Rozmowa z Pawłem Kaliszewskim, współtwórcą interakcyjnego parku zoologicznego LappyLand [WYWIAD]

„Jesteśmy współczesną Arką Noego”

Fot. Przesłane materiały (Paweł Kaliszewski)

– LappyLand to pierwszy tego typu projekt, który Pan realizuje?

– Z branżą atrakcji i rozrywki związany jestem od dłuższego czasu, ale LappyLand to rzeczywiście pierwsze tak duże przedsięwzięcie. Nie jest to ani typowy ogród zoologiczny, ani też park rozrywki. To połączenie obu miejsc – swego rodzaju centrum edukacji i rekreacji.

Od kiedy kompleks istnieje?

– Wraz z moim kolegą i partnerem biznesowym Danielem Woźniakiem bramy parku otworzyliśmy 29 kwietnia br. Mówimy więc o świeżym projekcie. Jesteśmy zlokalizowani w miejscowości Łazy koło Sierpca przy DK 10. Obecnie nasz kompleks zajmuje 2 ha powierzchni. Jednak niezagospodarowanego terenu przeznaczonego na realizację dalszych pomysłów mamy jeszcze 6 ha.

 Co to znaczy, że LappyLand jest interakcyjnym parkiem zoologicznym?

– Przede wszystkim nasi Goście nie oglądają zwierząt zza krat i bram, a stają się częścią ich świata. Dla przykładu powiem, że posiadamy wejście do lemurów katta. To atrakcja, dla której turyści przyjeżdżają prawie z całej Polski. Pod okiem wykwalifikowanych przewodników można stanąć oko w oko z zagrożonymi wyginięciem osobnika, które znalazły u nas bezpieczną przystań. To nie koniec. Mamy m.in. żółwie pustynne, które wychodzą na spacer po parku. Można je dotknąć, pogłaskać. Z kolei znajdujące się niedaleko kangury uwielbiają, gdy się je karmi. Najmłodsi mają też kontakt z reniferem i mogą zrobić sobie z nim serię pamiątkowych zdjęć. Dzieci to kochają.

Fot. Przesłane materiały

– Lemury katta to top of the top parku?

– Zdecydowanie. W naturze zostało zaledwie 2 tys. lemurów. Gdy ludzie słyszą o tym, zaczyna im zależeć na ich ochronie. Nasza misja to więc nie tylko pokazywanie zwierząt dla uciechy, ale również próba podtrzymania gatunku i edukowania społeczeństwa. Dlatego m.in. mamy specjalne programy dydaktyczne dla szkół i przedszkoli, w tym żywe lekcje przyrody dotyczące konkretnych grup osobników – np. gadów, czy ptaków. Chodzi o krzewienie wiedzy. Staramy się przy tym zapewniać rozrywkę i trochę uśmiechu. Przykładowo podczas oglądania reniferów dzieci mogą wrzucić list do specjalnej skrzynki, którą następnie nasze urocze zwierzaki przekażą Świętemu Mikołajowi w Laponii. (śmiech)

LappyLand to miejsce działające sezonowo, czy przez cały rok?

– W tym sezonie najprawdopodobniej będziemy otwarci do połowy października. Późną jesienią chcemy funkcjonować tylko w weekendy. W dalszej strategii biznesowej planujemy, aby obiekt otwierał się już od Wielkanocy i działał właśnie do końca września. Oczywiście po drodze będziemy też organizować eventy podczas specjalnych wydarzeń. Chodzi o Halloween, czy Mikołajki.

Dla jakiej grupy wiekowej przeznaczony jest LappyLand?

– Ogólnie jesteśmy parkiem ukierunkowanym na rodziny z dziećmi do 11. roku życia. Mimo ram wiekowych, w tym sezonie gościliśmy już uczniów z siódmej klasy, którzy dobrze się u nas bawili i wykazywali spore zainteresowanie treścią. Jak to mówią, wiek to tylko metryka. (śmiech)

Fot. Przesłane materiały

Ile mają Państwo zwierząt i jakie inne elementy rozrywki oraz rekreacji oferują Państwo Gościom?

– Mieszka u nas ponad 120 zwierząt z 33 gatunków. To osobniki domowe, egzotyczne, czy gospodarskie, gdyż mamy np. kolekcję drobiu. Oprócz zwierząt, odwiedzający mogą korzystać u nas ze strefy dmuchańców, a w niej z basenu z kulkami, zjeżdżalni, placu zabaw, trampolin, gigapiaskownicy itp. W sezonie letnim oferujemy strefę wodną, wodne dmuchańce i wodne zjeżdżalnie. Staramy się być familijnym parkiem, co jak obserwujemy od początku lata, Goście zdecydowanie doceniają.

