Rozmowa z Jakubem Paczyńskim, właścicielem Karkonoskich Tajemnic i Kolejkowa [WYWIAD]

KOLEJKOWO: „Myślę, że jesteśmy w dobrym miejscu i dobrym
czasie…

Fot. Jakub Paczyński

– Od Karkonoskich Tajemnic do Kolejkowa – na pierwszy rzut oka dość spory rozstrzał tematyczny. Jaka była geneza obu atrakcji?

– Myślę, że ciekawe jest to, jak w ogóle zaczęła się moja przygoda z turystyką. Gdy miałem nieco ponad dwadzieścia lat, miałem firmę, która zajmowała się nad morzem tatuażami z henny. Spodobało mi się to, że turyści są wyluzowani, chętni do rozmowy, wydają łatwo pieniądze, ale też są wdzięczni za usługi, które im się świadczy. Później biznesowo działałem w handlu i budowlance, ale to nigdy nie przynosiło takiej frajdy i spełnienia zawodowego. Ponieważ pochodzę z Karpacza, moi znajomi, często pytali mnie o legendy związane z Duchem Gór, o jego historię. Nie mogli tego znaleźć w Karpaczu. Dlatego postanowiłem, że zbuduję taką wystawę, która będzie opowiadała o Duchu Gór i Karkonoszach. Kiedy w 2012 roku budowałem Karkonoskie Tajemnice, koledzy pukali się w głowę i pytali, jaką dotację dostałem, a nie było żadnej dotacji. To była moja wizja, która się sprawdziła. Pomogli mi moi przyjaciele z kręgów artystycznych, chociażby Dariusz Miliński, czy Igor Morski. Stworzyliśmy bardziej spolszczony, słowiański obraz Ducha Gór, bo zazwyczaj legendy o tej postaci pisali Niemcy. My uważaliśmy, że postać ta nie należy do żadnej narodowości, lecz do gór. Wydaliśmy również książkę o Karkonoskich Tajemnicach, która sprzedała się już w kilkudziesięciu tysiącach egzemplarzy, więc wprowadzamy też element mocno edukacyjny.

– A kiedy pojawiła się wizja stworzenia Kolejkowa?

– Kolejkowo powstało, bo po pierwsze lubiłem Karkonoskie Tajemnice i turystykę, a po drugie modelarstwo, to moja pasja z dzieciństwa. Ale nie wiedzieliśmy, czy będzie to atrakcyjne dla klientów, bo modelarstwo nie zawsze kojarzy się, jako coś fascynującego. W Karpaczu wynajęliśmy na próbę działkę i namiot handlowy o powierzchni 150 m2, w którym wystawiliśmy wszystkie makiety kolejowe jakie posiadaliśmy. Na wystawę tę złożyły się dzieła kilku modelarzy. Pierwsze makiety powstawały zresztą również w moim garażu. Ekspozycja okazała się hitem lata 2014 w Karpaczu. Odwiedzający podpowiadali nam, abyśmy otworzyli podobną w dużym mieście. Przeanalizowaliśmy zachodni rynek atrakcji turystycznych. Z analizy wyszło nam, że rozwija się tam przede wszystkim turystyka miejska. Dlatego przenieśliśmy się do dużego miasta i w styczniu 2015 roku otworzyliśmy pierwsze Kolejkowo we Wrocławiu na Dworcu Świebodzkim. We wrześniu 2016 roku drugie Kolejkowo powstało w Gliwicach. Myśleliśmy o otwarciach kolejnych wystaw, ale dużo czasu zajęło nam „poukładanie” firmy, która zarządzana jest z Jeleniej Góry. Ta spora odległość była dużym wyzwaniem. Kiedy poradziliśmy sobie z tym w 2019 roku, postanowiliśmy, że ruszymy na Warszawę, ale przeszkodziła nam pandemia.

Fot. Izabela Kieliś, Kolejkowo Wrocław

– We Wrocławiu przyszedł moment na przenosiny – z kultowego Dworca Świebodzkiego do budynku SkyTower. Co zaważyło na decyzji o przeprowadzce?

