Rozmowa z Piotrem Sepioło, zastępcą dyrektora w Parku Legend w Nowej Słupi [WYWIAD]

„Od sierpniowego otwarcia odwiedziło nas już ponad 33 tysiące osób”

Fot. Przesłane materiały (Piotr Sepioło)

– Niedawno na świętokrzyskiej mapie atrakcji pojawił się Park Legend. Co to za miejsce?

–  Park Legend, a w zasadzie Park Dziedzictwa Gór Świętokrzyskich „Łysa Góra”, to olbrzymi kompleks multimedialny, który powstał dokładnie 1 sierpnia ub. r. Naszym głównym celem jest popularyzacja dziedzictwa kulturowego Ziemi Świętokrzyskiej, przy jednoczesnym zapewnieniu odwiedzającym edukacji, rozrywki oraz zabawy. Olbrzymią wartością obiektu jest lokalizacja. Znajdujemy się na zboczu Łysej Góry w otulinie Świętokrzyskiego Parku Narodowego, czyli w malowniczym obszarze wtopionym w naturalne skarby regionu. I tu dochodzimy do ważnego aspektu, gdyż wspomniana Łysa Góra związana jest z dziesiątkami różnych opowieści i legend.

– O legendach jeszcze porozmawiamy, lecz najpierw wyjaśnijmy, z jakich elementów składa się kompleks?

– Warto wymienić kilka obszarów zaczynając od ścieżki edukacyjnej, idąc dalej przez salę edukacyjną do prezentowania filmów 3D, kończąc na zewnętrznym amfiteatrze. Głównym punktem i osią zwiedzania jest wspomniana ścieżka, stanowiąca formę storytellingu, czyli jednej opowieści obrazującej historię i przyrodę województwa świętokrzyskiego, przedstawionej za pośrednictwem legend. Ścieżka to jedenaście sal z prezentacją świętokrzyskich opowieści. Każda z nich jest pokazana w inny sposób.

– O czarownicach, diabłach i wojownikach…

– …i o Pielgrzymie Świętokrzyskim, Powstaniu Kielc, Sabacie Czarownic, Zbóju Kaku i Powstaniu Świętego Krzyża. Tych legend jest naprawdę całkiem sporo. Dowiemy się z nich, czym było Madejowe łoże, kim byli Cyklopi, ale też zobaczmy postać królowej Bony. W Parku Legend turysta może dotknąć postaci i opowieści historycznych na wiele sposobów. Narratorem na ścieżce edukacyjnej, a zarazem głównym przewodnikiem jest Pielgrzym Świętokrzyski. To on „oprowadza” gości po górach.

– Legendy z pewnością przykuwają uwagę, jednak chyba nie cieszyłyby się tak dużym zainteresowaniem, gdyby nie rozwiązania audiowizualne zastosowanie w kompleksie?

– Piękna scenografia i legendy rzeczywiście przeplatają się z audiowizualnymi efektami. To hologramy, prezentacje filmowe, foto budki, czy urządzenia oparte o technologię VR. Odwiedzający znajdą u nas osławiony już symulator miotły, którym można „dolecieć” na Sabat Czarownic. Odczucia podczas lotu są niezwykle autentyczne. Wykorzystujemy wszystkie zmysły i trafiamy do wirtualnego świata. Czujemy powiew wiatru, drgania, słyszymy świstające strzały wystrzelone przez rycerzy. Podczas podniebnej podróży przelatujemy nad zamkiem w Chęcinach, Tokarnią i lądujemy na Łysej Górze.

– W Parku Legend zastosowano również technologię Pepper’s Ghost. Czym jest rozwiązanie?

– To swego rodzaju efekt holograficzny, który pozwala „ożywić” nieistniejące albo już nieżyjące postacie. Technologię wykorzystaliśmy do ukazania ducha czarownicy oraz pielgrzyma. Takich audiowizualnych atrakcji jest więcej. Przykładowo wchodząc na Łysą Górę, możemy poczuć się, jak gdybyśmy stali się częścią obrzędu stada. „Wchodzimy” do piekła i odbieramy różne bodźce. Czujemy dym, zapach siarki, zmieniającą się temperaturę. To niesamowite doznania.

– Ile trwa zwiedzanie Parku Legend?

– Średnio 90 minut. To wystarczająco dużo czasu, aby turysta poczuł magię tego miejsca, poszerzył horyzonty i pobudził wyobraźnię. Jako że znajdujemy się w budynku, to obiekt czynny jest cały rok. Goście mogą nas odwiedzać w każdym tygodniu od wtorku do niedzieli.

Fot. Przesłane materiały

– Głosu do narracji legend użyczył polski wokalista Marek Piekarczyk, ale opowieści w formie audiobooka, które znajdują się na stronie internetowej parku, zostały nagrane także przez inne znane osoby…

– Do czytania audiobooków zaprosiliśmy ludzi mających wspólny mianownik z regionem. To m.in. aktorka Krystyna Janda, czy muzycy — Janusz Radek i Andrzej Piaseczny. Usłyszymy również głos dziennikarza Jakuba Porady i szczypiornisty Sławomira Szmala.

