Adventure World Warsaw. Jak to było naprawdę?

Przedsiębiorca Peter Jan Mulder miał ambitne plany budowy parku rozrywki w Polsce. Znalazł partnera w postaci holenderskiej spółki Imtech. Te znane zakłady przemysłowe z holenderskiego miasta Gouda miały sfinansować projekt od początku do końca.

Czy Mulder był fantastą? Co było nie tak z projektem AWW?

Peter Jan Mulder (46) wychodzi z samochodu. Trzymając papierosa, staje obok pola kukurydzy. W samochodzie w drodze do Grodziska opowiada, że mógł z tym polem zrobić wszystko. Ale już nie może. Teraz jednak stojąc przy ogromnym kawałku ziemi, wspomnienia wracają – Mulder zaciąga się papierosem. Milczy, a następnie wskazuje w dal, w kierunku wiaduktów: „Spójrz, wejście dla pracowników, a tu hotel. I po tej stronie wejście do parku”. Wskazuje na lewo, gdzie grupka gołębi odlatuje z wyimaginowanego wejścia do parku rozrywki.

Cztery miesiące temu, park miał zostać otwarty. Adventure World Warsaw. Gdyby tak się stało, teraz siedzielibyśmy na rollercoasterze. Zamiast tego, rolnicy uprawiają tu nadal swoje uprawy, a ogromne 230 hektarów wróciło z powrotem do swojego pierwotnego przeznaczenia. To obszar wielkości około 330 boisk piłkarskich. Mulder znów zapala papierosa. „Cholera”, teraz on podnieca się po raz kolejny. „Wszystko, jest gotowe, infrastruktura jest dobra, plany i pozwolenia na budowę już tam są. Można zaczynać pracę od jutra. Oczywiście jeśli znajdzie się ktoś, kto wyłoży na to pieniądze”.

Mulder nie ma jednak wątpliwości, że to jest bardzo trudne. „Cały ten projekt jest zainfekowany przez tą całą sprawę z Imtechem. Pozwolenie na budowę wygasa w marcu przyszłego roku. Potem będzie już naprawdę zero”. 

Szok

Wracamy do roku 2013. Holenderski potentat przemysłowy, firma Imtech z Goudy wysyła 4 lutego do mediów alarmujący komunikat prasowy.

Pisze, że została „poważnie oszukana”, przez fundusz zarządzający ich największymi aktywami w Polsce i możliwymi nieprawidłowościami przy projektach w kraju nad Wisłą. Imtech spodziewa się spisać na stratę co najmniej 400 mln złotych.

Komunikat jest wielkim szokiem dla inwestorów. Imtech był do tej pory klejnotem na amsterdamskiej giełdzie. Firma zawsze prezentowała rosnące obroty i była gwarancją dużego zysku dla inwestorów. Ale teraz doszło do oszustwa. Akcje spółki pikują w dół. W następnych miesiącach okazuje się, że to niemiecki oddział Imtech jest odpowiedzialny za polskie problemy –  zgniłe na wskroś. Fałszywe faktury spowodowały, że miliony zniknęły bezpowrotnie.

Nagle z wizjonera Mulder stał się symbolem oszustwa. Zostaje naznaczony jako aferzysta, a park rozrywki pozostaje marzeniem.

Próbowałem” – mówi powoli Mulder. „Dlaczego marzycielem?” – pyta. „A teren, na którym stoimy to niby czemu ma służyć? A drogi, które zbudował polski rząd, bramki poboru opłat, wiadukty, ronda, to jednak coś się wydarzyło?” Wskazuje na autostradę A2 łączącą Warszawę z Berlinem. „Zobacz, ekrany przeciwdźwiękowe zostały specjalnie pominięte, żeby można było wjeżdżając do Warszawy zobaczyć park rozrywki. Jestem zadowolony z tego, jak polski rząd wywiązał się z zawartych umów. On jeszcze powstanie, zobaczysz”.

