie chcieliśmy rywalizować ofertowo z muzeum dotowanym przez Skarb Państwa. Woleliśmy postawić na inną, oryginalną formułę i znaleźć własną drogę.

Gród Pobiedziska
Fot. Gród Pobiedziska

– Jakie atrakcje i urządzenia znajdziemy w kompleksie?

– Trudno o wszystkim dokładnie powiedzieć, ale najogólniej ujmując – u nas goście bawią się przymierzając zbroję, strzelając z kuszy, budując zamek i niszcząc go katapultą. Proponujemy również walki na miecze piankowe, pieczenie podpłomyków nad ogniskiem czy strzelanie z kuszy z pociskami piankowymi. Odwiedzający mogą poznać średniowieczne rzemiosła wojenne. Trenują zwinność i spryt, jednocześnie nabierając odwagi i umiejętności oszacowania zagrożenia. Mamy dla gości wiatę ogniskową, gdzie można upiec kiełbaskę na kiju. Ponadto posiadamy zbrojownię z narzędziami, bronią oraz zbrojami. Dysponujemy także bazą treningową, czyli areną walk. W zasadzie większość elementów infrastruktury i atrakcji została wykonana z drewna. To ono stanowi główny surowiec w Grodzie.

– Kto projektował i tworzył wszystkie atrakcje?

– Wszystkie elementy, w tym urządzenia, narzędzia, zbroje itp. zostały wymyślone przez nas, a następnie zaprojektowane i wykonane. Nie ma w Grodzie atrakcji, którą zakupilibyśmy na zewnątrz.  Oczywiście trening czyni mistrza, więc z biegiem lat ta autorska infrastruktura przechodziła metamorfozę. Pewne rzeczy modyfikowaliśmy, poprawialiśmy. Bazujemy na drewnie i metalu. Absolutnie unikamy plastiku. Jesteśmy parkiem rozrywki w 100 proc. ekologicznym. Ale dosłownie! Dziś niektórzy właściciele parków powołują się na bycie „eko”, ale proszę wybaczyć określenie – to często ściema. (śmiech) U nas jest prawdziwe „eko”, ba, nawet nie mamy prądu.(śmiech) Przy atrakcjach nie stoi obsługa, gdyż cały sprzęt jest bezobsługowy. Jeśli nasi goście chcą z niego skorzystać, najpierw muszą go obsłużyć, czyli podjąć działanie. Liczy się ruch i inicjatywa. U nas nie ma przyglądania się innym i spacerowania. Jest prawdziwa zabawa. Wchodzimy w buty wojownika, doświadczamy, odkrywamy. Rodzice mają współpracować z dziećmi, a nie siedzieć z telefonem w ręce. Nie ma wymówek, że trzeba odpocząć. Samotnie wychowuję 8-latka, prowadzę biznes i kieruję domem, więc wiem, o czym mówię.

Gród Pobiedziska
Fot. Gród Pobiedziska

– W Grodzie nie znajdziemy elektroniki, multimediów, sztucznej inteligencji?

– Absolutnie nie ma takich rozwiązań! Wszystko, co znajdą u nas goście to m.in. miecze, topory, zbroje i urządzenia. Można ćwiczyć na słupach, ale też walczyć między sobą. Liczy się oszacowanie ryzyka. Powtarzam rodzicom: „znacie swoje dzieci, wiecie, jak są rozwinięte i sami decydujecie, na co można im pozwolić”. Jesteśmy dość śmiałym parkiem rozrywki, szczególnie jeśli chodzi o zasady i kwestie wychowania. Urodziłem się w 1980 roku i sam zostałem wychowany na trzepaku. W tamtych czasach dzieci się męczyły, brudziły, niekiedy zadrapywały kolano. Z obserwacji widzę, że obecny model zabawy zmierza w złym kierunku. Jest za dużo ochrony i zbędnej troski wobec dziecka. Mały człowiek powinien wspinać się na drzewo, a jeśli z niego spadnie, to otrzepie się i będzie wiedział, jak daleko może się posunąć następnym razem. To zwykły cykl rozwoju i dorastania. Maniakalne chronienie dzieci sprawia, że dziś tworzy się nieco upośledzone społeczeństwo. A wiem, o czym mówię. U nas w Grodzie przez 15 lat działalności nie doszło do żadnego incydentu. Wniosek? Czasami warto zaufać dzieciom.