W jaki sposób udało się Państwu wejść w posiadanie np. lemura katta?

– To długa historia związana niestety z niełatwym procesem. Mówiąc najprościej, by niektóre zwierzęta zamieszkały w danym parku, trzeba posiadać odpowiednie kontakty w branży. Z racji tego, że zajmowałem się w przeszłości np. dystrybucją gatunków egzotycznych, miałem w swoim telefonie numery do wielu przedstawicieli środowiska. Pracowałem też w ogrodach zoologicznych, co również ułatwiło mi sprawę. To nie jest tak, że idzie się do sklepu zoologicznego i mówi „poproszę lemura”. To skomplikowana procedura pod kątem logistycznym, dokumentacyjnym i finansowym. Mieliśmy zamówione lemury, ale nie dotarły one na czas. I to… dwa dni przed otwarciem obiektu! Z nożem na gardle dzwoniliśmy po całej Europie. Jakimiś cudem udało się pozyskać zwierzęta, ale wszystko odbywało się na wariackich papierach. Trochę dziwnie byłoby zaprosić Gości do parku, który w logo ma lemury, a nie posiada ich w swoich zasobach. Na szczęście udało się uniknąć wpadki.

– Ile kosztuje lemur katta?

– Mówimy o kwocie około 20 tys. zł. To duża suma, która w ostatnim czasie niestety wzrosła. Jeszcze niedawno lemur kosztował o połowę mniej. Podwyżki dotyczą również innych zwierząt. Wrażenie robi wartość kapibary. Cztery lata temu kosztowała ona tys. euro, a dziś trzeba zapłacić… 6 tys. euro! To sześć razy tyle. Zebra kosztowała 10 tys. zł, a dziś już 12 tys. złotych. Z kolei zakup słonia to wydatek rzędu 400 tys. euro. W prywatnych ogrodach, takich jak nasz Goście nie znajdą tak kosztownych zwierząt.

Fot. Przesłane materiały

– Jakie wymagania trzeba spełnić, by zgodnie z prawem założyć w Polsce zoo?

– To kolejny temat rzeka. Staraliśmy się o uzyskanie oficjalnej licencji na prowadzenie ogrodu zoologicznego. Dostaliśmy odmowę od Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska podyktowaną dość dziwnymi argumentami. Nie wiem, może jakieś kręgi nam nieprzychylne obawiały się konkurencji. Stwierdziliśmy, że skoro takiej formuły nie uda się zrealizować, to zrobimy projekt na własnych zasadach. I tak w naszym parku Goście spotkają zwierzęta, na jakie zwykły przedsiębiorca nie musi otrzymać pozwoleń. Specjalną licencję należy posiadać w przypadku gatunków pierwszej i drugiej kategorii. Chodzi np. o lwy, czy tygrysy. My takich zwierząt nie mamy u siebie. Oczywiście zgodnie z przepisami możemy ubiegać się o warunkowe zezwolenie na przetrzymywanie gatunków niebezpiecznych. Skorzystamy z tej możliwości i będziemy zwracać się w tej sprawie do dyrekcji ochrony środowiska. Zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie.

– Bilety do LappyLandu kosztują 45 zł (normalny) i 35 zł (ulgowy). Jak ta cena wypada na tle konkurencji?

– Dochodzą do nas słuchy, że bilety są trochę drogie, ale ludzie nie zawsze biorą pod uwagę to, ile kosztuje utrzymanie tego typu miejsca. Nie wszyscy wiedzą, że stwarzamy najbardziej komfortowe i bezpieczne warunki bytowe dla zwierząt, a to wiążę się z kosztami. Cały czas rozwijamy skrzydła, dlatego w ostatnim czasie przybyło u nas zieleni, małej architektury, no i oczywiście mieszkańców. Te elementy generują wydatki, podobnie jak rosnące płace. Musimy jakoś zarobić na utrzymanie kompleksu.

– Skoro jesteśmy przy liczbach, to zdradźmy, jak długo trwała i ile kosztowała budowa parku?