– Klimat na Dworcu Świebodzkim był świetny. Obiekt jest nieczynny od 30 lat, więc otworzyliśmy tam Kolejkowo pod hasłem „Pociągi wracają na Dworzec Świebodzki”. Z zabytkowym budynkiem, jakim był dworzec, wiązały się jednak pewne ograniczenia, m.in. słabe zabezpieczenia PPOŻ, trudności w dostosowaniu dla osób niepełnosprawnych oraz dla wózków dziecięcych, wszystko co robiliśmy wymagało zgód konserwatora zabytków. Nie bez znaczenia była też mała powierzchnia. Na dworcu mieliśmy do dyspozycji 750 m2, w SkyTower mamy aż 1700 m2. Jest to ogromna różnica. Mamy większą powierzchnię, lepsze możliwości obsługi – recepcję, kawiarnię, sale warsztatowe. Komfort zwiedzania znacznie się poprawił.

– Jak zmieniała się frekwencja od początku istnienia Kolejkowa? Czy można powiedzieć, że któryś rok był szczególnie przełomowym jeśli chodzi o wzrost zainteresowania wystawami?

– Gdy startowaliśmy, mieliśmy dosyć małe budżety. Kolejkowo we Wrocławiu kosztowało 600 tys. zł. W tym samym roku otworzyło się wrocławskie Hydropolis z budżetem 60 mln zł, więc dysproporcja była ogromna. W pierwszym roku we Wrocławiu odwiedziło nas ok. 70 tys. ludzi. Teraz, w 2022 roku, byliśmy w pierwszej trójce wrocławskich atrakcji, wybieranych przez turystów z wynikiem ok. 220 tys. odwiedzających. Mówimy tutaj o sprzedanych biletach, bowiem nie liczymy bezpłatnych wejściówek, jak robi to np. Hydropolis, czy wrocławskie ZOO. Na samą kartę „Nasz Wrocław” jest wydawanych ok. 300 tys. bezpłatnych biletów do tych atrakcji. Z kolei gliwickie Kolejkowo odwiedza ok. 110-115 tys. osób rocznie. Natomiast trudno mówić o przełomowym roku. Liczba odwiedzających nasze wystawy rośnie systematycznie.

– Czy posiadacie statystyki, ile z tych osób to powracający klienci?

– Tak, robimy takie badania ankietowe średnio co 3 miesiące na dość reprezentatywnej grupie osób. Wynika z nich, że 25 do 27% to osoby, które już u nas przynajmniej raz były.

– Ostatnie miesiące przyniosły informacje o emisji akcji i planach wejścia Kolejkowa na giełdę…

– Tak, przygotowujemy się do wejścia na giełdę w 2024 roku. W październiku 2022 wyemitowaliśmy akcje Kolejkowa. Emisja zakończyła się przed czasem. Był to ogromny sukces w polskim crowdfundingu w bardzo trudnym czasie, emisja zakończyła się przed terminem. Udało nam się zebrać pełną kwotę i była ona najwyższą podczas emisji w Polsce w 2022 roku. Zgromadzony kapitał wyniósł 2,24 mln zł.

Fot. Izabela Kieliś, Kolejkowo Wrocław

– Dlaczego zdecydowaliście się na taki, skądinąd odważny model działania?

