Już od blisko 7. lat w Warszawie działa Cosmos Muzeum. W 12. pokojach goście mogą doświadczyć tu iluzji optycznych i wejść do atrakcyjnych wizualnie przestrzeni. W naturalny sposób muzeum stało się dzięki temu bardzo instagramowym miejscem. Często zmienia się nawet w plan zdjęciowy do licznych teledysków. Cosmos Muzeum to jednak coś więcej niż tylko tło do przyciągających wzrok produkcji. O pomyśle na Cosmos Muzeum i jego codziennym funkcjonowaniu rozmawiamy z menagerką Aleksandrą Piekałkiewicz i Anetą Piotrowicz.
Łukasz Jadaś: Czego mogą spodziewać się goście przychodzący do Cosmosu?
Aleksandra Piekałkiewicz: Jesteśmy dość nietypowym muzeum. Łączymy sztukę cyfrową z iluzją. Cosmos Muzeum to przede wszystkim interaktywne miejsce – można dotykać eksponatów, no i przede wszystkim robić dużo zdjęć. Jesteśmy bardzo „instagramową” miejscówką. Wielu gości przychodzi do nas zrobić ładne, zjawiskowe zdjęcia w ciekawym i oryginalnym otoczeniu. Ale doświadczenia są tu znacznie bogatsze.

Kto wpadł na pomysł takiego formatu?
Aleksandra Piekałkiewicz: Cosmos Muzeum w Warszawie otworzyło się w 2019 roku. Pomysł to dzieło Litwinów, Tomasa Kairysa i Matasa Jakovlevasa. Zarządzam muzeum na co dzień, a oni jako właściciele czuwają nad całością i od czasu do czasu nas odwiedzają. Mają też drugie muzeum – na Łotwie, w Rydze. Planują też kolejne otwarcie: tym razem w Wilnie.
Tomas i Matas od zawsze interesowali się sztuką iluzji. Początki były skromne. Na Litwie otworzyli pokój doświadczeń w galerii handlowej. Były lustra, światełka i ciekawe, choć niewielkie przestrzenie. Potem pomysł kiełkował i powstało pełnoformatowe muzeum na Łotwie.
W ten sposób małymi kroczkami doszli do Warszawy. Nie było tu wcześniej takiego miejsca, więc zainteresowali się naszym rynkiem. Cosmos to jeszcze bardziej rozszerzona wersja muzeum z Rygi. Pracuje tu 13 osób, jesteśmy otwarci codziennie. Wszystko to wzięło się z zainteresowania iluzją, sztuczkami, tym, jak w ciekawy sposób można zmylić ludzkie oko.

