restauracja OMA

Restauracja OMA. Tam, gdzie obiad jest doświadczeniem wspomnień [InspirAkcje]

Inne

Jak smaki dzieciństwa i rodzinne historie mogą zdefiniować doświadczenia we współczesnej restauracji?

Nie wszystkie miejsca powstają po to, by rosnąć. Niektóre – jak OMA na warszawskim Powiślu – powstają po to, by zachować coś nienamacalnego: smak, pamięć, emocje. I właśnie w tym tkwi ich siła.

InspirAkcje to cykl prezentujący wyjątkowe miejsca, innowacyjne inicjatywy i niecodzienne wydarzenia z całego świata. Pokazujemy projekty, które mogą stać się inspiracją dla szerokiego sektora leisure. To przestrzeń do czerpania pomysłów, odkrywania trendów i budowania świeżych perspektyw. 
Chcesz podzielić się swoim pomysłem? Napisz do nas!

Miejsce zbudowane z pamięci

Pierwsza restauracja OMA powstała w sercu stolicy – na warszawskim Powiślu. Impulsem do jej stworzenia była nieoczywista, ale bardzo konkretna potrzeba – zachowania tego, co ulotne. Jej twórca – Janek Paszkowski, znany szerszej publiczności z programu „MasterChef” – zbudował ten koncept nie wokół kulinarnego ego, ale wokół sentymentu i pamięci. O babciach, dziadkach, rodzinnych obiadach, o zapachu zupy unoszącym się w ciasnej kawalerce.

Jak sam przyznaje, zależało mu na przeniesieniu gości w realia babcinej kuchni i domu – nie tylko na talerzu, ale też w przestrzeni i atmosferze. – To dla mnie szczególnie istotne ze względu na fakt, że moich babć i praktycznie wszystkich członków rodziny nie ma już na tym świecie – zaznacza twórca.

Chciałem w ten sposób dać możliwość naszym gościom poczuć babcine ciepło i doświadczyć tego, co jest nam wszystkim bardzo bliskie – mówi Janek Paszkowski w rozmowie z Parkmag.

Janek konsekwentnie realizuje tę ideę nie tylko w menu, ale w całej warstwie doświadczenia: od wnętrz, przez najmniejsze detale stolarskie, aż po sposób komunikacji z gośćmi. To dlatego OMA bardziej przypomina przytulny salon pełen wspomnień, niż klasyczną restaurację.

– Do sentymentalnych, babcinych doświadczeń nawiązujemy nie tylko w naszym menu, ale również we wnętrzu, stolarskich detalach (tu ukłon w stronę mojego Dziadka, który był stolarzem) i całej atmosferze miejsca, która ma być dokładnie taka, jaka panowała w ciepłej i pachnącej obiadem babcinej kawalerce – mówi Parkmagowi założyciel, Janek Paszkowski.

Smaki, które się pamięta

Menu OMY nie jest obszerne i nie próbuje imponować techniką, choć – zdaniem gości – trudno o nim zapomnieć nawet długo po wizycie w tym miejscu. Tu liczy się rozpoznawalność i smak, który „gdzieś już był”. Knedle, kluski leniwe, ryż na mleku, mielone z maślanym purée – dania, które dla wielu są kulinarnym kodem bezpieczeństwa, znanym z dzieciństwa.

Janek Paszkowski nie ukrywa jednak, że nie pracuje na spisanych babcinych recepturach. Brak zeszytu z przepisami sprawił, że menu stało się raczej próbą odtworzenia zapamiętanych emocji i smaków niż wierną rekonstrukcją konkretnych dań. To kuchnia oparta na pamięci, intuicji i osobistych skojarzeniach, a nie na literalnym dziedzictwie kulinarnym.

To właśnie ta interpretacja czyni OMĘ miejscem współczesnym. Klasyka zostaje tu delikatnie doprawiona autorskim twistem, ale nigdy przesterowana. Menu obiadowe zmienia się codziennie, choć goście znajdą także kartę klasyków. Zawsze jest zupa i dwa dania główne, w tym wersja wegetariańska. Są też stałe rytuały, jak środowe mielone, na które – jak mówią bywalcy – „trzeba wiedzieć, kiedy przyjść”.

Wśród licznych opinii gości – nawet tych spoza granic naszego kraju – trafiamy na same komplementy. Zuzanna z Warszawy opisuje wizytę w OMIE jako “przepyszne doświadczenie kulinarne, w którym smaki są naprawdę jak u babci”. Haneul z Korei zaznacza, że warszawską OMĘ poleciła mu sąsiadka. I – choć nie był pewien, czy taka kuchnia do niego przemówi – teraz jest to jego ulubiona restauracja na całym świecie.