– Wszystkie firmy w tej branży w Polsce rozwijają się organicznie. Aby inwestować i się rozwijać musimy wziąć kredyty. Minusem wszystkich atrakcji turystycznych jest to, że na samym początku są bardzo kapitałochłonne. W Polsce rynek atrakcji turystycznych nie jest jeszcze nasycony. Społeczeństwo polskie się bogaci, ceny biletów rosną i zaczynamy pomału doganiać w tej kwestii Zachód. Jeszcze przed pandemią zauważyłem, że Polską zaczęły interesować się fundusze zagraniczne, w tym duzi gracze, np. Merlin Entertainments, czy Majaland, za którym stoi fundusz, który w to inwestuje. Podczas gdy my musimy mieć marżę 30-40%, aby móc się rozwijać organicznie, funduszom wystarczy 8-9%. Dla nich to już dobry wynik. Dla nas jest to bardzo duża konkurencja. Musimy działać na wysokiej marży, brać kredyty i od razu je spłacać. A fundusze mają nieograniczone środki i mogą inwestować. Dlatego, aby wyrównać szanse Kolejkowa z dużymi graczami, którzy będą wchodzili do Polski, plan jest taki, by emitować akcje i w ten sposób pozyskiwać kapitał, którego nie trzeba spłacać. Owszem, trzeba się podzielić zyskiem, ale też spółka się o wiele szybciej rozwija i ma zapewnioną płynność oraz bezpieczeństwo rozwoju. Kolejkowo jest już na takim poziomie, że mamy sprawdzony model biznesowy, wiemy że projekt zarabia i koncepcja się sprawdziła, więc potrzebujemy kapitału na szybki rozwój, tym bardziej, że plany są duże. W grudniu zaczęliśmy budowę modelarni w Jeleniej Górze o powierzchni 900 m2, która będzie służyła do produkcji nowych wystaw, ale będzie można ją również zwiedzać. Planujemy też co roku otwierać Kolejkowo w nowym mieście. W tym momencie trwają poszukiwania lokalizacji w Warszawie, kolejna będzie najpewniej w Gdańsku lub w Krakowie.

– Inflacja, rosnące koszty energii i ograniczanie wydatków na rozrywkę. Czy obecna sytuacja i wspominane często problemy branży, dotyczą również Kolejkowa?

– Paradoksalnie, myślę, że to jest bardzo dobry czas dla turystyki. Są snute katastroficzne wizje, ale tak naprawdę nie obserwuję u nas, czy u konkurencji zmniejszonego ruchu. Wręcz przeciwnie. Turystyka się rozwija, wycieczki zagraniczne są droższe, inflacja owszem rośnie, ale też zarobki Polaków rosną. Spójrzmy w jakim miejscu jest branża turystyczna. Moim zdaniem do drzwi puka już kolejna rewolucja, po przemysłowej. Badania pokazują, że przez sztuczną inteligencję ok. 40% ludzi do 2040 roku będzie musiało zmienić swoje kwalifikacje żeby znaleźć pracę. Sztuczna inteligencja zastąpi trochę ludzi w niektórych zawodach. Ale proszę zwrócić też uwagę na modę, jak 4-dniowy model pracy i work life balance. Moim zdaniem firmy, które zagospodarowują czas wolny bardzo na tej rewolucji skorzystają. Myślę, że jesteśmy w dobrym miejscu i dobrym czasie. Choć ze mną ciężko się rozmawia, bo ja jestem optymistą (śmiech). Co zaś do kosztów energii, wyliczyliśmy, że w bilecie stanowią ok 3%. Jeśli wzrosłyby o 100%, musielibyśmy podnieść ceny wstępu o 3%. To oznacza złotówkę w przypadku biletu normalnego. Myślę, że byłoby to akceptowalne przez klientów.

– Wróćmy jeszcze na chwilę do planów związanych z giełdą i dalszym rozwojem Kolejkowa. Wspomniał Pan o kolejnych lokalizacjach w Warszawie, Gdańsku lub Krakowie. Jakie stawiacie sobie kolejne cele? Dalsza ekspansja na Polskę, a może również za granicą?

– Na początek na pewno musimy być bardzo mocni w Polsce. Oprócz całej wystawy planujemy również inne biznesy około towarzyszące. Nie chcę jeszcze zdradzać o co chodzi, ale będziemy wciąż rozwijać markę Kolejkowo, lecz w sposób niekoniecznie związany z samymi wystawami. Już analizujemy rynki zachodnie oraz wschodnie. Obserwujemy, zbieramy dane, analizujemy, gdzie moglibyśmy otworzyć Kolejkowo w kolejnych państwach. Myślimy przede wszystkim o Czechach i Hiszpanii oraz podobnych rejonach.

Fot. Izabela Kieliś, Kolejkowo Wrocław

– Wymienione lokalizacje są mocno rozstrzelone po Polsce. Wspomniał Pan o tym, że siedziba zarządu znajduje się w Jeleniej Górze. Jakich problemów nastręcza zarządzanie takimi obiektami na odległość?

