„(Nie) oceniaj książki po okładce…” [FELIETON]

Dawid Smelczysz, właściciel firmy ArtiDex

Fot. Materiały autora

„(Nie) oceniaj książki po okładce…”

Kiedy nieco ponad 10 lat temu, jeszcze w liceum – kierowany młodzieńczą miłością do Gwiezdnych Wojen – postanowiłem, że spróbuję swoich sił w propmakingu, nie sądziłem, że fanowska wystawka w moim pokoju, składająca się z własnoręcznie wykonanych gadżetów, będzie pierwszym otarciem się o stworzenie przeze mnie czegoś na kształt mini tematyzacji. Wówczas „theming” w rozumieniu tematyczności występującej m.in. w branży parków rozrywki, był dla mnie tylko jednym z angielskich słówek, które niekoniecznie mogłyby się pojawić na maturze. Jeśli zaś chodzi o atrakcje w wesołych miasteczkach, miałem o nich mocno wyrobioną opinię. Sprowadzała się ona do prostego stwierdzenia: „Dawid może jeździć na rollercoasterach, ale… Dawid się NIE KRĘCI!”

Dziś, gdy załapałem branżowego bakcyla, mogę już chyba mówić o swego rodzaju „zboczeniu zawodowym”, które nie pozwala mi bezrefleksyjnie przejść obok ogółu i szczegółu dekoracji w takich miejscach. Za każdym razem obserwując reakcje współtowarzyszy podróży, postronnych osób, ale również swoje własne, utwierdzam się w przekonaniu, iż powiedzenie „nie oceniaj książki po okładce” nie ma zastosowania w przypadku parków rozrywki, a zwłaszcza tych pretendujących do miana tematycznych.

Dlaczego o tym wspominam? Otóż swego czasu od managera w jednym z polskich obiektów branży czasu wolnego usłyszałem, że dekoracje to oczywiście świetna sprawa, ale nie należy z tym przesadzać i wydawać na nie kroci, bo przecież szyld atrakcji, czy figura parkowego brand hero nie zarabiają… Czy aby na pewno?

To pytanie czysto retoryczne dla takich parkowych gigantów, jak chociażby Europa-Park, czy Efteling. Nie mówiąc już o Disneylandzie, który z powodzeniem mógłby prowadzić osobny kierunek studiów poświęcony kwestii budowania emocji. Oczywiście, przeżycia w parku rozrywki nie sprowadzają się wyłącznie do zmysłu wzroku, a na tematyzację nie składają się tylko dekoracje. Pozostańmy jednak na chwilę przy tych ostatnich.

Wizualna otoczka atrakcji i wypełniacz parkowych przestrzeni w postaci themingu, to nie tylko kaprys rozrywkowych potentatów, którzy niejednokrotnie nie wahają się wydać na niego więcej, niż na samo urządzenie. Ma on bowiem niebagatelne znaczenie w kreowaniu miejsc, które goście mają po prostu pokochać. Wiedzą o tym doskonale w Eftelingu, w którym uwielbiane przez zwiedzających atrakcje są regularnie odświeżane, a retematyzacja istniejącego urządzenia, jest powodem do dumy i komunikowana niemal na równi z budową nowości. Świetnym przykładem może być otwarty ponownie miesiąc temu kultowy dark ride Droomvlucht, który przeszedł kompleksową renowację. Kto miał okazję korzystać z tego urządzenia, ten wie, że to właśnie owa dbałość o najmniejsze szczegóły stanowi w jego przypadku o przysłowiowym efekcie „wow”.

Miejsca takie, jak chociażby Phantasialand pokazują, że nie sztuką jest zaproponowanie gościom stu bezpłciowych atrakcji. Wystarczy 30, ale za to świetnie stematyzowanych, jak ekstremalny Talocan, na którego nie każdy wsiądzie, ale w zasadzie każdy chętnie zawiesi oko. I to nie tylko po to, aby napawać się dramatycznymi wrzaskami nieszczęśników, którzy zdecydowali się zaryzykować przejażdżkę.

Na szczęście również w Polsce coraz więcej przedstawicieli branży rozrywkowej rozumie potrzebę inwestowania w wizualny aspekt biznesów, które prowadzą, i rolę detalu w tworzeniu niezapomnianego klimatu danego miejsca. Za przykład warto tu postawić chociażby Mandorię, w której od początku konsekwentnie budowany jest spójny storytelling, uwydatniony dopracowaną tematyzacją. Dodając do tego specyfikę aktualnych czasów, kiedy to instagramowe selfie wciąż mają się całkiem dobrze, opłaca się z wyprzedzeniem pomyśleć o tym, co będzie widoczne w tle na zdjęciach, które goście zrobią sobie w naszym parku, a później puszczą w świat.

W tym miejscu można by płynnie przejść do problemu jakości samych dekoracji, bo przecież często są one obecne, ale naznaczone zębem czasu i bliskimi spotkaniami z pragnącymi interakcji gośćmi. Chciałoby się sparafrazować Szekspira i zapytać „łatać, czy nie łatać?” W moim odczuciu zdecydowanie łatać, naprawiać, malować, wymieniać, a przede wszystkim inwestować w dobrą jakość od samego początku. Albowiem chcąc, nie chcąc, owa przysłowiowa okładka może wywrzeć na odwiedzających dużo większe wrażenie, niż same karuzele. Kwestią otwartą jest to, jakiego rodzaju będzie to wrażenie…

Bon turystyczny przyniósł branży ulgę. Będzie nowe świadczenie?
We wrocławskim aquaparku powstaną dwie nowe zjeżdżalnie

MAPY POLSKICH PARKÓW

KATALOG FIRM

Tylko sprawdzone firmy

OGŁOSZENIA

Kup i sprzedaj atrakcje

Czytaj też…
Menu