Paweł Tkaczyk

Czy warto być „drugą Energylandią”? Paweł Tkaczyk o roli porównań w marketingu nowych obiektów

Parki rozrywki

Media lubią barwne porównania. Ale czy używane w komunikacji analogie z innymi markami są korzystne dla marketingu i biznesu?

„Druga Energylandia”, „polski Disneyland”, a może „nowa Energylandia”? Gdy w Polsce powstaje nowy park rozrywki, albo nawet gdy inwestor buduje przy swoim obiekcie niewielki familijny rollercoaster, jest duże prawdopodobieństwo, że media nie bacząc na skalę czy podobieństwa opiszą go jako kolejny Disneyland albo park w Zatorze. Tylko w ostatnich tygodniach podczas monitoringu publikacji w mediach spotkaliśmy się kilka razy z takim sformułowaniem. „Drugą Energylandią” obwołany został i inny park rozrywki oraz nowa outdoorowa strefa powstająca przy istniejącej już inwestycji.

To z pozoru niewinne porównanie nie jest bez

Zaloguj się i przeczytaj!

Resztę artykułu przeczytasz po zalogowaniu. Pozostało nadal 80% treści. Zaloguj się i zostań z nami na dłużej!

Zaloguj się na Parkmag.pl

Dyskusja

Dodaj komentarz

Czytaj także

Newsletter