Storm Crow Manor

Storm Crow Manor: kolacja w świecie sci-fi, fantasy i rzutów kostką [InspirAkcje]

Inne

Jak wygląda miejsce, w którym Gwiezdne Wojny spotykają Twin Peaks, a kostka do gry decyduje o posiłku?

Co by było, gdyby restauracja działała jak gra fabularna? Gdyby losowość, narracja i świat przedstawiony były ważniejsze niż klasyczna karta menu? Storm Crow Manor w Toronto to przykład miejsca, które nie „tematyzuje” przestrzeni, ale buduje kompletny, angażujący świat. Istnieje wiele immersyjnych konceptów kulinarnych, które łamią konwencję kolacji czy wyjścia do baru, ale kanadyjski lokal podnosi tu poprzeczkę bardzo wysoko.

InspirAkcje to cykl prezentujący wyjątkowe miejsca, innowacyjne inicjatywy i niecodzienne wydarzenia z całego świata. Pokazujemy projekty, które mogą stać się inspiracją dla szerokiego sektora leisure. To przestrzeń do czerpania pomysłów, odkrywania trendów i budowania świeżych perspektyw. Chcesz podzielić się swoim pomysłem? Napisz do nas!

Gdy game design spotyka gastronomię

Początki kanadyjskiego Storm Crow Manor sięgają 2018 roku. To wtedy w jednej z dzielnic Toronto  – Church and Wellesley – powstała restauracja, która z założenia miała być zupełnie inna niż wszystkie inne.

Co ciekawe, oferta kulinarna wcale nie była główną siłą napędową pomysłu na to miejsce. Jego korzenie sięgają… branży gier wideo. Za konceptem stoi bowiem Jason Kapalka, współzałożyciel PopCap Games. To już wiele tłumaczy. Kapalka zaprojektował lokal i doświadczenie tak, jak projektuje gry wideo. Z poziomami, zasadami, nagrodami i niespodziankami.

Założenie od początku było jasne. Nie chodziło o restaurację czy bar z pojedynczym motywem głównym ani ze „skinem”, który były tylko dekoracją. Twórca chciał pełnoprawnego świata, do którego się wchodzi, i z którego… trudno jest wyjść, nawet wtedy, kiedy fizycznie opuści się lokal.

Media szybko nazwały Manor „najbardziej nerdowskim barem Kanady”, jednak to określenie nie oddaje pełni koncepcji. Popkultura i „geekowskie” odniesienia są tu raczej narzędziem budowania opowieści niż celem samym w sobie.

Storm Crow Manor
Fot. Storm Crow Manor

Kilka pięter, kilka rzeczywistości

Choć z pozoru może to wyglądać zupełnie inaczej, sekret Storm Crow Manor tkwi w prostocie. Lokal działa w starej rezydencji rozbitej na tematyczne pokoje. Każde pomieszczenie to nie tylko „jadalnia” czy bar, ale też element przygody i całego doświadczenia.

Neonowy Cyberpunk Room kontrastuje z ukrytym za ruchomą półką pokojem Nautilus, inspirowanym Juliuszem Verne’em. Tuż obok funkcjonują Heaven i Hell, a piętro wyżej czeka Black Lodge z lustrzanym sufitem i podłogą w czarno-białą szachownicę, która od razu przywołuje na myśl kultowy amerykański serial „Miasteczko Twin Peaks”.

W budynku jest też Victorian Hunting Lodge, gdzie zamiast klasycznego trofeum na ścianie wisi głowa Beholdera z dobrze znanej gry fabularnej RPG „Dungeons & Dragons”. Nawet najmniejsze szczegóły obiektu, takie jak droga do toalety – prowadząca schodami wyłożonymi czaszkami – jest pełnoprawną częścią doświadczenia, a nie tylko neutralną przestrzenią techniczną.

Storm Crow Manor
Fot. Storm Crow Manor

Kolacja z elementem losowości

W Storm Crow Manor nawet wybór jest ważnym elementem doświadczenia. Już na etapie zamawiania goście są poniekąd „graczami”. Sam wybór dań na wieczór może okazać się decyzją ryzykowną. W menu lokalu znajdują się pozycje Dungeon Meals i Random Shots, które opierają się na mechanice znanej z gier fabularnych. To rzut kostką decyduje o tym, co trafi na stół.