– Rzeczywiście, zarządzanie na odległość stanowiło spory problem. Badaliśmy m.in. czy scentralizować, czy powołać osobne działy marketingu. W tym momencie realizujemy trochę mieszany model. Przy wielu lokalizacjach musimy wprowadzać standaryzację, dlatego w tym momencie opracowujemy księgę marki. Wyszczególniamy wszystkie jej cechy i wartości, które powinna przekazywać. Duży nacisk kładziemy na zarządzanie jakością marki wewnątrz firmy – od modelarzy, aż po obsługę. Nasi pracownicy muszą wiedzieć kim jesteśmy, jakie wartości niesiemy, dlatego każdy przechodzi szkolenie z tego zakresu. Dążymy do tego, aby z jednej strony zachować standardy, ale z drugiej, by nie umknęła nam regionalizacja i wyjątkowość każdej z lokalizacji, bo nawet scenki sytuacyjne na makietach nie powtarzają się w poszczególnych obiektach. I to jest chyba właśnie największe wyzwanie związane z zarządzaniem. Badamy szczegółowo naszą markę, zastanawiamy się dlaczego ludzie do nas przychodzą, jak nas odbierają, w jakim kierunku powinniśmy iść. Bardzo pomagają nam w tym ankiety wśród odwiedzających, bo pokazują w których obszarach myślimy inaczej i jakie wartości doceniają nasi goście.

– Każde Kolejkowo otwarte jest 365 dni w roku. Jak wygląda kwestia obsady? Czy pracownicy są sezonowi?

– Mamy o tyle komfort, że w naszym przypadku nie widać sezonowości, jak w atrakcjach zewnętrznych. Możemy więc zachować stałą kadrę, ale oczywiście zatrudniamy również studentów, np. na weekendy. We Wrocławiu, wraz z osobami na zlecenie, zatrudniamy ok. 40 osób. W Gliwach ok. 25-30 osób, ale jak wspomniałem są to liczby wraz ze zleceniobiorcami. Dodatkowo mamy modelarnię z obsadą około 10 osób.

– Skoro wspomniał Pan o modelarzach, proszę uchylić rąbka tajemnicy, jak wygląda proces tworzenia makiet do Kolejkowa?

– Nasi modelarze są podzieleni pod względem specjalizacji. Jedni specjalizują się w budynkach, inni np. w tworzeniu postaci. W przypadku budowli najpierw pozyskujemy materiały źródłowe do projektów. Często sami jeździmy po miastach, tworzymy dokumentację fotograficzną, mierzymy dany budynek miernikiem laserowym. Następnie rozrysowujemy wszystko i wycinamy poszczególne elementy. Najczęściej jest to praca ręczna, rzadziej używamy w tym celu maszyn. Po złożeniu całości istotne są detale, wykończenia, dodajemy rynny, parapety. I… już po kilku miesiącach wszystko jest gotowe (śmiech).

– No właśnie, po kilku miesiącach. Dziś mówimy o Kolejkowie w Warszawie. Jak długo będą się budowały makiety do stolicy?

– Makiety do Warszawy budują się już – proces trwa w zasadzie od początku stycznia. Będą powstawały ponad rok. Szacujemy, że koszt samej ekspozycji wyniesie ok. 2,5 mln. zł. Myślę, że Warszawę otworzymy w marcu lub kwietniu 2024. Jest to czasochłonny proces. Dla przykładu, ok. 2 lata temu budowaliśmy wrocławski ratusz. To jest bardzo skomplikowany budynek, zarówno pod względem bryły, jak i ilości rzeźb i ozdób. Jeden taki budynek trzech modelarzy tworzyło przez sześć miesięcy.

Fot. Izabela Kieliś, Kolejkowo Wrocław

– W trakcie naszej rozmowy wspomniał Pan o sztucznej inteligencji i o tym, jak zmienia się świat. W dzisiejszej dobie rozwoju technologii, stawiania na multimedialność atrakcji, idea wystawy, jaką jest Kolejkowo, może wydawać się formą rozrywki niekoniecznie atrakcyjną dla tzw. „pokolenia Z”. Czy obawiacie się tego w jakiś sposób patrząc w przyszłość?

