„Z niejednego pieca chleb jeść…” [FELIETON]

Piotr Wiecha, właściciel Parku Rozrywki Rabkoland

Fot. Piotr Wiecha

„Z niejednego pieca chleb jeść…”

Kiedyś chciałem odwiedzić wszystkie parki rozrywki. Dlaczego? Od zawsze wychodziłem z założenia, że są one źródłem inspiracji. (Nie)stety, im bardziej zaangażowałem się w prowadzenie własnego biznesu, tym trudniej było wygospodarować wolne chwile na otwierające umysł wycieczki.

Masa obowiązków nie oznaczała jednak całkowitego… braku czasu. Podróżowałem. Na początku odwiedzałem duże obiekty – w końcu jak się uczyć to od najlepszych. „Sky is the limit” – jak mawiają. Europa-Park, Disneyland, Heide Park – tam szukaliśmy impulsów. Oglądając ogromne rollercoastery, ciągnące się po horyzont parkingi i rzesze zatrudnionych osób, zacząłem główkować, jak przełożyć zagraniczne standardy na realia naszego podwórka. To był twardy orzech do zgryzienia.

Szybko też przyszła refleksja, aby zwrócić wzrok ku parkom wielkościowo podobnym do naszego. Okazało się, że kraje takie jak Niemcy, Francja czy Holandia, pełne są małych i średnich obiektów. U naszych zachodnich sąsiadów za małe kompleksy uważa się te, które odwiedza mniej niż 200 tys. gości rocznie. „Gorzej być już nie może” – mawiają Niemcy. Trudno więc nie odnieść wrażenia, że chyba nigdy nie byli… w Polsce! U nas taki ruch zwiastuje dobry wynik w sezonie i ponadto śmiało można mówić o średniej wielkości parku…

Najtrudniejsze podczas wizyt było robienie zdjęć. Jak wytłumaczyć sytuację, kiedy trzech dorosłych facetów fotografuje… bawiące się dzieci? Wygląda to dziwnie. Mając więc wprawę w „dziwnych zachowaniach” robiliśmy także zdjęcia… koszom na śmieci. Skupialiśmy uwagę na detalach, które nie zawsze wydają się być oczywiste. (Na marginesie mówiąc, jeżeli kiedyś zobaczycie w parku rozrywki ludzi z aparatem przy pojemnikach na odpady, istnieje spora szansa, że też są z branży.)

W pewnym momencie naszych podróży, dość mocno wyeksploatowaliśmy sąsiadujące kraje. Zastanawialiśmy się, czy jest sens odwiedzać te same parki po raz kolejny? Uznaliśmy, że tak! Za myślami szybko poszły czyny i za cel obraliśmy najdawniej eksplorowane miejsca. I tu, kolejne odkrycie! Niektóre z parków zmieniły się dość znacząco. Dojrzały nie tylko obiekty, ale również i my. Naszą uwagę przykuły koncepty, które mieliśmy zamiar tworzyć na rodzimym podwórku. Na szczęście świeże spojrzenie pozwoliło na rozsądną weryfikację…

Podam taki przykład z ubiegłorocznej wizyty w holenderskim Efteling. Był tam kiedyś labirynt dla małych dzieci. I zniknął. Dlaczego? Bo goście uznali atrakcję za przestarzałą. Ta wiedza nam pomogła, gdyż sami rozważaliśmy stworzenie labiryntu, lecz na szczęście wybito nam to z głowy.

Efteling był więc dla nas zupełnie innym parkiem. Tym razem doceniliśmy ogromną przestrzeń terenu, mnóstwo drzew i stary klasyczny styl, czego w przeszłości nie zauważaliśmy. Zwracaliśmy uwagę na układ ścieżek (bo sami mierzyliśmy się z podobnymi wyzwaniami) oraz małą liczbę punktów gastronomicznych. Wisienką na torcie była noc w jednym z hoteli obiektu, gdzie w telewizji z przyjemnością zanurzyliśmy się w storytellingowej „propagandzie”. To był zupełnie inny park niż ten, który widzieliśmy 5 lat wcześniej – choć prawie wcale… się nie zmienił! Wniosek? Perspektywa i wiek robią ogromną różnicę…

Dziś coraz trudniej zaskoczyć klientów w parkach rozrywki. Nie oznacza to jednak, że należy spoczywać na laurach. Warto podglądać, inspirować się i stawiać na nowe trendy. Nie zawsze będzie to łatwe, lecz jak mawiał literat Anthony Doerr, przeszkody traktujmy jako okazje, które będą źródłem inspiracji. I tego się trzymajmy!

fot. Piotr Wiecha

„Dla chcącego nic trudnego” [FELIETON]

MAPY POLSKICH PARKÓW

KATALOG FIRM

Tylko sprawdzone firmy

OGŁOSZENIA

Kup i sprzedaj atrakcje

Czytaj też…
Menu