Zupełnie niepozorna dwudziestościenna kostka może więc zadecydować o tym, jak będzie wyglądał cały wieczór, bowiem wylosuje ona np. nagrodę, klasycznego shota albo kulinarną pułapkę w postaci… ekstremalnie ostrego sosu. Dania typu Dungeon Burger czy Dungeon Poutine zmieniają się w zależności od wyniku, a losowość staje się częścią zabawy, która  – według odwiedzających  – jest niezwykle (ale zdrowo) uzależniająca!

Goście mogą oczywiście przejąć kontrolę i zamówić w klasyczny sposób, ale większość decyduje się na „grę”, bo to właśnie ona jest w tym kanadyjskim lokalu elementem niezapomnianego doświadczenia.

Storm Crow Manor
Fot. Storm Crow Manor

Popkultura, która żyje, a nie wisi na ścianie

Storm Crow Manor nie przypomina miejsca, w którym popkulturę ogląda się z dystansu. Tutaj się w niej po prostu zanurza. Plakaty filmowe, figurki AT-AT, motywy z „Obcego”, Marvela, „Doktora Who” czy „Star Treka” są wszędzie.

Goście często podkreślają, że to „odważne miejsce, które naprawdę pozwala sobie być inne”. Łączy estetykę filmową i „geekowską” ze zwyczajnym wyjściem na kolację. Jedni wspominają wieczór spędzony przy kominku, z tajskim curry na stole, inni – seans „Księżniczki Mononoke” oglądany w sali inspirowanej „Miasteczkiem Twin Peaks i „Lśnieniem. Fanom „Gwiezdnych Wojen” wpadają w oko dekoracje z AT-AT czy nadmuchiwany Jabba the Hutt, które „kupują” emocje jeszcze przed zamówieniem pierwszego drinka.

A gdy ktoś chce zabrać kawałek tego świata ze sobą – co zdarza się częściej niż często – trafia do sklepu Bizarre Bazaar. Obok kości do RPG i autorskich gadżetów można znaleźć przedmioty, które idealnie pasują do miejsca, w którym Pangalaktyczny Gardłogrzmot jest prawdziwą pozycją z menu, a nie tylko nawiązaniem do „Autostopem przez Galaktykę” Douglasa Adamsa.

Storm Crow Manor
Fot. Facebook – Storm Crow Manor

Opowieść, do której chce się wracać

W Storm Crow Manor odbywają się także eventy specjalne. Każde wydarzenie staje się naturalnym przedłużeniem unikalnego uniwersum.

Np. event „Chickageddon” z darmowymi skrzydełkami przyciągnął tłumy ustawiające się w kolejce wokół całego budynku. W gorącym czasie pandemii dostawy burgerów realizował kurier przebrany za Ponurego Żniwiarza przyjeżdżający karawanem, a za pizzę można było „zapłacić duszą”. Walentynki z pluszowym Pokemonem, czy inne interaktywne wydarzenia zawsze wpisywały się w tę samą narrację: goście mogli w pełni wejść w magiczny świat tego miejsca i stać się jego częścią.

To podejście sprawia, że miejsce jest dalekie od konceptu restauracji, a zdecydowanie bliżej mu do scenografii pełnej tajemnic i niespodzianek, gdzie za każdym razem odkrywa się coś nieznanego. Goście wracają, by ponownie rzucić kostką, trafić na nieznany wcześniej pokój czy wziąć udział w kolejnym, zupełnie nietuzinkowym evencie.

Storm Crow Manor pokazuje, że w branży leisure warto łamać schematy – nawet te już złamane poprzez pomysły na różnego rodzaju nietypowe gastronomiczne doświadczenia. Nietuzinkowy i wyłamujący się z ram koncept nie tylko przyciąga i angażuje gości, ale też zostaje w ich pamięci na długo po opuszczeniu starego gmachu tego lokalu.

Fot. Facebook – Storm Crow Manor

Przeczytaj też o inicjatywie “Za Starzy Na Techno” [InspirAkcje]

Dyskusja

Dodaj komentarz

Czytaj także

Newsletter