Park rozrywki na małą skalę

Jesienią 2011 roku Mulder wchodzi w kontakt z Imtechem. Jest przedsiębiorcą w Polsce, gdzie w 2006 roku wylądował po bankructwie swoich chłodni w Holandii. Mulder ma gotowy plan na budowę parku rozrywki. Podkreśla, że jeszcze wtedy był to mały plan. Po prostu przyjemny park dla rodzin po ciężko przepracowanym tygodniu. Podobnie jak wtedy, kiedy byłem dzieckiem i raz w roku wraz z rodziną odwiedzaliśmy Flevohof (teraz Walibi). Mulder wstępnie szacuje, że samo postawienie obiektu, który przyciągnie Polaków z całego kraju będzie kosztowało 200 milionów złotych. Wymyśla, że specjaliści z firmy Deloitte w Warszawie pomogą mu znaleźć sponsorów do inwestycji w park.

Energia w parku rozrywki to bardzo ważna część inwestycji. I to zarówno ta fizyczna, jak i to, żeby ludzie się dobrze w nim czuli. Mulder poznaje się z Imtechem. Polscy szefowie Imtech, Thorsten Klee i jego kolega Jacek Andrzejewski, są entuzjastycznie nastawieni do planu. Myślą podobnie – że Polska potrzebuje parku rozrywki i że obszar Warszawy to doskonała lokalizacja. 

Rozmawiają o tym z szefem holenderskiego odziału – René van der Bruggenem. „Chcemy finansować i budować”  -mówi. 

W dniu 20 października 2011 roku Mulder poznaje Klausa Betza, szefa niemieckiego oddziału Imtech, pod który bezpośrednio podlega Imtech Polska. Jedzą w restauracji Amber Room przy Alejach Ujazdowskich w Warszawie – stylowej i drogiej, jak na polskie standardy.

Po tym spotkaniu z „Cesarzem Klausem” sprawy zaczynają nabierać rozpędu. Mulder zaczyna wierzyć, że Imtech sfinansuje to w całości. To był błąd. Przynajmniej tak teraz ocenia to Mulder. Imtech wierzy, że projekt uda się, szczególnie, że jest sygnowany przez renomowaną kancelarię doradczą.

Kuglarstwo

Następuje spirala pompowania pieniędzy i finansowej megalomanii. Nagle w planie pojawiają się hotele, tak aby goście mogli tu przyjeżdżać z całej Polski i odpocząć. Zakład przetwórstwa odpadów Imtech nagle również wydaje się dobrym pomysłem. Projekt rośnie i rośnie, aż kończy się na około 2.420 miliarda złotych! Od małego do gigantycznego. 

W dniu 20 lipca 2012 Imtech wypuszcza w eter radosną informację prasową. „Największe zamówienie Imtech w historii”, „Chodzi o kompletne zarządzanie projektami, dostawę wszystkich rozwiązań technicznych i budownictwo, w tym zarządzaniem podwykonawcami”. Akcje idą w górę.

Kiedy Mulder w rozmowie z Imtechem wspomina, że nie ma jeszcze sponsorów na tak wielki projekt, dostaje odpowiedź, że niepotrzebnie się martwi. Imtech wszystko załatwi, z pomocą kilku sztuczek na papierze, pieniądze się znajdą. 

To wszystko jest szczegółowo opisane w 96-stronicowym raporcie publicznym Imtechu „Lato 2013”, który spółki giełdowe wysyłają regularnie akcjonariuszom. Tych sztuczek nie da się ukryć. 