Kto jest gościem parku?

– Budując park 15 lat temu założyłem, że głównym odbiorcą indywidualnym będą dziadkowie z wnukami oraz synowie z ojcami. Na tym opierałem biznes. Pomyliłem się niesamowicie. (śmiech) Dziś odwiedzają nas całe rodziny lub głównie… matki z córkami. To nie żart. Co ciekawe, gdy dochodzi do konfrontacji na arenie, to bardzo często te dziewczynki idą bardziej „na ostro w walkę” niż synowie. Jednak, co do zasady u nas może „walczyć” każdy. Najpierw uczymy gości chodzić, klęczeć, unikać ciosów i dopiero później dochodzi do konfrontacji. Mamy z dziećmi przyjeżdżają do nas głównie w soboty, a dziadkowie z wnukami w niedziele. Dni powszednie to czas dla grup zorganizowanych. Jesteśmy otwarci każdego roku od majówki do końca października, niekiedy nawet dłużej. Wiele zależy od pogody.

Gród Pobiedziska
Fot. Gród Pobiedziska

Piszą Państwo na stronie, że Gród odwiedziło już 100 tys. osób. Jak frekwencja wygląda rocznie?

– W ciągu roku przyjeżdża do nas około 14-18 tys. osób. Poprzedni sezon, 2025, był bardzo dobry, ponieważ obchodziliśmy 1000-lecie Koronacji Bolesława Chrobrego. W Wielkopolsce wprowadzono granty dla wycieczek szkolnych, w związku z czym wyraźnie wzrósł ruch grup zorganizowanych. Natomiast jednocześnie spadła frekwencja po stronie gości indywidualnych. Z czego to wynika? Trudno powiedzieć. Jeśli chodzi o wycieczki szkolne, to lubimy je obsługiwać. To wdzięczny typ klienta.

Ile grup zorganizowanych przyjeżdża rocznie?

– Odwiedza nas średnio między 70 a 100 grupami rocznie. Przyjeżdżają głównie z województwa wielkopolskiego. Mówimy o okolicach Poznania, Gniezna, Konina czy Leszna. Oczywiście są też goście z naszej gminy oraz zdarzają się turyści spoza regionu.

Gród Pobiedziska
Fot. Gród Pobiedziska

– Trudno dotrzeć do nowych gości?

– Działamy w sposób bezpośredni – chodzi o kontakt ze szkołami i współpracę z biurami podróży. Dzwonimy, piszemy, wymieniamy się informacjami. W taki sposób można wiele zyskać. Jesteśmy oficjalnym obiektem Szlaku Piastowskiego oraz członkiem Wielkopolskiej Organizacji Turystycznej, co także pozwala na ekspozycję naszej marki. W ten sposób budujemy rozpoznawalność Grodu. Do tego oczywiście komunikujemy się Facebookiem, Instagramem, stroną internetową. O tym nie zapominamy.

– Ile kosztują bilety wstępu?

– Bilet ulgowy kosztuje 15 zł, bilet normalny 20 zł, bilet rodzinny 2+2 – 60 zł, a bilet rodzinny 2+3 – 65 zł. Dodatkowo płatna jest np. organizacja ogniska – 150 zł.  Ponadto Honorujemy Poznańską Kartę Turystyczną oraz Kartę Dużej Rodziny. Jeśli chodzi o ceny biletów, to często goście mówią nam, że wejście do nas jest tanie. Zgadzam się z tymi opiniami, jednocześnie mając świadomość celu naszych działań. To kwestia nastawienia na pewną misję Grodu oraz rozsądnego zarządzania kosztami.

Gród Pobiedziska
Fot. Gród Pobiedziska

– Jednak za „coś” trzeba utrzymać biznes…

– Największym kosztem jest przywrócenie do sprawności sprzętu i maszyn po przerwie zimowej. Gdy pozwala się gościom „iść na całość”, to dzieci nie mają hamulców i eksploatują nasz park do granic możliwości. (śmiech) Po takim zużyciu, sprzęt musi iść na warsztat. Konserwacja drewna, malowanie, wymienianie elementów – to koszty, które są wpisanie w prowadzenie Grodu.

– Koszt utrzymania pracownika też jest duży?