– Osobiście myślę, że zaczynamy być czymś bardzo wyjątkowym. Każde muzeum tworzone po 2015 r. wypełnione jest takim sprzętem. Wtedy był on dla wszystkich nowością, ale okazuje się, że te rozwiązania szybko się starzeją. Cały czas patrzymy w jakiś ekran lub monitor i takich wrażeń mamy wiele na co dzień. Rzutniki, emocje wyświetlane na ekranie, technologia VR – te gadżety wchodzą do obiektów turystyki, ale za chwilę wejdą również do galerii handlowych, sklepów, wszystkiego co nas otacza. Za 5 lat to wcale nie będzie takie wyjątkowe, jak dziś nam się wydaje. A modelarstwo jest czymś prawdziwym. Widać, że ktoś poświęcił temu czas, że jest to praca ludzkich rąk i jest to bardzo szlachetne. Zresztą my też idziemy z duchem czasu. Stosujemy elektronikę, szukamy ciekawych rozwiązań. Ale u nas prezentowane wrażenia są 3D, są bardziej rzeczywiste, a nie na płaskim ekranie. Myślimy o naszej marce bardzo długofalowo. W Kolejkowie stosujemy wiele gadżetów. Działamy dopiero 8 lat, ale już mamy rodziców, którzy przyprowadzają swoje pociechy, bo sami jako dzieci byli u nas i doświadczyli ciekawych emocji. Więc nie, nie boję się i myślę, że Kolejkowo będzie się dalej rozwijało.

– W styczniu został Pan członkiem zarządu Wrocławskiej Organizacji Turystycznej. Z czym wiąże się ta funkcja i czym zajmie się sama Organizacja?

– Kiedy zakończyła się pandemia, prezydent Wrocławia, Jacek Sutryk, powołał Radę Turystyki, w której miałem zaszczyt uczestniczyć. Był to krok związany z dużą świadomością tego, że turystyka jest bardzo ważna dla gospodarki lokalnej, bo Wrocław niewątpliwie jest miastem turystycznym. Politycy i przedsiębiorcy często traktują turystykę nie do końca serio, uważają, że to coś fajnego, że to rozrywka, a tak naprawdę to jest duży biznes. Szacuje się, że turystyka wpływa nawet na 8 do 12% polskiego PKB, a to jest bardzo dużo. Rada Turystyki postanowiła, że powoła Wrocławską Organizację Turystyczną, która zadba o turystykę Wrocławia. Uważam, że to, iż w zarządzie znalazły się osoby ze świata samorządu, ale również biznesu, było bardzo dobrym pomysłem. Moim zadaniem jest zwracanie uwagi na to, by narzędzia kreowane przez WOT służyły również biznesowi, a nie tylko miejskim atrakcjom. Np. w Gdańskiej Karcie Turysty są praktycznie same muzea i jednostki samorządowe, bo karta jest tak stworzona, że biznesowi po prostu nie opłaca się do niej dołączyć. Ja jestem odpowiedzialny za zaproponowanie formuły dla Wrocławskiej Karty Turysty, ale takiej, by biznes również mógł z niej skorzystać. Już na tym pracujemy w zarządzie i myślę, że będzie to karta bardzo przełomowa. Podobnego wzorca nie widzieliśmy nawet na zachodzie. Karta będzie adresowana do wszystkich podmiotów, będzie łączyła atrakcje miejskie, prywatne, restauracje i sklepy z pamiątkami. Myślę, że jej finalny wygląd znany będzie w przeciągu 2-3 miesięcy. Być może uda się ją wdrożyć do tegorocznych wakacji.

Fot. Izabela Kieliś

Rozmawiała Izabela Kieliś

Powstaje gigantyczny park rozrywki na platformie wiertniczej. Gdzie?
ENADA Primavera i RAS 2023 – [RAPORT]

MAPY POLSKICH PARKÓW

KATALOG FIRM

Tylko sprawdzone firmy

OGŁOSZENIA

Kup i sprzedaj atrakcje

Czytaj też…
Menu