Na czym polegały sztuczki? W skrócie. Na podstawie umów, które Mulder i jego firma AWW zawarły z Imtech, było zapisane, że musi on zapłacić holendrom około 240 mln złotych zaliczki. Pieniędzy nie ma, więc trzeba coś wymyślić. Klaus Betz wpada na pomysł. Jedzie do Wiednia, gdzie znajduje się zaprzyjaźniony mu bank. Dostaje zapewnienie przez telefon, że finansowanie jest możliwe.  Betz organizuje je z Meinl banku. AWW w końcu grudnia 2011 roku otrzymuje z niego pożyczkę, którą płaci Imtechowi. Pożyczka jest gwarantowana przez Imtech. Bank dostaje zapewnieniu od Imtechu, że inwestycja będzie posuwać się do przodu. Ale Meinl bank nie daje kredytu fizycznie, tylko na papierze. Mulder ma swoje fundusze. Imtech może wpisać obrót w księgi. Następuje sztuczna  sprzedaż usługi, bo Imtech nigdy nie widzi pieniędzy w rzeczywistości. Te pozostają w banku Meinl na rachunkach finansujących AWW. Na papierze zostają jednak wpisane jako zaksięgowane. Tymczasem prace projektowe trwają. Imtech Niemcy finansuje je z rzekomych kredytów. 

Sztuczki

To jeden z trików, powodujący, że zarządzanie oddziałem Imtech w Polsce we współpracy z Imtech Niemcy uważane jest za współpracę wręcz wzorcową.

Po sześciu miesiącach, latem 2012 roku, przychodzi czas na kolejną ratę. Imtech przedstawia więc nowy trik płatniczy. Wymagana jest płatność z góry około 600 mln złotych, którą powinno zrobić AWW. Mulder w tym czasie próbuje zorganizować finansowanie dla projektu. Prowadzi rozmowy z kilkoma bankami. Wszędzie jednak dostaje odpowiedź odmowną. Banki nie wierzą w jego biznes plan. Próbuje sprzedać projekt na Bliskim Wschodzie. Ale nikt nie chce dać mu pieniędzy. 

Taka megainwestycja to za dużo jak na Polskę” – słyszy wszędzie. Mulder musi więc napisać w czerwcu prośbę o zmianę planu. Nic więcej niż kartkę papieru, formatu A4, na której obiecuje wypłacić zaliczkę. Imtech może wciągnąć to do administracji.

Księgowość się zgadza. Pieniądze zostają uregulowane wirtualnie. Wygląda to dobrze, również dla centrali w Holandii. Kilka tygodni później Imtech publikuje komunikat prasowy: w którym może zaprezentować z dumą „największe zamówienie w historii”.

Tak, konstrukcja tego finansowania była dość nowoczesna” – mówi teraz Mulder. Ale dlaczego miałby to być trudny temat? On tego nie wymyślił. „Ten pomysł wyszedł od strony Imtechu.” Ok, może dałem się ponieść. Ale takie rzeczy się dzieją, jeśli jesteś w tak dużym projekcie. Plany były prawidłowe. Po pięciu latach miało nas odwiedzać do czterech milionów turystów rocznie, a park miał przynosić konkretny zysk. 

To były jedne z ostatnich kontaktów Muldera z Imtechem. Wiosną 2013 roku firma dostała wezwanie do zapłacenia 90 milionów podwykonawcom, z którymi nie rozliczał się Imtech (w tym czasie trwały już prace projektowe). Imtech zabezpieczył się kredytem hipotecznym na ziemi, gdzie miał być budowany park. Ziemia w tej chwili należy nadal do AWW. 

Cichy

Wymiar sprawiedliwości nigdy nie zapukał do drzwi Muldera. Prawnicy z kancelarii De Brauw Blackstone, którzy robili badania na zlecenie Imtechu, uważają, że Mulder również jest ofiarą. „Jest miły i spokojny”, mówią z cynicznym uśmiechem. „On uważa za niezrozumiałe to co się stało. Ale też nigdy nie spojrzał na siebie jako administratora. Powiedział nam wszystko jak to się wydarzyło. Okazuje się, że Imtech nigdy nie miał zamiaru tego finansować. Zamiast tego, Imtech twierdzi, że jest poważnie zawiedziony, bo jego środki finansowe nie są do końca w porządku. Tak, o części z tego wiedzieli. On próbował nawet pomniejszyć i zawiesić projekt na czas znalezienia finansowania”. Dowodzi temu tak zwany „list zawieszenia”, złożony dokładnie 13 sierpnia 2012.