– Pomysł narodził się po wizycie w podobnym miejscu w Niemczech. Zwiedzając jeden z tamtejszych parków, obserwowaliśmy atrakcje. Stwierdziliśmy, że podobne rozwiązania można przełożyć na polski grunt, a sama inwestycja nie musi być kosztowna. Udało się przejść od słowa do czynu, ale po drodze życie nas trochę zweryfikowało – także pod kątem finansowym. W listopadzie 2022 roku wbiliśmy pierwszą łopatę pod budowę obiektu, a już w kwietniu ruszyliśmy z otwarciem kompleksu. Szybka inwestycja prawda? Założenia finansowe były jednak inne, a wydatki okazały się jeszcze inne. (śmiech) Koszty wzrosły… 3-, 4- krotnie! To było trochę szokujące. Budowa całego parku wraz z infrastrukturą i sprowadzeniem zwierząt pochłonęła około 600 tys. zł.

Fot. Przesłane materiały

Park już istnieje, jak więc prezentują się koszty jego utrzymania?

– Energię elektryczną pobierają dmuchawy, oświetlenie, ogrzewanie, gastronomia, pompy i filtry do basenów. Mówimy tu o dużej kwocie miesięcznej rzędu 7 tys. zł. Zużycie wody również wzrosło drastycznie, a co za tym idzie – także i wydatki. Sporo osób dziwi się, że nie otrzymaliśmy dofinansowania na realizację inwestycji. My też się dziwimy. Całe przedsięwzięcie sfinansowane zostało własnymi środkami. Wiele razy próbowaliśmy aplikować o wsparcie zewnętrzne, ale zawsze odrzucano nasz wniosek. Szkoda.

– A strategie marketingowe w LappyLandzie również dużo kosztują?

– Sporo nas kosztuje reklama. Chcemy dotrzeć do różnych grup odbiorców, dlatego jesteśmy promowani w radiach lokalnych. Stawiamy także na social media. Dużo środków inwestujemy w posty na Facebooku, a do tego dochodzą kampanie płatne takiej jak: Google Ads i Facebook Ads. W dzisiejszych czasach bez marketingu trudno pozyskać klienta.

– LappyLand otwarto pod koniec kwietnia. Ilu więc Gości odwiedziło obiekt dotychczas i jakie są cele frekwencyjne na kolejne lata?

– Dajemy sobie trzy sezony na całkowity rozruch i pełne rozwinięcie skrzydeł. Według obecnych wyliczeń, w tym roku odwiedziło nas około 8 tys. osób. Chcielibyśmy, aby ta liczba systematycznie rosła. Będziemy zadowoleni, jeżeli osiągniemy wynik 30 tys. odwiedzających rocznie. Mam nadzieję, że za trzy sezony uda się spełnić ten cel.

Fot. Przesłane materiały

– Spotyka się Pan z krytyką, że prowadzi ogród zoologiczny? Zdaniem wielu ludzi, zwierzęta powinny żyć na wolności?

– Zdarzały się nieprzychylne komentarze, ale głównie artykułowane za pomocą Internetu – Facebooka i Google. Personalnie nikt nam nie zgłasza żadnych obiekcji. Poza tym jesteśmy uodpornieni na krytykę, ponieważ przez lata terroryzowano nas, gdy prowadziliśmy wcześniejszą działalność gospodarczą. Wiele osób nie rozumie idei funkcjonowania ogrodów. LappyLand to placówka komercyjna, ale także współczesna Arka Noego z bogatą bazą danych genetycznych. Oryks szablorogi (antylopa) przetrwał tylko dzięki działalności zoo. Ogrody ratują gatunki i podobnie może w przypadku lemurów katta.

Jakie stawia Pan sobie biznesowe cele na kolejne lata?

– Moim marzeniem jest stworzenie w LappyLandzie fokarium. Na ten moment uniemożliwiono nam realizację tego pomysłu, ale nie dajemy za wygraną. Wierzę, że kiedyś uda się spełnić cel. Oprócz tego, w okresie krótkoterminowym, chcemy przygotować pokazowe karmienia większej liczby zwierząt. Mowa o edukacyjnych spotkaniach. Chcemy też powiększyć teren parku o lasek. Tam powstanie kolekcja ptaków drapieżnych, a także immersyjny wybieg z danielami zwyczajnymi. Do tego planujemy powiększyć wybieg Rudolfa. Tych koncepcji jest całkiem sporo. Mamy nadzieję, że uda się je wszystkie zrealizować.

Rozmawiał Kamil Lech

Fot. Przesłane materiały

W Los Angeles powstaje gra na podstawie serialu Squid Game
Turyści zagraniczni rozsmakowali się w Polsce. „Lublin oczkiem w głowie”

MAPY POLSKICH PARKÓW

KATALOG FIRM

Tylko sprawdzone firmy

OGŁOSZENIA

Kup i sprzedaj atrakcje

Czytaj też…
Menu