„Sezon prawdy” [FELIETON]

Adam Wicher, dyrektor generalny Funzeum w Gliwicach

„Sezon prawdy”

Początek tegorocznego sezonu turystycznego (maj i czerwiec) jest dla właścicieli parków zewnętrznych, mówiąc delikatnie, dość trudny. Większość przedsiębiorców, w stosunku do roku wcześniejszego, odnotowuje spadki w liczbie odwiedzających. Wyliczenia są szczególnie bolesne w segmencie klientów indywidualnych, w którym niektóre parki obserwują 30-procentowe zniżki frekwencji. I nawet pogoda, mniej sprzyjająca niż w ubiegłym sezonie, nie tłumaczy tego, dlaczego zainteresowanie jest wyraźnie niższe. Oczywiście w kwestii wizyt grup zorganizowanych nie widać szczególnego załamania. Dobre rezultaty są wynikiem prowadzonych działań sprzedażowych.

Poziom spadku liczby gości indywidualnych w obiektach całorocznych w maju i czerwcu jest podobny. Oczywiście oba miesiące tradycyjnie są słabsze w branży indor. Na plus działa fakt, że początek tego roku był bardzo dobry, więc finalnie całość się bilansuje. Gorzej mają obiekty sezonowe. Maj i czerwiec to około 25-45 proc. przychodu z całego sezonu dla parków rozrywki i atrakcji zewnętrznych, natomiast dla biznesów całorocznych to mniej więcej jedynie 10-15 proc.

Jakie więc nasuwają się wnioski? Po pierwsze skończyło się sztuczne pobudzanie popytu przez bon turystyczny. Rynek wrócił do stanu normalnego. Kurek z kilkoma miliardami złotych rocznie, z których duża część „wylądowała” w atrakcjach, został zakręcony.

Niewykluczone, że w tym kontekście mówimy nawet o kilkudziesięciu procentach klientów, którzy pozbawieni wsparcia finansowego, mogą zrezygnować z atrakcji. Spadek liczby odwiedzających z powodu braku bonu nie będzie tak duży w najlepszych parkach, ale dotkliwie odczują go miejsca mniej atrakcyjne. Przez „najlepsze” rozumiem biznesy dostarczające największą wartość rozrywki za zakupiony bilet. Z kolei najmniej atrakcyjne obiekty, to te, których cena w opinii klientów nie odpowiada oferowanej usłudze. I oczywiście nie jest jednoznaczne, że największe parki w Polsce są jednocześnie najlepsze według przyjętych kryteriów.

Ponieważ bon turystyczny funkcjonował przez dwa sezony, mam wrażenie, że wielu operatorów tak przyzwyczaiło się do świetnych wyników, że przyjęli tę sytuację jako pewnik. Niestety teraz przyszedł czas powrotu do walki o klientów, poprawiania oferty, usprawniania procesów itd. Innymi słowy? Nadchodzi ciężkie i nudne prowadzenie biznesu. Nie wykorzystując sytuacji prosperity z lat 2021-2022 do poprawy oferty, wielu przedsiębiorców popełniło strategiczny błąd. Jego konsekwencje boleśnie odczują w tym oraz w kolejnych sezonach.

Dla niektórych właścicieli szczególnie kusząca okazała się niewrażliwość klientów na cenę, spowodowana bonem. Wielu przedsiębiorców wykorzystało ten fakt do niewspółmiernie wysokich podwyżek stawek za bilety i ofertę gastronomiczną. Jednak „eldorado” się właśnie skończyło i raczej nie wróci w najbliższym czasie.

Bez wsparcia finansowego klienci ostrożniej wydają swoje pieniądze. Dużo osób wróciło do właściwego oceniania ofert rynkowych, tzn. konfrontuje cenę za bilet z otrzymywaną wartością. W ostatnim czasie w wielu obiektach ta relacja została wyraźnie zaburzona. W efekcie dostarczana klientom rozrywka w żaden sposób nie odpowiadała oczekiwanej cenie, co teraz odwiedzający zademonstrują, „głosując” nogami.

Będzie to odczuwalne, tym bardziej że w praktyce ceny za bilet wstępu do wielu polskich parków znajdują się na poziomie stawek kompleksów… niemieckich! I tu warto odnotować, że w wielu przypadkach patrząc na wejściówki w stosunku do zarobków, polskie obiekty są kilkukrotnie droższe dla Polaka niż niemieckie dla Niemca…

Po drugie inflacja też robi swoje. Wygląda na to, że spadek siły nabywczej konsumenta może przełożyć się na ograniczenie wydatków na rozrywkę. Jednakże według mnie w tym obszarze sytuacja nie wygląda tragicznie. W sumie cena za bilet do większości parków jest ciągle niższa niż koszty noclegu i wyżywienia podczas pobytu poza domem. W mojej ocenie ograniczenie wydatkowania obejmie więc przede wszystkim wyjazdy wypoczynkowe z noclegiem. Obstawiam skrócenie długości wczasów lub rezygnację z nich na rzecz jednodniowych wycieczek bez noclegu. Generalnie zakładam, że bilans w tym obszarze będzie „na zero” lub delikatny „na plus” dla atrakcji. Natomiast na drugim biegunie znajdą się miejscowości stricte noclegowe. Je czeka płacz i zgrzytanie zębów, a ostatni sezon był swoistym balem na Titanicu.

Podsumowując, nadszedł sezon prawdy. W najbliższych miesiącach dowiemy się, jak klienci realnie oceniają oferty poszczególnych parków. Sprawdzimy, czy wybrane strategie cenowe odpowiadają oczekiwaniom rynku i w jakich segmentach biznesu należy wprowadzić działania naprawcze. Spadki w liczbie gości dla ustabilizowanych atrakcji, które znacząco nie poprawiły jakości, są raczej nieuniknione. Pytanie tylko, czy te obiekty będą umiały optymalizować zyski przez umiejętne kształtowanie oferty uzupełniającej? Mowa tu o gastronomii i detalu które, chociaż częściowo zneutralizują spadki przychodów z tytułu sprzedanych biletów. Jak widać, jest cała masa pytań, lecz wciąż mało odpowiedzi. Czas wszystko pokaże!

Kiedy powstanie park linowy w Iławie?
Krynica-Zdrój wreszcie doczeka się aquaparku?

MAPY POLSKICH PARKÓW

KATALOG FIRM

Tylko sprawdzone firmy

OGŁOSZENIA

Kup i sprzedaj atrakcje

Czytaj też…

Menu