Prawnicy uważają, że Mulder jest ofiarą afery

Ale Imtechowi to nie było na rękę. Nie mogli zawiesić projektu, bo na papierze źle by to wyglądało. Nie można by było wykazać tak prestiżowego projektu w liczbach. Więc Imtech księguje inny papier z Meinl Banku w Wiedniu i wszystko znów jest w porządku.

Kiedy do oddziału przychodzi audytor, wszystko zaczyna się komplikować. 

4 lutego 2013 roku współpraca się kończy. Imtech dokonał oszustwa w Polsce. Nie ma prawdziwych pieniędzy i park nie zostanie nigdy zbudowany.

Mulder się reflektuje. „Mówiłem im wiele razy. Również prezesowi holenderskiego Van der Bruggen. Podzielał moje obawy. Ale prace były kontynuowane”.

Cóż, ma więcej wyjaśniać. W papierach są wszystkie dowody. Może trzeba będzie parlamentarnej komisji śledczej, żeby wyjaśnić co tak naprawdę się stało.

Mulder inwestuje teraz w nieruchomości w okolicach Warszawy. Wielki rynek, mówi w samochodzie, w drodze powrotnej do Warszawy. Przejeżdżamy punkt poboru opłat na autostradzie przy wybudowanym specjalnie w okolicy jego parku zjeździe. Trzy linie obok siebie. „Projekt został zamknięty, podobnie jak nie ma już tysięcy turystów, którzy mogli zjeżdżać tym zjazdem do parku.” 

To tyle na teraz jeśli chodzi o parki rozrywki. Mulder po raz ostatni odwiedził jeden było w zeszłym roku. Walibi Flevohof.

Uroczysty start

W Internecie można jeszcze znaleźć film z uroczystej inauguracji partnerstwa pomiędzy Imtech i Adventure World Warsaw.

Jednym z prelegentów jest Klaus Betz, szef Imtech w Niemczech. Chwali projekt parku rozrywki jako „unikalny” i „nadzwyczajny”.

Teraz Betz w Niemczech podejrzany jest w oszustwie wokół Imtech. Po nieprawidłowościach w Polsce w 2013 roku został zwolniony. Wyszły też na jaw inne sprawy. 

Betz był dyrektorem Imtech Niemcy od 2001 roku.

Niemiecki oddział był odpowiedzialny m.in. za operacje finansowe w Europie Wschodniej, które wyniosły ponad 6 miliardów złotych w 2011 roku. Stanowiły one około jednej trzeciej przychodów całej grupy.

Niemiecki oddział został założony w 1997 roku w wyniku nabycia akcji niemieckiej firmy ROM.

W ostatnim dziesięcioleciu strategią Imtechu był rozwój poprzez akwizycję. Prowadzone przez René van Bruggena przedsiębiorstwo podwoiło obrót z ośmiu miliardów złotych w 2002 roku do ponad szesnastu miliardów w 2013. Taki szybki wzrost powoduje, że centrala w Goudzie zaczyna tracić kontrolę nad nowo przejętymi spółkami swoich międzynarodowych pododdziałów.

To było wygodne dla Klausa Betza w Niemczech. Jako fan piłkarskiego klubu z Hamburga HSV, postanowił w 2010 roku, że Imtech przez sześć lat będzie sponsorował piłkarzy kwotą stu milionów. Dzięki czemu stadion HSV nazywa się teraz Imtech Arena.

Według Imtechu, Betz skupiał się także na fałszowaniu faktur. Z niemieckiego oddziału wypłynęło w ten sposób co najmniej 120 mln złotych, które były przelewane na konta firm i osób prywatnych, w Imtech widniejących jako X-Group. 

Podczas przesłuchania w niemieckiej prokuraturze, Betz powiedział, że wszystko robił w imieniu byłego CEO Imtechu René van der Bruggena. Imtech Holandia zaprzecza zarzutom.

Na podstawie:

Tom Kreling 29 sierpnia 2015, NRC.nl