– Nie, ponieważ w firmie pracuje tylko ja i moja księgowa. (śmiech) Gród nie jest rozbudowaną strukturą, którą obserwujemy np. w parkach rozrywki. Tam sezonowo zatrudnia się około 50-100 osób. Cała logistyka jest złożona i niesie za sobą wiele wyzwań oraz problemów. Pracownika sezonowego najpierw się szuka, później wprowadza w temat, inwestuje w niego i szkoli, a niedługo później kończy z nim współpracę. Taka osoba później odchodzi i bardzo często nie wraca. To bywa problemem, którego u nas nie doświadczamy.

Gród Pobiedziska
Fot. Gród Pobiedziska

– Ile kosztowałoby stworzenie Grodu dziś od zera?

– Na start potrzebowałbym zainwestować około półtora miliona złotych. Jednak nie mam takich planów, tym bardziej że prowadzę również drugą firmę.

– Chodzi o Old Craft Rides, która zajmuje się produkowaniem atrakcji do parków rozrywki?

– Dokładnie. Firma istnieje już około… 150 lat! Mój prapradziadek w 1885 roku otworzył w Turwi zakład stolarski. Dzisiaj reprezentuję więc sześć pokoleń rzemieślników, nie kryjąc pasji do pracy z drewnem i materiałami naturalnymi. To dzięki nim tworzymy urządzenia. Przygotowaliśmy pakiet dojrzałych, przetestowanych produktów tj. sprzęt, który może trafić do muzeów oraz parków rozrywki (głównie machiny oblężnicze), a także karuzele napędzane siłą ludzkich mięśni. Nasze rozwiązania można znaleźć np. w Magicznych Ogrodach w Trzciankach. Robią tam dobrą robotę.

Gród Pobiedziska
Fot. Gród Pobiedziska

– Jak wygląda tworzenie atrakcji? Są to personalizowane rozwiązania?

– Proszę sobie wyobrazić antyczne silniki, kieraty, koła deptane, czy napędy, które napędzały dźwigi i akwedukty. Właśnie te rozwiązania implementujemy w naszych drewnianych karuzelach. Są nieawaryjne i bezobsługowe, wręcz niezniszczalne. Cena takiej karuzeli to ekwiwalent 2-letniej pensji pracownika zajmującego się obsługą urządzenia. Ponadto utrzymanie urządzeń w ruchu nie jest kosztowne. Nie muszę chyba dodawać, że każda atrakcja integruje do zabawy i jest ekologiczna. Dla wielu użytkowników to ważny aspekt.

– Uśredniając, ile kosztuje jedno urządzenie?

– To kwota około 50 tys. zł w górę. W ofercie mamy różne rodzaje strzelnic, torów konnych, huśtawek, karuzel, maszyn wojennych. Cena zależy od rodzaju i wielkości urządzenia. Zainteresowane osoby mogą sprawdzić produkty bezpośrednio u nas w firmie w Jerzykowie. Nie jesteśmy typowym sklepem internetowym, więc nie pokazujemy całego asortymentu na stronie internetowej. Pewne szczegóły ustala się bezpośrednio i dogaduje na miejscu. To jak wyglądają nasze rozwiązania można też podglądnąć w Grodzie, gdzie goście bawią się, korzystając z naszych autorskich pomysłów.

Gród Pobiedziska
Fot. Gród Pobiedziska

– Jak może wyglądać Pana biznesowa przyszłość?

– Gród Pobiedziska będzie się rozwijał w kierunku adaptowania kolejnych urządzeń. Chcemy, aby park stał się placem testowania rozwiązań Old Craft Rides. Chodzi o obserwację, analizę i etap udoskonalania. Odbiór ludzi jest pozytywny, widzimy duże zainteresowanie. W długoterminowej strategii olbrzymi nacisk położymy również na sprzedaż naszych autorskich rozwiązań do innych parków rozrywki, ale także do skansenów czy muzeów. W tym rodzaju odbiorcy upatrujemy szanse biznesowe. Mamy nadzieję, że plany uda się zrealizować.

Rozmawiał Kamil Lech

Gród Pobiedziska
Fot. Gród Pobiedziska (Bartosz Styszyński)

Dyskusja

Dodaj komentarz

Czytaj także

Newsletter