Restauracja OMA
Fot. OMA

Restauracja jako intymna opowieść

OMA to z całą pewnością coś więcej, niż jedzenie. To pełna narracja, prowadzona z zamysłem i konsekwentnie na każdym poziomie. Już sama nazwa – krótka, miękka, znacząca „babcię” w języku niemieckim i śląskim – nadaje miejscu pewnego charakterystycznego klimatu. Logo restauracji to równie przemyślany ruch, mający na celu nawiązanie do rodzinnych historii założyciela. Przedstawia ono babcię Janka, wprost przerysowaną ze starej, analogowej fotografii, zrobionej w mieszkaniu na warszawskich Bielanach.

Oprócz przemyślanych detali lokalu, clou restauracji – menu – zostało skrupulatnie dopracowane i przygotowane w taki sposób, aby upamiętnić bliskich Janka.

Cały koncept to dosłowna dedykacja dla całej mojej rodziny. OMA – jako babcia, mielone mojego taty, pierogi Jagusi mojej mamy, Jureczek czyli mój dziadek, gołąbki Bogusia – czyli mojego wujka, sos waniliowy Krystyny – czyli siostry Jureczka, mojej cioci… – wspomina w rozmowie z Parkmag Janek Paszkowski.

To bliscy, których już z nami nie ma, ale którzy wciąż wracają – zapisani w menu, nazwach potraw i smakach dzieciństwa – dodaje twórca OMY.

Restauracja OMA
Fot. OMA

Ta narracja przenosi się także do mediów społecznościowych. OMA zwraca się do swoich gości per „wnusiu” i „wnuczku”, a historie opowiadane online balansują między prawdą a lekką fabularyzacją.

Sposób komunikacji w social mediach wyszedł całkowicie naturalnie. Był to element całego projektu, który zakłada dosłowne prowadzenie całej restauracji przez Babcię właśnie – podkreśla Paszkowski.

To świadomy zabieg – budowanie świata, do którego chce się wracać. I który, co ważne z perspektywy branży leisure, nie opiera się na nachalnym marketingu, lecz na emocjonalnej spójności.

Mała skala, duży rezonans

OMA na warszawskim Powiślu otworzyła się pod koniec 2023 roku i początkowo funkcjonowała niemal niezauważona. Kilka stolików, krótkie menu, brak rozbudowanej promocji. A jednak coś zadziałało – zupełnie naturalnie i bez presji. Z dnia na dzień pojawili się goście – najpierw lokalni, potem z innych miast, a w końcu i z zagranicy. Wraz z końcem 2025 roku otworzyła się także druga lokalizacja – na warszawskim Żoliborzu.

Co istotne, OMA stała się także przestrzenią międzypokoleniową. Przychodzą tu wszyscy – wnuki z babciami, rodziny, osoby samotne i turyści. Dla wielu to doświadczenie intymne, niemal prywatne.

Sukces OMY to autentyczność, szczerość i podawanie gościom całego przeżycia płynące prosto z serca. Bez kopiowania, bez nastawienia na zarobek. To czysta dedykacja i potrzeba upamiętnienia tego, co dla mnie najważniejsze, w postaci restauracji właśnie – przyznaje Janek Paszkowski.

W czasach, gdy wiele projektów leisure skaluje się kosztem charakteru, OMA świadomie wybiera ograniczenie. „Nie chciałbym tworzyć z tego sieci, bo jest to dla mnie szalenie ważny koncept. Nie chcę, żeby te miejsca straciły swoją autentyczność” – mówi właściciel. To decyzja, która z biznesowego punktu widzenia może wydawać się ryzykowna, ale z perspektywy marki doświadczeniowej – konsekwentna i czytelna.

OMA nie próbuje być dla wszystkich. I właśnie dlatego tak wielu chce tu być. Ten nieoczywisty, ale niezwykle trafny koncept kulinarny jest dowodem na to, że w świecie nadmiaru bodźców największą wartością staje się autentyczność, która sama w sobie jest doskonałym narzędziem marketingowym.


© 2026 Parkmag.pl. Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. W przypadku wykorzystania fragmentów tekstu wymagane jest podanie źródła.

Dyskusja

Dodaj komentarz

Czytaj także

Newsletter