– Dla kogo jest Park Legend? Dla rodzin z dziećmi, a może dla uczniów i przedszkolaków?

– Świetnie odnajdzie się u nas każdy typ klienta. Co ciekawe, otwierając obiekt 1 sierpnia, zauważyliśmy całkowicie nowy model turysty, czyli dziadków przychodzących z wnukami. (śmiech) Podczas wakacji wielu rodziców odwoziło swe dzieci właśnie do dziadków, a Ci chętnie zabierali pociechy do naszego obiektu. We wrześniu, wraz z otwarciem szkół, turysta się zmienił i teraz przeważają grupy zorganizowane. Chodzi głównie o dzieci oraz młodzież szkolną. Przyjeżdżają do nas również koła gospodyń wiejskich, seniorzy i dorośli bez dzieci. Nie mamy żadnych granic wiekowych.

Ile osób odwiedziło Państwa do końca 2023 roku?

– Udało się osiągnąć bardzo dobry wynik na poziomie 33 tys. klientów. Gdy otwieraliśmy Park Legend, to nie zakładaliśmy tak dużej frekwencji. Czujemy satysfakcję.

Fot. Przesłane materiały

Bilety kosztują od 25 do 30 zł. Niska cena również ma wpływ na duże zainteresowanie?

– W pewnym sensie na pewno, chociaż nie można też umniejszać samej ofercie obiektu. Jesteśmy miejscem kultury, a nie komercyjnym, prywatnym kompleksem nastawionym na zysk, więc nasze ceny muszą być atrakcyjne. Pokazujemy niematerialne dziedzictwo, dlatego głównym celem Parku Legend będzie wypełnianie misji.

Kompleks sam się utrzymuje, czy jest finansowany przez samorząd?

– Zdecydowanie jest zbyt wcześnie, by obiekt sam się utrzymał, więc cały czas otrzymujemy pomoc od samorządu. Jednak śmiało można stwierdzić, że jeżeli w kolejnych latach frekwencja będzie na podobnym poziomie co obecnie, to za dwa, trzy sezony możemy stać się samowystarczalni. To oczywiście pewien scenariusz, który mam nadzieję, że się spełni.

– Jakie elementy działalności pochłaniają największe koszty? Pensje pracowników, opłaty rachunków, utrzymanie urządzeń i ekspozycji?

– Generalnie największe koszty dotyczą wypłaty wynagrodzeń dla pracowników. Pensje cały czas rosną, więc to pochłania sporo środków. Myślę, że około 60 proc. wszystkich wydatków. Spore obciążenia generują również opłaty rachunków za energię elektryczną i gaz. To około 30 proc. całościowych wydatków. Dodam także, że miesięczny koszt utrzymania całego kompleksu to 120 tys. zł. Z tego 70 tys. zł to wspomniane już wynagrodzenie dla personelu.

Fot. Przesłane materiały

– Pozostając w wątku finansów — ile kosztowało wybudowanie Parku Legend?

– Koszt sięgnął około 21 mln zł, z czego 17 mln zł pozyskano ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego. Dodam, że generalnym wykonawcą inwestycji była firma AgroBud ze Starachowic.

– Czy podczas budowy kompleksu wszystko poszło zgodnie z planem?

– Cały czas mamy ból głowy w pewnych aspektach. Znajdujemy się na etapie rozliczania projektu. Wedle koncepcji Park Legend miał być obiektem dużo większym. W związku z tym, że czas budowy zbiegł się z trudnym okresem (pandemia, inflacja), musieliśmy zmniejszyć wydatki na realizację. Nie wszystkie legendy ukazane są w taki sposób, jaki chcieliśmy. Z drugiej strony warto szukać plusów. Mamy teraz asa w rękawie, gdyż w przyszłości modyfikując wystawy i ekspozycje, ponownie zaskoczymy klienta.

Jakie będą kolejne kroki w rozwoju Parku Legend?

– Chcemy w przyszłości rozbudować obiekt oraz infrastrukturę wokół budynku. Planujemy stworzyć wiaty grillowe, siedziska, bawialnie dla dzieci, zieleń urządzoną itp. Kolejny ważny cel to wpisanie legendy świętokrzyskiej na Krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO prowadzoną przez Ministerstwo Kultury Narodowej. Chcemy też stworzyć miejsce polskich legend, aby Nowa Słupia stała się centralnym punktem turystycznym regionu. Planów jest dużo, podobnie jak i chęci, potrzeba jedynie czasu i dobrego podejścia. Jednak wierzę, że wszystko uda się zrealizować.

Rozmawiał Kamil Lech

Fot. Przesłane materiały

Izrael planuje wybudować park rozrywki przy granicy ogarniętej… wojną
Pociągi na linii Katowice-Zator utrzymane. „Zasługa Energylandii”

MAPY POLSKICH PARKÓW

KATALOG FIRM

Tylko sprawdzone firmy

OGŁOSZENIA

Kup i sprzedaj atrakcje

Czytaj też…
Menu